
Patryk Jaki bronił w TVN24 pisowskich zmian w sądownictwie. Próbował zaatakować przedstawiciela Łotwy, powołując się na tamtejszą konstytucję. Okazało się jednak, że nie do końca wiedział, o czym mówi.
REKLAMA
Patryk Jaki miał wczoraj dobry dzień. Dopiął swego jako szef komisji ds. reprywatyzacji w sprawie kamienicy przy ul. Noakowskiego 16. Komisja uznała, że decyzja o zwrocie kamienicy została podjęta niezgodnie z prawem. Beneficjenci tej decyzji będą musieli zwrócić ponad 15 mln zł. Jednym z nich jest Andrzej Waltz, mąż prezydent Warszawy, który nabył prawa do części kamienicy w 2003 roku.
Wieczorem jednak występował w TVN24 i jego dobra passa się skończyła. Tematem były planowane zmiany w sądownictwie. Jaki oczywiście gorliwie bronił wprowadzanych reform. Chciał posłużyć się przykładem Łotwy, w której sądy na mocy tamtejszej konstytucji są – według Patryka Jakiego – jeszcze bardziej upolitycznione.
Wieczorem jednak występował w TVN24 i jego dobra passa się skończyła. Tematem były planowane zmiany w sądownictwie. Jaki oczywiście gorliwie bronił wprowadzanych reform. Chciał posłużyć się przykładem Łotwy, w której sądy na mocy tamtejszej konstytucji są – według Patryka Jakiego – jeszcze bardziej upolitycznione.
W Polsce przebywał niedawno Łotysz Nils Muiżnieks, komisarz Praw Człowieka Rady Europy. – I mówi nam o praworządności, że my łamiemy wszystkie zasady, bo politycy będą wskazywać sędziów – mówił Jaki. Dalej Jaki stwierdził, że w artykule 84 łotewskiej ustawy zasadniczej ma być napisane, że łotewski Sejm nie tylko powołuje wszystkich sędziów, ale także ich odwołuje.
Dziennikarze "GW" zajrzeli więc do konstytucji Łotwy. Jest w niej zapis, że sędziów zatwierdza (a nie powołuje) Saeima, czyli łotewski Sejm, ale są oni nieodwołalni. W konstytucji Łotwy jest co prawda zapis, że sędziego można odwołać wbrew jego woli, ale tylko w dwóch wyjątkowych przypadkach: na podstawie orzeczenia kolegium dyscyplinarnego lub wyroku sądu w sprawie karnej.
Jak podkreśla "GW", wspomniane rozwiązania są zapisane w konstytucji. Tymczasem w Polsce Prawo i Sprawiedliwość wraz z prezydentem wptowadzają zmiany w drodze ustaw, nie mając konstytucyjnej większości.
Nie przeszkodziło to jednak wiceministrowi sprawiedliwości napisać na Twitterze, że padł ze śmiechu. Krytykował też dziennikarzy "Gazety Wyborczej", pisząc, że medium się kompromituje.
źródło: gazeta.pl
