Historia opowiedziana po 13 latach. Jak para polskich studentów przeżyła morderczy huragan Katrina

Polscy studenci podczas program Work & Travel w USA. Bohaterowie tekstu siedzą po prawej stronie.
Polscy studenci podczas program Work & Travel w USA. Bohaterowie tekstu siedzą po prawej stronie.
Kuba i Sylwia poznali się w Nowym Orleanie tuż przed uderzeniem śmiercionośnego huraganu. Wkrótce przeszli przez piekło, czekając na ocalenie w opanowanej przez gangi hali sportowej, zalewanej przez wzburzone wody Missisipi. Teraz powstała o tym książka „W uścisku Katriny”.

Jak dwójka polskich studentów przetrwała w mieście, w którym 80 procent budynków znalazło się pod wodą, a bandy uzbrojonych i zdesperowanych bandytów plądrowały wszystko, co tylko się dało? „W uścisku Katriny” to wcale nie jest fikcyjna powieść katastroficzna, a jedynie zapis prawdziwych wydarzeń, które rozegrały się w sierpniu i wrześniu 2005 roku w Nowym Orleanie.

Wyjazd
Niemal dwa tysiące śmiertelnych ofiar i ponad 100 miliardów dolarów strat to tragiczny bilans morderczego huraganu Katrina. Do dziś Nowy Orlean nie podniósł się w pełni z tamtych zniszczeń. Liczące przed huraganem z 2005 roku pół miliona mieszkańców miasto rok później zamieszkiwała jedynie połowa tej liczby. Większość z nas śledziła te dramatyczne wydarzenia na ekranach telewizorów. Ale niewielka grupa polskich studentów, przebywających na południu USA w ramach programu Work & Travel, znalazła się w samym oku cyklonu.
Kuba i Sylwia spotkali się, pracując w parku rozrywki Six Flags w Nowym Orleanie. Wakacyjna praca okazała się dużo mniej lukratywna, niż to im obiecywali w Polsce pośrednicy, ale miała też niewątpliwe plusy: mieli okazję podszlifować angielski i poznać świat.

– To była moja pierwsza tak daleka zagraniczna podróż. Moim celem początkowo był Nowy Jork. To miasto jawiło mi się jako spełnienie amerykańskiego snu. Niestety, firma z Polski, która organizowała mi ten wyjazd, miała do zaoferowania jedynie Nowy Orlean. Stwierdziłem, że pojadę tam na kilka tygodni, odpracuję czas, który mam zapisany w umowie, po czym wyjadę do Nowego Jorku. Tak myślałem przed poznaniem Sylwii… A wtedy, mimo że początki naszej znajomości wcale nie były takie różowe, wyjazd na północ Stanów odłożyłem na później – wspomina Kuba Kucharski.
– W moim przypadku z wyborem celu podróży było bardzo podobnie – dodaje Sylwia Kucharska. – Poza Nowym Orleanem pracodawca miał do zaoferowania jedynie małe miasteczka, których zupełnie nie znałam. Wspólnie z moją przyjaciółką stwierdziłyśmy, że Nowy Orlean, jako prawie półmilionowe miasto, da nam więcej możliwości. Zaryzykowałyśmy. Tam spotkałam Kubę...


Nadchodzi Katrina
Pozostało im zaledwie kilkanaście dni do końca kontraktu, gdy niespodziewanie nad Nowy Orlean nadszedł huragan piątej, czyli najwyższej kategorii. – Nic nie zapowiadało nadchodzącego cyklonu. To była piękna niedziela. Świeciło słońce, niebo było bezchmurne, a termometry wskazywały ponad 30 stopni Celsjusza. Mieszkańcy wspominali, że już dawno nie było tu tak wysokich temperatur. Zamierzałem spędzić tę niedzielę wspólnie z Sylwią, spacerując po nabrzeżach Missisipi – mówi Kucharski.


Szybko okazało się, że studenci muszą zmienić swoje plany. Miasto nie było przygotowane na nadchodzące wydarzenia. Władze zarządziły obowiązkową ewakuację, pierwszą w historii miasta. Posiadacze samochodów spakowali swój dobytek i wyjechali w bezpieczne miejsca. W mieście pozostali najbiedniejsi, głównie czarnoskórzy mieszkańcy slumsów, oraz niewielka grupa turystów i studentów, którzy nie mieli jak opuścić Nowego Orleanu.

– Nikt nas nie poinformował wcześniej o huraganie. Gdy w niedzielę zadzwoniliśmy pod numer alarmowy do naszego biura, które miało swój oddział w Bostonie, kobieta dyżurująca powiedziała nam, że nic nie wie o huraganie i że u nich jest piękna pogoda – opowiada Sylwia.

– Dopiero mój tata, który był w Polsce i już wtedy wiedział z mediów, że do miasta nadchodzi najsilniejszy huragan w historii USA, krzyczał do słuchawki – Uciekajcie! Ewakuujcie się jak najszybciej z tego miasta! – dodaje Kucharski. – Paradoksalnie oni w Polsce wiedzieli lepiej od nas, co za chwilę stanie się w tym mieście. Niestety, byliśmy bezradni, bo władze nie zapewniły żadnych autobusów, by nas zabrać. Mogliśmy albo zostać w wynajmowanym drewnianym domku albo szukać innego schronienia.
Uciekajcie na stadion
W radiowych i telewizyjnych komunikatach władze nakazały pozostałym w mieście ludziom, by przenieśli się na kryty stadion Superdome, który miał stanowić tymczasowe miejsce schronienia dla 26-tysięcznej rzeszy mieszkańców. Sytuacja jednak wymknęła się władzom spod kontroli. Gdy huragan uderzył w miasto, pod naporem kilkumetrowej fali, wały przeciwpowodziowe zostały przerwane i wkrótce to jedno z najstarszych miast Stanów Zjednoczonych znalazło się niemal całkowicie pod wodą, sięgającą w niektórych miejscach sześciu metrów. Co gorsza, zaczęło szerzyć się bezprawie. Uzbrojone bandy rabowały zalane domy i sklepy. Morderstwa, gwałty, brutalne pobicia i kradzieże stały się codziennością. Niewiele lepiej było wśród uciekinierów, ściśniętych w dusznych korytarzach budynku Superdome. Jedna osoba popełniła tam nawet samobójstwo.

