Ciemna strona rejestru pedofilów. Internauci wytropili jednego z nich – i zaczęły się pogróżki

Rejestr pedofilów może przynieść bardzo negatywne skutki.  A właściwie już zaczął.
Rejestr pedofilów może przynieść bardzo negatywne skutki. A właściwie już zaczął. Fot. Agnieszka Sadowska / AG
"Do wora je**na łajzo", "chory człowiek", "od dzisiaj nie jesteś anonimowy" i dziesiątki innych komentarzy. To wszystko można znaleźć na profilu na Facebooku jednego chłopaka, który figuruje w nowym rejestrze pedofilów, a po pierwszym stycznia nie "zadbał" o swoją anonimowość w sieci. Takie historie pewnie będą się mnożyć, a w tym wypadku mówimy o osobie, która karę już odbyła.

Na wstępie zaznaczmy: ani autor tego tekstu ani nikt w redakcji nie chce stawać w obronie czynów skazanego. Jeśli została mu udowodniona wina, bardzo dobrze, że odbył karę. Nie oceniamy, czy była ona adekwatna do popełnionych czynów.

Fakty są jednak trzy. Pierwszy: Mateusz Bereżański figuruje w rejestrze pedofilów. Drugi: został skazany i odbył karę więzienia – a właściwie jej część, ponieważ został warunkowo zwolniony. Trzeci: po odbyciu kary niczym nie podpadł.
Mimo to w internecie na jego koncie na Facebooku odbywa się rzeźnia. W redakcji próbowaliśmy się kontaktować z Bereżańskim, ale nie odpowiedział na wiadomości na Facebooku. Niemniej jednak jego przypadek doskonale pokazuje zjawisko – zagrożenia, które ze sobą niesie rejestr pedofilów.

Karę odbył, ale ostracyzm dopiero się zaczął
Zgodnie z danymi z rejestru Mateusz Bereżanski to chłopak, który dopuścił się przestępstwa seksualnego na Dolnym Śląsku. Został skazany m.in. z artykułu 197. Kodeksu Karnego, zgodnie z którym "kto przemocą, groźbą bezprawną lub podstępem doprowadza inną osobę do obcowania płciowego, podlega karze pozbawienia wolności od lat 2 do 12". Warto dodać, że w uzasadnieniu pojawia się nie tylko wspomniany fragment, ale i paragraf trzeci, który dotyczy osób małoletnich.

Fragment artykułu 197. Kodeksu Karnego

§ 3. Jeżeli sprawca dopuszcza się zgwałcenia:
1) wspólnie z inną osobą,
2) wobec małoletniego poniżej lat 15,
3) wobec wstępnego, zstępnego, przysposobionego, przysposabiającego, brata lub siostry,
podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 3

Bereżański trafił za kratki w 2015 roku, jeszcze jako nastolatek. W marcu zeszłego roku został jednak warunkowo zwolniony. Okres próby trwa do połowy 2019 roku.

I pewnie dlatego może sobie pozwolić na taką aktywność w sieci. Jego aktywność można bardzo łatwo podzielić na tę przed publikacją rejestru i po niej. Jeszcze w zeszłym roku pisał na Facebooku to, na co zwyczajnie miał ochotę. Wszystko zmieniło się po 1 stycznia.


"To co o mnie pisali, to były pierdoły" – napisał na Facebooku Bereżański w Nowy Rok. Chyba się nie spodziewał, co się zacznie dziać na jego tablicy. Bo hejt posypał się błyskawicznie. "Do wora je**na łajzo. Zniszczyłeś życie dziecku na początku jego drogi. Zdychaj!", "Je**ć pedofila" – to tylko niektóre komentarze.
A Bereżański – przy założeniu, że to w ogóle on, choć konto jest bardzo stare – zamiast zablokować profil, brnął dalej. "Do wszystkich: zostałem wrobiony przez byłą żonę mojego brata i jej córkę z poprzedniego związku. Nigdy nie tknąłem żadnego dziecka, nie znacie sprawy nie oceniajcie mnie” – zaapelował. Oczywiście nikt nie posłuchał – znowu posypały się komentarze. "Aha, to nasienie w pochwie tej dziewczyny w nocy ci ukradli? Strzepali ci konia przez sen, w probówkę wzięli i jej wlali do ci**i? Ciekawa historia" – pisze ktoś. Kto inny dodaje: "Nikt cię nie wsadzi do pierdla bez dowodów, chłopaku".


Żeby to był tylko niewinny hejt
Internauci tak się na niego rzucili, że komentują nie tylko pod postami z tego roku, ale i pod starymi, sprzed publikacji rejestru. I żeby to były tylko takie "docinki" jak wskazane wyżej.

Są bowiem i tacy, którzy Bereżańskiemu jawnie grożą. "W tym tygodniu jeszcze będziesz miał wizytę w Świdnicy" – pisze internautka. I po chwili dodaje: "Nasz mały pedofilek już może zapomnieć o wieczornych wypadach na miasto". Jeszcze inny internauta stwierdził, że się wpisze pod postem jeszcze z zeszłego roku. "Pedofilu za***any, od dzisiaj nie jesteś anonimowy". Kolejny pisze: "Mam nadzieję, że poniesiesz karę, na jaką zasługujesz, je***ny pedofilu".
Ci, którzy apelują o rozsądek, też się jednak trafiają."Widać, że Polacy zachowują się jak zwierzęta. Kopcie leżącego dalej", "Odsiedział swoje i jest czysty" – pojawiają się i takie wpisy, ale są w zdecydowanej mniejszości.

To musiało się tak skończyć
A przecież można było to przewidzieć. Eksperci jeszcze na etapie projektu ustawy przewidywali, że rejestr pedofilów nie będzie skuteczny, a może jedynie zniszczyć życie wielu osób. Autorzy projektu powoływali się na doświadczenia amerykańskie, gdzie w wielu stanach takie rejestry funkcjonują od wielu lat.

Zapomniano jednak o tym, że według tych samych Amerykanów rejestry... nie sprawdziły się. Nie spadła liczba ani przestępstw na tle seksualnym, ani sama liczba recydywistów. Zwrócili na to uwagę choćby Filip Szumski, Krzysztof Kasparek oraz Józef K. Gierowski, którzy pracują na UJ, UAM oraz SWPS. W 2016 roku opublikowali w "Psychiatrii Polskiej" artykuł, w którym zauważyli, że Amerykanie przeprowadzili dogłębne badania swoich rejestrów. I okazało się, że po wprowadzeniu rejestrów gwałcicieli ich liczba spadłą o… 2 proc.

Jednocześnie Amerykanie przeanalizowali skutki uboczne wprowadzonych regulacji. A te były bardzo duże. Okazało się, że 82 proc. sprawców nie mogło znaleźć pracy, 53 proc. ją straciło. Do tego 44 proc. doświadczyło nękania ze strony sąsiadów czy nawet gróźb. Co czwartemu uszkodzono posesję, niewielu mniej musiało zmienić miejsce zamieszkania. To dane pochodzące nie od samych ujętych w rejestrach, ale ich rodzin. Co gorsza, ucierpiały też dzieci sprawców. Zdecydowana większość z nich miała przez szykanowanie rodziców oznaki depresji i lęku, także same dzieci były wyszydzane.

Analogie nasuwają się same. To zaczyna się już dziać w Polsce. Na razie w sieci. Na razie.
Trwa ładowanie komentarzy...