"Nie wyobraża sobie życia bez Dominika". Nowe szczegóły porzucenia 4-letniego chłopczyka z autyzmem

Na jaw wychodzą nowe informacje na temat Marleny L., która w święta porzuciła 4-letniego Dominika w jednym z katowickich bloków.
Na jaw wychodzą nowe informacje na temat Marleny L., która w święta porzuciła 4-letniego Dominika w jednym z katowickich bloków. Fot. facebook.com
W środę odbyło się przesłuchanie Marleny L., która w przedświąteczną sobotę porzuciła swojego 4-letniego syna Dominika na klatce schodowej w jednym z katowickich bloków mieszkalnych. Na jaw wychodzą jednak nowe fakty, które mogą zmienić spojrzenie na to, co się stało.

Przypomnijmy, w sobotę mieszkańcy jednego z bloków w Katowicach na klatce schodowej znaleźli dziwnie zachowującego się 4-letniego Dominika. Jak się potem okazało, dziecko ma autyzm, a w bloku porzuciła je 27-letnia matka. Marlena L. i jej partner Grzegorz P. zostali zatrzymani przez policję i prawdopodobnie usłyszą zarzuty. Jednak z nowych informacji wynika, że sprawa może nie być tak oczywista jak się na pierwszy rzut oka wydaje.

Jak dowiedzieli się dziennikarze portalu tvn24.pl, matka chłopca ukończyła szkołę specjalną. Nigdzie nie pracowała. Wraz z matką mieszkała pod Wąchockiem. Nie miała problemów z codziennymi obowiązkami. Nie było także większych uchybień jeśli chodzi o opiekę nad synem, w której pomagała jej matka. – Babcia jeszcze pracowała, a ojciec Dominika w ogóle się nim nie interesował. Ale Marlena dostawała tyle pieniędzy z opieki, że mogła spokojnie utrzymać siebie i dziecko — powiedział TVN24 Jarosław Michalski, dyrektor wąchockiego ośrodka pomocy społecznej. Problemy zaczęły się jednak w na przełomie lutego i marca, kiedy matka chłopca poznała Grzegorza P. zrzekła się świadczeń socjalnych i wyjechała do Katowic.
– Mówiła, że nie wyobraża sobie życia bez Dominika i tak to wyglądało - opowiada tvn24.pl Gabriela Trzos, jedna z pracownic ośrodka, który przez lata zajmował się rodziną. Podobny obraz rysuje się, gdy popatrzy się na facebookowe profile matki chłopca. Często pisze w nich, że kocha swojego synka. Wiele zdjęć opatrzonych jest podpisem "Mój kochany Dominiś". Pisze o synku z wyraźną miłością i troską. Dlaczego więc zdecydowała się porzucić Dominika? Wskazówką może być krótka wypowiedź Grzegorza P. – Chciałem dla niego jak najlepiej, ale nie wyszło. Chciałem go oddać do domu dziecka, ale nie wyszło – powiedział tuż po zatrzymaniu partner Marleny L.

Za porzucenie dziecka matce chłopca grozi 5 lat więzienia. Jej partnerowi maksymalnie 3 lata pozbawienia wolności.

źródło: tvn24.pl
Trwa ładowanie komentarzy...