Uczy PiS, jak się robi politykę zagraniczną. O pani Grażynie z wdzięcznością mówią wdowy żołnierzy z Donbasu

Paczki Grażyny Staniszewskiej z Bielska-Białej  i jej znajomych lepsze od Ministerstwa Spraw Zagranicznych w Warszawie. Budują dobry wizerunek Polski na Ukrainie! Na przekór polskim politykom.
Paczki Grażyny Staniszewskiej z Bielska-Białej i jej znajomych lepsze od Ministerstwa Spraw Zagranicznych w Warszawie. Budują dobry wizerunek Polski na Ukrainie! Na przekór polskim politykom. Fot. Tomasz Fritz / Agencja Gazeta
"Gdy byłam internowana i siedziałam w więzieniu, moja rodzina dostawała paczki od Niemców czy Holendrów. To było ogromne wsparcie moralne. Teraz czas na nas" – podkreśla Grażyna Staniszewska. To była senator, europarlamentarzystka i opozycjonistka – bielszczanka, która zorganizowała akcję wysyłania paczek dla rodzin ukraińskich weteranów z Donbasu. Nie owija w bawełnę: "Obecna władza podchodzi do Ukrainy jak do byłej koloni RP, jak do lenna. Nie potrafią zrozumieć, że Ukraina jest samodzielna i niezależna".

Organizowała Pani akcję przyjmowania uchodźców, chociaż poseł Stanisław Pięta z tego samego miasta co Pani, nie szczędził słów krytyki wobec nich. Teraz wchodzi Pani w paradę ministrowi spraw zagranicznych Witoldowi Waszczykowskiemu, gdyż organizuje pani pomoc Ukraińcom.



Minister Waszczykowski powinien dawno odejść. To, co robi, jest zaprzeczeniem dyplomacji. Natomiast nie uważam, abym psuła im szyki. Ukraina jest sąsiedzkim krajem…

…którego obecni politycy nie lubią. Jeśli jakiś chce zaistnieć, to prześciga się w negatywnych komentarzach o Ukrainie. Wszystkich chyba przebił wiceminister Jan Parys.

Polscy politycy deklarują, że lubią, tylko najchętniej widzieliby Ukrainę dyspozycyjną wobec nich. Podchodzą do niej jak do koloni RP czy do lenna. Nie potrafią zrozumieć, że Ukraina jest samodzielna i niezależna. Nic dziwnego, że Ukraińcy nie wytrzymują takiego traktowania. Nikt by nie zniósł. Wszyscy byli ambasadorzy ukraińscy odwracają się od nas. Kolejny przykład… Aleksander Zinczenko, doradca szefa ukraińskiego IPN, napisał książkę o Katyniu. Promował, jeździł po Ukrainie i opowiadał o losach polskich żołnierzy. Teraz z trudem znajduje dobre słowo o Polsce. Obecna polska polityka wobec wschodniego sąsiada jest samobójcza.

Nie spotkała się pani z komentarzami, że wspiera banderowców i upowców?

Przy wcześniejszych, tak. Gdy organizowałam wysyłanie paczek, nie było takich opinii. Nasza akcja polega, na tym, że polskie rodziny przygotowują pomoc ukraińskim, które straciły bliskich na wojnie w Donbasie. Wyślij paczkę, zaproś na wakacje.
Jeśli cię nie stać, to możesz spróbować zebrać większe grono znajomych i wspólnie coś przygotować. Ja byłam poruszona akcją, którą przygotował nauczyciel ze swoją klasą II A, czy B, już nie pamiętam, z podstawówki na warszawskim Ursynowie. Zebrali nie tylko pomoc rzeczową, ale też 700 złotych. Nad Dnieprem liczy się każda złotówka.

Dlaczego akurat rodzinom weteranów z Donbasu?

Bo oni są w strasznej sytuacji. Często są to rodziny wielodzietne, których ojcowie polegli. Rzadko w której jest jedno, dwójka dzieci. Teraz pomożemy też rodzicom, których syn zginął w Donbasie.

Przepraszam, ale to też mało poprawne polityczne. Dlaczego wysyłać rodzinom poległych w Donbasie, a nie Polonii?

