Modowe fobie: niektórzy Polacy twierdzą, że wystrzałową modę noszą pedały i "Ruscy"

Kolekcja Anny dello Russo dla H&M będzie dostępna już 4-go października.
Kolekcja Anny dello Russo dla H&M będzie dostępna już 4-go października. Materiały prasowe H&M, autor: Magnus Magnusson
Złoto, turkus, barokowy przepych i zamierzona przesada. Kolekcja Anny dello Russo dla H&M to kwintesencja stylu włoskiej ikony mody. Fashioniści na całym świecie już zacierają ręce i odliczają dni do październikowej premiery kolekcji. A co na to polscy internauci? Jak zwykle, czepiają się.

Bajkowa, szalenie bogata kolekcja Anny dello Russo z pewnością nie jest dla każdego. Chociaż niezwykle konsekwentna i stylowa, dla niektórych może być po prostu zbyt wyrazista. Kwestia gustu. Jeden woli Versace, drugi Chanel albo Jil Sander i nie ma w tym nic złego. Problem tkwi gdzie indziej. Mamy w Polsce ogromny problem z akceptacją tego, co inne czy kontrowersyjne. Szczególnie, jeśli chodzi o strój, bo najłatwiej czepiać się tego, co widoczne na pierwszy rzut oka.


Zastanawia mnie, czy internauci komentujący na znanym polskim portalu modowym zdjęcia kolekcji Anny dello Russo niewybrednym stwierdzeniem „wiocha dla Rusków” mają świadomość, kim jest osoba, która ją zaprojektowała, albo jak bardzo stylowi potrafią być Rosjanie. Czy wiedzą, że nazwana przez Helmuta Newtona ikoną mody Anna od lat wyznacza trendy, jest inspiracją i muzą min. duetu Dolce Gabbana? Nie wspominając o tym, że wytykanie braku stylu szefowej działu mody japońskiego Vogue’a jest po prostu śmieszne i świadczy o głupocie i piramidalnej indolencji komentującego. Rusofobie... pominę.

Zobacz: Blog Anny dello Russo.



Dolce&Gabbana również nie jest w Polsce rozpieszczane. Pamiętam, jak kiedyś w ich florenckim butiku miałam ochotę zapaść się pod ziemię słysząc ziejące nienawiścią komentarze polskich turystów. Wstydziłam się wtedy za swoich rodaków, ale jeszcze bardziej chyba wstyd mi za tych, którzy wykorzystują internetową anonimowość do bezkonstruktywnej krytyki czegoś, o czym nie mają pojęcia.




Zasada „nie wiem, ale się wypowiem” sprawia, że mężczyznę ubranego w Versace nazywa się u nas pedałem (pomijam również brak poprawności politycznej polskiego społeczeństwa), podobnie, jak eleganckiego pana w stylowych złotych slippersach od Cavallego. Z kolei pani przy kości, która występuje w obcisłej, błyszczącej sukience z bazaru nikt się nie czepia. Gdzie tu logika?


Zamierzony kicz i przesada to trend, który od lat jest obecny w modzie i ciągle powraca. Nie każdemu musi się podobać, bo i nie każdemu pasuje. Za to każdy powinien się nauczyć akceptacji tego, co inne. Odrobina wiedzy z historii mody też nie zaszkodzi. Osobiście wolałabym zobaczyć na polskiej ulicy więcej kobiet w fantazyjnych piórach i złocie (oczywiście w dobrej stylizacji), niż w źle skrojonych, szarych garsonkach bez wyrazu.


Ja 4 października popędzę do H&M. Będę nosić wielkie złote kolczyki i turkusową kopertówkę. Wy nie musicie. Ale zanim napiszecie kolejny hejterski komentarz, poświęćcie chwilę, aby dowiedzieć się, co macie właśnie zamiar zjechać. Bo nazywając projekty niezwykle doświadczonej, stylowej kobiety bazarową wiochą nie ośmieszacie ich, tylko siebie.

Polecamy: Matka Polka kontra włoska Mamma. Styl kobiet po 40-tce w Polsce i we Włoszech

  • ZOBACZ TAKŻE:
  • Moda
Trwa ładowanie komentarzy...