Użytkownik "Paweł z Warszawy", na fanpage'u lokalu: – Ceny bardziej śmieszne niż straszne, targowisko próżności, ale może się powiedzie, bo na próżności wieczorową porą w Europie Wschodniej da się porządnie zarobić. Powiedzcie barmanom, że do szelek nie nosi się paska, a już na pewno nie z ćwiekami, a za barem nie sprzedawajcie Kropli Beskidu. Jak już robić high-flying to porządnie, bo wyszło jedynie high-flown. Wtóruje mu Olga Śmiełowska: – Nawet jeśli mam te 25 zł na piwo, to ich na nie na pewno nie wydam. Wolę od razu pojechać do Brukseli (wiadomo, miasto piwa!) – pewnie wyjdzie taniej niż wizyta w Syrenim. I moja niechęć do szastania kasą na prawo i lewo nie musi oznaczać, że jestem licealistką o nieodpowiedniej klasie, która się do wyfiokowanej knajpy nie nadaje. Po prostu szanuję pieniądze, których mi nikt za darmo nie daje.
Autorzy całego zamieszania wydają się nim zdziwieni. – Ta dyskusja to efekt jakiegoś błędu komunikacyjnego. W Polsce ceny w lokalu ocenia się po cenach sprzedaży piwa i wódki. W przypadku naszego baru są to produkty premium, stąd tak wysokie kwoty w karcie. Syreni Śpiew to lokal z whisky i drinkami. Wódka i piwo to nie są produkty, które powinno się u nas kupować w pierwszej kolejności. A whisky mamy najtańszą w całej Warszawie. Być może ludzie spodziewali się, że Syreni Śpiew będzie podobny do PKP Powiśle. Ale my od początku mówiliśmy, że to nie będzie to samo. Nie chcieliśmy powielać schematów. Zastanawiające jest, że najczęściej narzekają ludzie, którzy jeszcze u nas nie byli – przekonuje współzałożyciel Syreniego Śpiewu, Bartek Kraciuk.
Faktycznie, szklaneczka house whisky w Syrenim Śpiewie kosztuje 12 złotych. Za porcję whisky "wrzosowo-miodowej, z wyczuwalnym torfem i waniliowym finiszem" zapłacimy 25 złotych. Barmani z Syreniego Śpiewu przekonują, że za 30-40 złotych zaoferują nam niemal płynne złoto. Zdaje się, że za pomocą barowego asortymentu właściciele próbują sterować klientelą. Zapowiedzią takiej polityki była również zorganizowana jeszcze przed oficjalnym otwarciem impreza sylwestrowa, czyli "Baal". Zorganizowana, dodajmy, razem z Piktogramem i studiem graficznym Mamastudio. Przygrywał bigband, gości obowiązywał dress code (black tie), a chętnych było znacznie więcej niż zaproszeń do sprzedania. Na "Baalu" bawiła się m.in. projektantka mody, właścicielka butiku przy ulicy Mokotowskiej w Warszawie, Ania Kuczyńska. I podzieliła się z nami swoimi przemyśleniami na temat Syreniego Śpiewu: – Takiego miejsca, jak Syreni Śpiew, w Warszawie jeszcze nie było. To przestrzeń luksusowa, a ona zobowiązuje. My, Polacy, nie jesteśmy przyzwyczajeni do luksusów i, w związku z tym, do wysokich cen. Tymczasem one są elementem idei whisky baru. Syreni Śpiew, na szczęście, nie jest kolejną mordownią, w której pije się wódkę na jednej nodze – opowiada Ania. Podkreśla również, że lokal jest bardzo stylowy, odnowiony w sposób szanujący architekturę lat 70. O tym "ciepłym minimalizmie", czyli wystroju Syreniego Śpiewu, za który odpowiadają Marta Puchalska i Ewelina Moszczyńska, przychylnie pisała na swoim blogu "Zrób to w Warszawie" Agnieszka Kowalska. Dobrze wypowiada się o nim także Magdalena Estera Łapińska, ilustratorka i graficzka, aktualnie pracująca w miesięczniku "K MAG", autorka m.in. serii porcelanowych ikon warszawskiego modernizmu, zatytułowanej "Sen o Warszawie": – Uważam, że koncept rewitalizacji starego budynku to strzał w dziesiątkę. Przepiękna architektura siedziby Syreniego Śpiewu sprawia, że dyskusje o obowiązujących w nim cenach niezbyt mnie ekscytują – mówi Magda. Jest w tym jednak, zdaje się, odosobniona.
Wstęp:
Bezpłatny
Koncerty Syreniego Bandu w pt i sob od 22:00 (bilety 20zł).
Lokalizacja:
Ul. Szara 10a
Wejście przez park od al. ks. Józefa Stanka
