Tego o Tomaszu Mackiewiczu nie wiedzieliście. "Newsweek" ujawnia szczegóły niezwykłego życia himalaisty

Tego o Tomaszu Mackiewiczu nie wiedziałeś.  "Newsweek" opisuje mało znane fakty z życia tragicznie zmarłego himalaisty.
Tego o Tomaszu Mackiewiczu nie wiedziałeś. "Newsweek" opisuje mało znane fakty z życia tragicznie zmarłego himalaisty. Fot. Facebook Tomasz Czapkins Mackiewicz
Na szczycie zdobytego siedmiotysięcznika mówi coś, płacze i zostawia foliową torebkę. Po ośmiu latach wyznaje, że to były prochy jego syna Xawerego – to tylko jeden nieznany dotąd fakt z życia Tomasza Mackiewicza, o którym pisze najnowszy "Newsweek".

"Czapa" irytuje hejterów, bo jak to jest, że chłopak z wioski nad Wartą, a potem przez lata ćpun, został himalaistą. I człowiekiem, który może inspirować oraz prowokować do zastanowienia się nad naszym życiem. Nawet wśród himalaistów był inny.

– Industrial, miasto. Mentalność ludzi zupełnie inna. Nie mogłem się w tym świecie odnaleźć, poleciałem na dno – wyznał przed laty Tomek Mackiewicz. Wychowywał się na wiosce nad Wartą, ale rodzice przeprowadzili się do Częstochowy. Tutaj z chłopakami z osiedla Ostatni Grosz sięga po heroinę. Ucieka z domu, ma wielomiesięczne ciągi. "Sępi pieniądze od przechodniów na dworcach. Siostra znajduje go na ulicy" – czytamy w "Newsweeku". Z pierwszego odwyku ucieka. W końcu kilka lat spędza w ośrodku Monaru na Mazurach.

Punktem zwrotnym w życiu Mackiewicza była rozmowa z prof. Witoldem Kondrackim. Matematyk, podróżnik, niewidomy profesor zachęca go do podróży do Azji. Tomek rusza z 400 dolarami w kieszeni "na stopa". Dociera do Indii. Pół roku spędza w ośrodku dla trędowatych, gdzie został przyjęty przez misjonarkę i lekarkę Helenę Pyz. Poznaje też ojca Mariana Żelazka. Wraca też na stopa. "Już wie, że świat stoi przed nim otworem. I że jest dobry w podróżowaniu" – pisze "Newsweek".
Próbuje studiować filozofię na UW. W Niemczech oświadcza się Joannie. Razem wyjadą pracować na Wyspy. – Poznaliśmy się chyba w 2003 r., obaj mieliśmy zapał do ekstremalnych przeróbek pojazdów. Tomcio miał dryg. Uwielbiał podróżować, miał starego kampera. Jeździł tym pudłem z rodziną, dzieciary malutkie, pełnia szczęścia. Pracowity, pomysłowy i skromny facet – opowiada tygodnikowi Przemysław Pietroń, znajomy tragicznie zmarłego wspinacza.

W 2006 r. w Irlandii Tomek Mackiewicz poznaje Marka Klonowskiego i razem z nim idzie w góry. Na Tomka mówiono "Czapa", na niego Marka "Klonu". To on montuje filmik przed Chan Tengri. Mackiewicz ponad miesiąc zdobywa szczyt. Filmik z tego wyczynu dedykuje swoim bliźniakom Xaweremu i Maksowi. W drodze na górze liczy się każdy gram, ale Mackiewicz niesie na górę zawiniątko. Na szczycie mówi coś, płacze i zostawia foliową torebkę. Dopiero osiem lat później przyznał, że zostawił na Chan Tengri prochy Xawerego. To śmierć dziecka była przyczyną rozpadu pierwszego małżeństwa.


"Czapa" próbuje na nowo ułożyć sobie życie. Pracuje przy stawianiu masztów pomiarowych. Przyszedł też czas na kolejne małżeństwo i dzieci. No i oczywiście góry. W 2014 roku z "Kolnem" rusza na Nanga Parbat. Swoją wyprawę nazwali "Sprawiedliwość dla wszystkich". To był gest w stronę środowiska wspinaczkowego, które naśmiewa się z podróżników-amatorów.

– Za to, co robił w górach, dostał nominację do nagrody podróżniczej, Kolosów. Na scenie w Gdyni wielka feta, oklaski, reflektory. W tym czasie za sceną zrzucaliśmy się na niego do kapelusza, ile kto miał. Tomek wszystkie pieniądze pakował w góry. W domu była bida – opowiada znajomy małżeństwa.

Więcej o Tomku Mackiewiczu w najnowszym "Newsweeku".
Trwa ładowanie komentarzy...