Protest głodowy w ośrodkach dla uchodźców, a los nielegalnych imigrantów nikogo nie obchodzi

Sytuacja w prowadzonych przez Straż Graniczną Strzeżonych Ośrodkach dla Cudzoziemców sprawiła, że przebywający tam obcokrajowcy podjęli strajk głodowy.
Sytuacja w prowadzonych przez Straż Graniczną Strzeżonych Ośrodkach dla Cudzoziemców sprawiła, że przebywający tam obcokrajowcy podjęli strajk głodowy. Fot. Michal Lepecki / AG
Kilkudziesięciu obcokrajowców przebywających w zamkniętych ośrodkach dla uchodźców podjęło strajk głodowy, aby zaprotestować przeciwko warunkom, w jakich są przetrzymywani. Sytuacja jest napięta, a problemy realne, jednak mało kto przejmuje się tym tematem.

Na stronie protestuchodzcow.wordpress.com w połowie października opublikowano informacje o strajku głodowym, który podjęli uchodźcy przebywający w Strzeżonych Ośrodkach dla Cudzoziemców:



Grupa Wsparcia Protestujących Uchodźców

Sześćdziesiąt trzy osoby osadzone w w Strzeżonych Ośrodkach dla Cudzoziemców w Białymstoku, Białej Podlaskiej, Przemyślu i Lesznowoli postanowiły jednocześnie przystąpić do strajku głodowego. Nie jest to pierwszy protest uchodźców zamkniętych w odosobnieniu, ale po raz pierwszy informacja o strajku dociera do opinii publicznej. Dotąd strajkujących zamykano w izolatkach i karano na różne sposoby – a opinia publiczna nawet o tym nie wiedziała. CZYTAJ WIĘCEJ


Anita Rechtman, związana z Grupą Wsparcia Protestujących Uchodźców potwierdza w rozmowie ze mną, że takie strajki są w zamkniętych ośrodkach na porządku dziennym. – To nie jest odosobniony przypadek. Strajki głodowe zdarzają się częściej, jednak dopiero teraz usłyszało o tym nieco więcej osób. Dlaczego? Ponieważ protestujących jest wielu i udało się im przebić ze swoim przekazem na zewnątrz – mówi Anita Rechtman. Dodaje jednak, że problemem jest nie tylko trudność z dotarciem do osób zamkniętych w ośrodkach, ale i brak wrażliwości na problemy znajdujących się tam osób. – Trudno się dziwić, że politycy nie interesują się całą sprawą. Na kwestii praw imigrantów nie zbudują raczej politycznego poparcia – ocenia moja rozmówczyni.

Czytaj też: Demograficzna bomba tyka, a polska polityka imigracyjna kuleje

Plutonowy Straży Granicznej Renata Kosiacka z biura prasowego Straży twierdzi jednak, że nie ma żadnych informacji na temat głodówek podejmowanych wcześniej, niż 13 października. Dodaje też, że 22 października głodowała już tylko jedna osoba, niezwiązana zresztą z pozostałymi protestującymi. – Głodówkę podjęto w czterech z sześciu ośrodków i na dziś protest można już uznać za skończony – mówi Renata Kosiacka. Czy jednak fakt, że strajk głodowy wygasł, oznacza, że wszystko jest w porządku?

Problemy znane nie od dziś
– Dotychczas nasze badania, raporty i rekomendacje trafiały w próżnię. Ale w związku z głodówką problem udało się nieco nagłośnić i władze musiały jakoś zareagować. MSW ogłosiło, że wraz z Helsińską Fundacją Praw Człowieka oraz Stowarzyszeniem Interwencji Prawnej przeprowadzi kontrole w sieci ośrodków zamkniętych – mówi Witold Klaus z SIP, które od lat wspiera uchodźców w Polsce. To dzięki mediacji Stowarzyszenia i Fundacji wczoraj udało się zawiesić strajk głodowy w Białymstoku, a obie strony konfliktu doszły do porozumienia. – Ważne tylko, aby ustalenia były w przyszłości respektowane. Dużą rolę w poprawie sytuacji ośrodków mogą też odegrać wizytacje, które przeprowadzimy razem z Ministerstwem – ocenia Klaus.

plut. Renata Kosiacka
Biuro Prasowe Straży Granicznej

Głodówkę podjęto w czterech z sześciu ośrodków i na dzień dzisiejszy protest można już uznać za skończony.


Dlaczego obcokrajowcy osadzeni w ośrodkach podjęli protest? Wśród postulatów przedstawionych na stronie protestuchodzcow.wordpress.com jest m.in. zaprzestanie stosowania wobec nich przemocy fizycznej i psychicznej, szerszy dostęp do informacji o ich sytuacji i przyszłości, prawo do kontaktu ze światem zewnętrznym i polepszenie warunków socjalnych panujących w ośrodkach.

