Rafał Betlejewski
Rafał Betlejewski fot. Mateusz Skwarczek / Agencja Gazeta
Reklama.
Na antenie TOK FM zadebiutowały "Konfrontacje". Gościem w prowadzonym przez Cezarego Łasiczkę programie był dziś Rafał Betlejewski, performer, autor m.in. akcji "Tęsknię za Tobą, Żydzie".
Panowie swobodnie rozmawiali o wycinkach z prasy. Nagle Betlejewskiemu przypomniała się "anegdota": "Albo na przykład czytam taką historię, bardzo śmieszną, w "Gazecie Wyborczej". […] Na Pradze – uważaj – złapano gwałciciela. Nazwano go "gwałcicielem windziarzem", bo on specjalizował się w takim rodzaju gwałtu, że czyhał na kobiety w blokach jedenastopiętrowych" – mówił. – "No więc on się zaczajał na takie kobiety, jak widział, że taka kobieta wsiada i jedzie, to rozszczelniał drzwi, w taki sposób, że winda zatrzymywała się między piętrami. Ta kobieta biedna dzwoniła na ten alarm, coś, te drzwi się nie dają otworzyć, ona uwięziona w tej kabinie. I on wyświetlał się jako ta osoba, która może jej pomóc. Mówił: niech się pani nic nie martwi, ja pani pomogę, nie ma sprawy" – tu opowieść performera przerwały pochrząkiwania.
Cezary Łasiczka zapytał, czy historia naprawdę go bawi.
fragment audycji "Konfrontacje" w TOK FM

RB: To mnie totalnie bawi. Otwierał z zewnątrz drzwi…
CŁ: Dramatyczne.
RB: …te niższe…
CŁ: no…
RB: …i pomagał kobiecie wyjść. I w momencie kiedy ona próbowała się przecisnąć nogami w dół, rozumiesz, przecisnąć się przez tę szczelinę, wiesz, żeby wyjść na zewnątrz, on dokonywał czynów nierządnych.


Później panowie zaczęli dywagować o tym, jak technicznie gwałciciel znęcał się nad swoimi ofiarami.
Fragment audycji "Konfrontacje" w TOK FM

RB: Wkładał ręce pod spódnicę, zaczynał macać.
CŁ: No dobrze, ale ta winda przecież jest…
RB: No, ona między piętrami, więc troszkę wystaje…
CŁ: No ale jak ta winda ma wysokości z dwa metry, tak?
RB: No więcej pewnie, może 2,20
CŁ: To wyobraź sobie, że połowa windy, ta dolna połowa, jest na górze
RB: No właśnie.
CŁ: Metr dwadzieścia do kobiety, że tak się wyrażę.
RB: No właśnie. Ona jest na wysokości twojej twarzy niejako. Więc wychodzi, prawda… (chrząkanie), próbuje wycisnąć niejako tę dolną część ciała (tłumiony śmiech)…


Na tym jednak nie koniec. Po rozmowie na temat tego, jak kobiety próbowały uwolnić się z windy, Rafał Betlejewski zaczął zastanawiać się, jaki rodzaj przyjemności dostarczał sobie w ten sposób gwałciciel.
Fragment audycji "Konfrontacje w TOK FM"

RB: (śmiech)… przez szczelinę (śmiech)… i to jest na wysokości twojej twarzy, więc ja rozumiem, że w tym czasie możesz się wtulić na przykład (wybucha śmiechem) w te bułeczki, prawda?


Kiedy Cezary Łasiczka próbował przywołać performera do porządku, sugerując, że nie powinni żartować z gwałtu, Betlejewski przekonywał, że "tylko podaje informację".

Miałam 14 lat, ale wyglądałam na 12. Byłam ubrana w obszerny t-shirt, dżinsy i glany, niosłam plecak. W słoneczne, wrześniowe popołudnie, wracałam ze szkoły do domu jedną z warszawskich ulic. Gdy poczułam na swoim pośladku rękę jadącego za mną na rowerze mężczyzny, zawrzała we mnie wściekłość. CZYTAJ WIĘCEJ

Następcy Wojewódzkiego?
Audycja zniesmaczyła Urszulę Jakubowską, działaczkę Centrum Praw Kobiet. Jej zdaniem Rafał Betlejewski nie przemyślał zupełnie tego, jak w takiej sytuacji musiały czuć się ofiary gwałciciela.
– To psychologicznie bardzo trudne. Te kobiety przecież nie wiedziały, co się wydarzy, nie wiedziały, czy mężczyzna nie posunie się dalej. Nawet jeśli w tej sytuacji nie dochodziło do stosunku, takie zachowanie jest ingerencją w nietykalność cielesną, godność – mówi. – Niejednokrotnie zgłaszały się do nas po poradę panie, które padły ofiarą molestowania. Kobiety często nie wiedzą, co robić w takiej sytuacji – dodaje.
Zdaniem Urszuli Jakubowskiej żarty Betlejewskiego przypominają sprawę Michała Figurskiego i Kuby Wojewódzkiego, którzy przed wakacjami żartowali o gwałceniu Ukrainek. Figurski w wyniku żartów stracił pracę w Esce Rock. Wojewódzki został zawieszony.
Nie chcę śmiać się z gwałtu, ale...
Z tym zarzutem nie zgadza się sam performer, którego poprosiliśmy o komentarz do audycji. – Nie wiem, na jakiej zasadzie te sytuacje miałyby być podobne – powiedział w rozmowie z naTemat. Betlejewski przyznał, że audycja nie była zaplanowaną prowokacją, a historia zatrzymanego gwałciciela po prostu była dla niego antenowym żartem.
– Przypomniała mi się podczas audycji – przyznaje. – Z resztą zdaje się, że on nie gwałcił tak po katolicku. Ostatnio oglądałem film który tłumaczy, że katolicki stosunek kończy się wprowadzeniem penisa do pochwy i wytryskiem w środku. To nie był gwałciciel, który kneblował, używał narzędzi, to były tylko takie macanki – powiedział.
Zapytany o to, czy nie uważa swojego żartu za przekraczający granice, Betlejewski odpowiedział: – Sytuacja rozbawiła mnie, bo to wyjątkowy przykład wykorzystywania kobiety. Nie w jakiś dramatyczny sposób, ale takie wymyślenie wytrychu, żeby kogoś pomacać.
Dodał jednak, że nie sądzi, by natrząsanie się z dramatu kobiet było słuszne. – Moja przyjaciółka została zgwałcona i przeżyłem to w dramatyczny sposób. Uważam, że przemoc w stosunku do kobiet jest zła – stwierdził.
– Przepraszam wszystkich, których mogły urazić moje słowa – powiedział.