– Spaliśmy na materacach wśród najbiedniejszej grupy społeczeństwa tego miasta. Wspominam o tym, gdyż sytuacja wymknęła się spod kontroli w momencie, gdy ludzie usłyszeli, co stało się na zewnątrz. Stracili bliskich, domy, cały swój dobytek. Przestało im zależeć już na czymkolwiek. Większość z nich starała się jakoś pozbierać, wspierali się nawzajem. Ale były też takie grupki młodzieży, które całkowicie straciły w tym momencie poczucie człowieczeństwa. Bójki i kradzieże były na porządku dziennym. Dodatkowo informacje o gwałtach i morderstwach, które rozchodziły się błyskawicznie, nasilały we mnie poczucie, że za chwilę dojdzie do jeszcze większej tragedii. Zależało mi przede wszystkim na bezpieczeństwie Sylwii. Musiałem ją chronić – opowiada Kuba Kucharski.
– W pewnym momencie dostaliśmy ostrzeżenie od jednej z życzliwych kobiet, która była rozlokowana niedaleko nas, abyśmy jak najszybciej opuścili miejsce, w którym się znajdujemy, ze względu na wrogość znajdujących się w pobliżu ludzi – wspomina dalej Kuba Kucharski. – Uznaliśmy, że poszukamy żołnierzy pilnujących porządku na stadionie i rozlokujemy się koło nich. Tam powinno być bezpieczniej – dodaje Sylwia.
Kryzysowe sytuacje
Narastające z dnia na dzień niechęć i wzburzenie ludzi potęgował fakt, że wciąż nie nadchodziła pomoc. - Kolejne zasłyszane informacje mówiły o tym, że zostaniemy na stadionie przez kolejne tygodnie lub nawet miesiące, bo miasto zostało całkowicie zalane – mówi Sylwia Kucharska.

Błyskawicznie przybierająca woda potęgowała poczucie zagrożenia. Para polskich studentów, odcięta od świata i tracąca nadzieję na ratunek, musiała odnaleźć w sobie siłę, by przeciwstawić się bandytom i uratować nie tylko resztki człowieczeństwa, ale i życie.
– Nie było z nami żadnego kontaktu. Telefony mieliśmy rozładowane, nie działała sieć telekomunikacyjna. Nie mogliśmy w żaden sposób przekazać informacji naszym najbliższym, gdzie jesteśmy. Byłam załamana, martwiłam się o rodziców i dziadków, bo wiedziałam, że pewnie odchodzą od zmysłów. Ale mogłam liczyć na Kubę. Był dla mnie ogromnym wsparciem. Z późniejszych informacji dowiedzieliśmy się, że uznano nas w Polsce w tamtym czasie za zaginionych – przypomina Sylwia Kucharska.

– Dopiero po kilku dniach udało mi się powiadomić rodziców, gdzie się znajdujemy. Oni przekazali te wieści do Konsulatu Polskiego w Chicago oraz do Ambasady w Waszyngtonie i tak rozpoczęła się akcja ratunkowa – dodaje Kucharski.

Historia po latach
Kuba Kucharski potrzebował ponad 10 lat, by zmierzyć się z tematem, który tak mocno naznaczył jego gwałtowną przemianę z lubiącego imprezować studenta, w odpowiedzialnego mężczyznę.
„W uścisku Katriny” to mający walor dokumentu zapis – dzień po dniu – walki o przetrwanie w ekstremalnych warunkach. W takiej sytuacji o przeżyciu decyduje zarówno siła charakteru, jak i czasem zwykły szczęśliwy traf. Gdy ludzie różnych ras i narodowości są stłoczeni w jednym miejscu, bez żywności, wody, w fatalnych warunkach sanitarnych, odzywają się w nas instynkty, których u siebie nie podejrzewamy, dopóki nie staniemy twarzą w twarz z zagrożeniem życia. Autor z goryczą obnaża „brzydką” Amerykę. Rasizm buzujący pod płaszczykiem politycznej poprawności, kult przemocy i wykorzystywanie naiwności. Ale potrafi też docenić bezinteresowne odruchy serca, optymizm i wiarę.
Kuba i Sylwia zrobili wszystko, by przetrwać, a teraz – dorosły Jakub Kucharski opisuje, co przeszli i jak udało im się ocalić życie i swoją miłość. Bo ta historia ma happy end. Pary, które poznają się w tak dramatycznych okolicznościach, często rozpadają się, gdy największe emocje mijają i zaczyna się zwyczajne, codzienne życie. Kuba i Sylwia też musieli przejść przez ten etap, ale dziś są ze sobą i po latach mogą opowiedzieć, co naprawdę wydarzyło się w Nowym Orleanie, gdy jako młodzi polscy studenci znaleźli się „W uścisku Katriny”.

18 czerwca, Kuba Kucharski będzie gościem Klubu Podróżników Śródziemie w Krakowie. Opowie o pobycie w Nowym Orleanie oraz przybliży historię, która miała miejsce na stadionie Superdome w czasie uderzenia huraganu Katrina.
Trwa ładowanie komentarzy...