"Wypiłem 15 piw", "Dwa razy chciałem się zabić" - szczere biografie sportowców. Takie książki lubimy

Paul Merson i Andrzej Iwan - dwaj alkoholicy i hazardziści. Dwaj bohaterowie książek.
Paul Merson i Andrzej Iwan - dwaj alkoholicy i hazardziści. Dwaj bohaterowie książek. fot. wydawnictwa Buchmann i Rebis
Byłem niedawno w Empiku na Marszałkowskiej. Podchodzę do jednego ze stoisk, a tam kilkanaście książek sportowych. Głównie biografie - Messi, Guardiola, Mourinho. Jeszcze dwa lata temu tego nie było. Nie dość, że takich książek jest więcej, to jeszcze są coraz mocniejsze. Zlatan Ibrahamović pisze, że jako dziecko uwielbiał kraść rowery. Andrzej Iwan - że dwa razy próbował się zabić. Paul Merson - że wypił 15 piw i samochodem rozjechał latarnię.

Biografie Iwana i Mersona są do siebie bardzo podobne. To polska i angielska opowieść o uzależnieniach. O piciu i hazardzie, który podobno jest jeszcze gorszy niż picie, bo można się spłukać w ciągu jednego dnia. Iwan popadł w dodatku w depresję, chciał ze sobą skończyć. Merson dał się kiedyś namówić na kokainę i później długo tego żałował. Czytasz książkę taką jak ta i zastanawiasz się: "jak człowiek, który tak żył, popełniał tyle błędów, mógł jednocześnie być tak znanym sportowcem"? Czytasz i jednocześnie współczujesz takiemu człowiekowi, by chwilę później pomyśleć: "co to za potwór". Identyfikujesz się z nim. Kończysz jedną taką książkę i szukasz informacji, czy ktoś wydał podobną.

Andrzej Iwan opowiada nam o swoich uzależnieniach: "Gdy jestem w depresji, diabeł przychodzi, by ze mną pogadać"

Czytamy, bo mamy kogoś w rodzinie
Identyfikacja z bohaterem - ten właśnie element zauważa Krystyna Kofta, pisarka, która jest zarazem wielkim kibicem sportowym. - Teraz jest moda na tego typu książki, na takie spowiedzi. Myślę, że ludzie je kupują, bo sami mają kogoś w rodzinie, kto przeżywa podobne dramaty. Bo chcą się dowiedzieć, jak sobie z tym radzić. Poza tym czytają taką pozycję i myślą sobie: "O rany, nawet tak wielki sportowiec ma zbliżone problemy" - analizuje Kofta w rozmowie z naTemat.
Fragment książki Mersona:

Próbowałem trafić kluczem w zamek do drzwi w moim domu, przy okazji jednak obudziłem niemal całą ulicę. W sumie nadal nie mam pojęcia, co się wydarzyło w ciągu 72 godzin pomiędzy zakończeniem meczu a tą poranną godziną wtorkową. Niedawno mijały 22 lata od tego meczu. Kiedy podchodził do mnie 22-latek i prosił o autograf, przebiegała mi przez głowę wciąż ta sama myśl: "O kurwa, tylko nie powiedz do mnie tato".


Dodaje, że wpływ na to ma jeszcze jedno zjawisko. Fakt, że jeszcze kilkanaście lat temu nie było powszechnej narkomanii. Problem istniał, owszem, ale nie na taką skalę. Teraz uzależnionych jest więcej i ludzie szukają wsparcia.

Łukasz Kuśnierz jest współwłaścicielem wydawnictwa Sine Qua Non. To firma, którą założyło trzech ludzi. On i dwóch innych, fascynatów sportu. I właśnie pierwszą pozycją, jaką wydali, była książka sportowa. - To się dzisiaj znakomicie czyta. Mogę panu powiedzieć, że kilka naszych książek dochodziło na siódme, ósme miejsce list czytelniczych. Najlepiej sprzedały się biografie Leo Messiego i Cristiano Ronaldo. Głównie pewnie dlatego, że to dwaj najsłynniejsi piłkarze na świecie. Ale Ibrahimović, opowieść mocna, szczera, też dobrze się sprzedał - mówi mi Kuśnierz.

Kiedyś liczył się autor, teraz liczy się treść
Jego wypowiedź pokazuje, że książki sportowe, czy może - węziej - biografie, idą teraz w dwie strony. Jedna to faktograficzne, lekko cukierkowe życie piłkarza, w którym nie znajdziemy żadnych afer. Utwór odpowiednio obrobiony przez specjalistów od wizerunku. Druga z kolei to książki, w których autor jedzie po bandzie. Nie wstydzi się niczego. Ibrahimović pisze, jak nabluzgał Guardioli. Iwan - jak był w depresji i rozmawiał z diabłem. Merson - jak pijany w sztok wparował do pokoju kolegi i zrobił z niego Bagdad. Tę ostatnią książkę właśnie czytam. Dobra. Bardzo dobra.