Uważam, że teraz najbardziej potrzebna jest im pomoc. Oni stanęli w obronie Ukrainy, a w dalszej kolejności Polski. Gdyby Ukraina puściła, to z Donbasu doszliby do Odessy. W konsekwencji byłaby zagrożona Polska. Niewiele osób ma tego świadomość w naszym kraju. A poza tym… Gdy byłam internowana i siedziałam w więzieniu, moja rodzina dostawała paczki od Niemców i Holendrów. To było ogromne wsparcie moralne. Podnosiło na duchu. Taka pomoc bezpośrednia, rodzina rodzinie, daleka jest od polityki. Rodzą się związki sąsiedzkie i wiem, że wielu Ukraińców jest pod wrażeniem naszego wsparcia.

Ile paczek wysłaliście?

Na razie pomogliśmy 42 rodzinom. Mamy kolejne zgłoszenia osób, które chcą pomóc. Jeśli nie możecie sami, to zróbcie to wspólnie z innymi. Byłam poruszona historią wdowy po weteranie. Kobieta żyjąca w jednym pokoju z licznym potomstwem, marzyła o suszarce. I napisała do mnie kobieta z Warszawy, która chciał pomóc, ale była przerażona faktem, jak sobie poradzi. Po kilku dniach odpisała, że ze znajomymi kupią pralko-szuszarkę.
Następna historia. Wdowa, eksmitowana przez gminę, bo nie płaciła za mieszkanie. Po stracie męża popadła w głęboką depresję. Jej znajomi znaleźli mieszkanko. Piotr Mierzejewski, były wiceminister, sam teraz ciężko chory, posłał pieniądze. Marysia Zajączkowska wysłała paczkę. Potrzebujących wsparcia jest wiele. Na wojnie w Donbasie zginęło kilka tysięcy mężczyzn, a także kobiet. Myślę sobie, gdyby pomysł został rozszerzony o szkoły... W Polsce jest ponad 30 tysięcy szkół. Wystarczyłoby, aby każda pomogła jednej rodzinie. Nie tylko byłby to dobry uczynek, ale poznanie wojny od osób, które ją doświadczyły boleśnie. Aby wiedzieli, co oznacza, bo może do nas przyjść.
Coś pani prorokuje?

Nie, po prostu długo żyję i widzę, co się dzieje. Bardzo się tym przejmuję. Chociażby losem ofiar wojny, dzieci syryjskich, przed którymi bogata Europa postanowiła zamknąć drzwi. W Bielsku-Białej mamy inicjatywę "Witaj" kierowaną przez fajnego człowieka, Szymona. Usiłujemy poprawić los muzułmańskich uchodźców w naszym mieście. Zostało z nami ich jeszcze kilku. Teraz wspomagamy Ukraińców. Jest ich już kilka tysięcy. Chcemy, abyśmy się poznali i polubili. Wielokulturowość nas wzbogaca. Rok temu w naszym mieście zorganizowaliśmy wspólna Wigilię z Ukraińcami. Wypadała 6 stycznia. Teraz znów przygotowujemy.


A słyszała pani taki modny na prawicowych portalach zwrot - "ukrainizacja Polski"?


To jest absurdalnie śmieszne. Ukraina to kraj wielokrotnie słabszy od Polski, wymagający pomocy. Tymczasem takie zwroty sugerują, jakbyśmy stawiali się ich kolonią. To można porównać do polonizacji Berlina. Tam Polacy po prostu jeżdżą za zarobkiem, wykonywać często najgorsze prace.

Tymczasem mając doświadczenia pracy na emigracji, czasem niewolniczej, gotujemy w Polsce przyjezdnym taki sam los.

To jest niemoralne, że agencje pracy kasują ogromne stawki za pośrednictwo. Dlatego, znów u nas, powołaliśmy portal, który pomaga nieodpłatnie Ukraińcom znaleźć pracę. Portal utrzymuje się dzięki opłatom przedsiębiorców poszukujących pracowników.

Wracając do akcji paczek, gdzie można uzyskać więcej informacji?

Osoby, które chcą pomóc mogą pisać do mnie na Facebooku. Chwilę rozmawiam z takimi osobami i podaję już konkretne informacje o rodzinie. Jakie rozmiary, butów, bioder, ile dzieci. Podkreślę jeszcze raz: pomoc bezpośrednia, rodzina rodzinie, daleka jest od polityki. Wielu Ukraińców jest pod wrażeniem wsparcia.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...