– Obcokrajowcy w ośrodkach nie są świadomi swoich praw, nie mówią po polsku, nie wiedząc nic o swoim losie spędzają w ośrodkach nawet do roku. Przydałby się im m.in. szerszy dostęp do tłumaczy i prawników. Zła jest też sytuacja kobiet w ciąży i dzieci, które nie mają możliwości podjęcia nauki. A trzeba pamiętać, że zgodnie z Konstytucją obowiązkowi nauki podlegają wszystkie dzieci znajdujące się na terytorium Polski – nawet, jeśli ich status prawny jest nieuregulowany lub przebywają w naszym kraju nielegalnie – podkreśla Anita Rechtman.

Renata Kosiacka ze Straży Granicznej twierdzi jednak, że cudzoziemcy protestowali nie przeciwko warunkom, w jakich przebywają, lecz przeciwko przewlekłym procedurom legalizującą ich pobyt w Polsce. – Dobrze rozumiem to, że chcieliby móc swobodnie się poruszać po kraju, ale niestety to nie my odpowiadamy za długi czas rozpatrywania spraw – mówi Kosiacka.

Coś więcej, niż tylko ośrodki zamknięte
Witold Klaus, choć zgadza się z niektórymi postulatami protestujących przyznaje, że badania przeprowadzone w ostatnich latach przez SIP nie potwierdziły przypadków stosowania przez strażników przemocy fizycznej wobec osadzonych, co bywa podnoszone jako jeden z powodów wszczęcia protestu. Klaus twierdzi jednak, że sytuacja w ośrodkach zamkniętych bywa bardzo napięta, głównie z powodu samego faktu długotrwałego przetrzymywania ludzi w izolacji i pod ścisłą kontrolą. – Detencja, czyli zamykanie cudzoziemców w ośrodkach w tak szerokim zakresie nie jest konieczna. Pamiętajmy, że ci ludzie, choć są w Polsce nielegalnie, nie naruszyli Kodeksu Karnego, tymczasem często traktuje się ich gorzej niż skazanych na więzienie przestępców – ocenia Klaus.

Podkreśla, że konieczne są systemowe zmiany, które uregulują sprawę cudzoziemców. – Kontrole MSW oraz projekt nowej ustawy w tej sprawie to krok w dobrą stronę. Mam nadzieję, że wkrótce poza zamkniętymi ośrodkami uda się wprowadzić także inne rozwiązania, jak np. poręczenia lub dozór elektroniczny. Warto byłoby też przyspieszyć procedury rozpatrywania spraw konkretnych osób – mówi ekspert. Na pytanie, czy inne formy dozoru nie będą zbyt kosztowne, Klaus odpowiada, że nic nie jest tak drogie, jak utrzymywanie zamkniętych ośrodków. – Wikt i opierunek dla osadzonych oraz praca strażników generują koszty sprawiające, że ośrodki te są najdroższym możliwym rozwiązaniem – mówi.

Kamil Kamiński
Fundacja "Ocalenie"

Kiedy w Gruzji toczyła się wojna z Rosją, wszyscy współczuliśmy Gruzinom i nazywaliśmy ich przyjaciółmi. Jednak kiedy teraz przyjeżdżają do nas szukać poprawy swojego losu, zaraz pojawiają się protesty i głosy mówiące, że nie stać nas jako kraju na pomoc tym ludziom.


Zmiana mentalności
Moi rozmówcy zwracają też uwagę na to, że poza konkretnymi rozwiązaniami potrzebna jest zmiana nastawienia wobec cudzoziemców przebywających nielegalnie w Polsce. Kamil Kamiński z pomagającej uchodźcom fundacji “Ocalenie” mówi, że Polacy na problemy imigrantów patrzą często przez pryzmat doświadczeń Europy Zachodniej. – Ten temat bywa drażliwy, ponieważ kwestia nielegalnych imigrantów łączy się z wieloma krzywdzącymi stereotypami rodem z krajów Zachodu. Tymczasem w Polsce zjawisko uchodźców ma zdecydowanie mniejszą skalę oraz inny charakter – imigranci przybywają do nas najczęściej z innych krajów, niż przybysze do Francji czy Niemiec – mówi.

Zobacz: Przystanek Polska PL - emigranci odkłamują swój wizerunek zagranicą

Witold Klaus dodaje, że problemem jest również brak zdecydowanych działań ze strony władz. Jako przykład podaje fakt, że projekt dokumentu definiującego polską politykę imigracyjną bardzo długo czekał na ogłoszenie. Kamil Kamiński tłumaczy mi, że zjawisko uchodźstwa w Polsce ma na tyle niewielką skalę, że władzom jest po prostu łatwo je ignorować. Dodaje jednak także, że po części wszyscy jesteśmy odpowiedzialni za obecną sytuację. – Weźmy taki przykład: kiedy w Gruzji toczyła się wojna z Rosją, wszyscy współczuliśmy Gruzinom i nazywaliśmy ich przyjaciółmi. Jednak kiedy teraz przyjeżdżają do nas szukać poprawy swojego losu, zaraz pojawiają się protesty i głosy mówiące, że nie stać nas jako kraju na pomoc tym ludziom – mówi z goryczą mój rozmówca.
Trwa ładowanie komentarzy...