Piotr Stokłosa prowadzi bloga, właśnie o książkach sportowych. - Kiedyś ważne było to, kto książkę napisał. A teraz mam wrażenie, że ważniejsze staje się treść. To dobrze, nawet bardzo dobrze - mówi w rozmowie z naTemat. Zgadza się, że teraz takie utwory pojawiają się jak grzyby po deszczu, mówi też o pierwowzorach. - "Spalony" Andrzeja Iwana to nie jest pierwsza polska "alkobiografia" [taki miał być zresztą pierwotnie tytuł książki - przyp. red.] Czytałeś pewnie wcześniejszą biografię Wojciecha Kowalczyka. A jeszcze w latach 90. ukazała się dość mocna książka o Mirosławie Okońskim - wymienia.
Pierwsza część mocnego dokumentu o nałogach Andrzeja Iwana:

"I told him to fuck off"
Najwięcej takich książek wciąż powstaje w Anglii. Piłkarz - skandalista Paul Gascoigne napisał "My story", w którym najczęściej powtarzającym się zdaniem jest "I told him to fuck off". Tony Adams, legenda reprezentacji Anglii, w książce "Addicted" pisze o meczu Anglia - Niemcy na Euro 96, po którym zaraz poszedł zalać się w trupa. I teraz ten Merson, zresztą dobry kolega Adamsa. - Z jednej strony rozwija się rynek na takie książki, z drugiej - szkoda, że wielu z nich nie tłumaczy się na język polski. Chociażby tych dwóch, o których teraz mówisz - mówi Stokłosa.

Z kolei Kuśnierz jest przekonany, że on i jego współpracownicy odkryli niszę, którą podążyła też konkurencja. Oczywiście, trochę pomogło też Euro 2012 i późniejsze igrzyska w Londynie. Pytam go, którą z wyżej wymienionych odmian książek sportowych wolałby wydać. - Szukamy ciekawych książek, nie szukamy skandali - odpowiada. I zaraz potem dodaje: - Weźmy takiego Iwana. Dużo brudnych, trudnych rzeczy wyrzucił na wierzch. Nie tylko o sobie. Niech pan zobaczy, że Ibra poszedł w innym kierunku. Też nie owija w bawełnę, też wspomina o zdarzeniach kontrowersyjnych, ale pisze tylko o sobie. O innych nie ma nic. No, prawie nic. Jest o Guardioli.

"To ja, gracz niepokorny" - nasza recenzja biografii Zlatana

Dowiaduję się o książce, którą Sine Qua Non ma wydać w przyszłym roku. "The secret days" już teraz w USA bije rekordy. To rzecz o drugim obliczu Lance'a Armstronga. Tego samego, który we wcześniejszych biografiach pisał o poświęceniu i zmaganiu się z nowotworem jądra. Który dla wielu stał się wzorem. Tu będą słowa o braniu dopingu, padające z ust jego byłego klubowego kolegi Tylera Hamiltona. Polski czytelnik będzie mógł zapoznać się z tym za parę miesięcy.
Fragment książki Mersona:

Telegazetę miałem otwartą na wyścigach psów, a numer bukmachera dawno już dodałem do listy szybkiego wybierania. Robiłem zakład i wciągałem krechę. Zakład i krecha. Zakładkrecha. Zakładkrechazakładkrechazakładkrecha.


Mamy świat, w którym klika się Smoleńsk
Kofta jest przekonana, że tego typu biograficznych treści będzie coraz więcej. Przekonuje, że czytelnicy odchodzą już od literatury pięknej i zdecydowanie kierują się ku faktografii, najlepiej połączonej ze szczerością autora, autorki.

- Dzisiejszy świat już tak wygląda, że ludzie chcą czegoś mocnego. Jak nie będzie ostro, to książki nie kupią. Pan pracuje w internecie, więc niech mi pan powie. Te makabryczne zdjęcia za Smoleńska się świetnie klikają, prawda? - pyta.

- Prawda - mówię.

- A w tych książkach pewnie w dodatku trochę się koloryzuje. Nagle pojawiają się fakty, rzeczy o których nikt dotąd nie wiedział. Ale spokojnie, myślę, że rynek się tym w końcu nasyci. Bo to jest tak, że ludzie z podobnym problemem taką książkę czytają, ale pomocy w niej nie znajdują. Przejmują się losem opisywanego człowieka, poznają jego pogmatwane losy, ale niczego z tej książki się nie nauczą. Tak to niestety wygląda - kończy pisarka.
Trwa ładowanie komentarzy...