Krystyna Loska i Bogumiła Wander – nieśmiertelne diwy polskiej telewizji

Krystyna Loska i Bogumiła Wander – nieśmiertelne diwy polskiej telewizji.
Krystyna Loska i Bogumiła Wander – nieśmiertelne diwy polskiej telewizji. TVP
Telewizja Publiczna jaka jest każdy widzi. Targana awanturami politycznymi, słabymi produkcjami i problemami finansowymi jest idealnym chłopcem do bicia. Tymczasem zapominamy, że w czasach PRL-u mieliśmy naprawdę dobrą telewizję. Inteligentną, zabawną i kulturalną. W przeddzień nowego etapu cyfryzacji szklanych odbiorników przypominamy dwie kobiety, które przez lata były wielkimi gwiazdami TVP.

Bogumiła „Niezniszczalna” Wander

Prawdziwa gwiazda telewizji czasów PRL. Widzowie uwielbiali jej nienaganną dykcję oraz kulturę osobistą, a inne prezenterki próbowały jej dorównać. Swoją karierę w telewizji zaczęła pod koniec lat 60. w łódzkim oddziale. Szybko dostrzeżono jej nietuzinkową, komentowaną do dziś urodę i sprowadzono do warszawskiej centrali. Tam rozpoczęła się jej dobra passa, która trwała z przerwą do 2002 roku. Jako jedyna z tzw. „starej gwardii” prezenterów przetrwała zmiany systemowe i kolejnych prezesów telewizji bez szwanku. – W TVP nazywaliśmy ją „niezniszczalną”. Wszyscy ją podziwiali, była prawdziwym tytanem pracy – mówi mi osoba kiedyś blisko współpracująca z Wander.

Droga gwiazdy TVP w poprzedniej epoce nie była łatwa. Mimo że Wander w Warszawie miała wyśmienite grono współpracowników: Bożenę Walter, Jana Suzina i Edytę Wojtczak, nie mogła liczyć na specjalne względy. Jak sama wielokrotnie zapewniała, jej gaża spikerki nie przewyższała średniej krajowej. W porównaniu z dzisiejszymi zarobkami prezenterów wydaje się to totalną abstrakcją. Co więcej – po pracy, która kończyła się zwykle koło 1-2 w nocy Wander była odwożona do domu służbową nyską. – Kiedy byłam w ciąży, mocno trzymałam brzuch, tak strasznie w niej trzęsło – mówiła w rozmowie z „Super Expressem”.

Sama malowała się, ubierała, nie miała specjalistów od wizerunku i PR-u. Nienaganny styl, uśmiech, elokwencja i polot są świadectwem jej pełnego profesjonalizmu, który wypracowywała długimi latami. Często kosztem czegoś, na przykład miłości. Wiele lat temu poznała kapitana jachtowego Krzysztofa Baranowskiego, w którym szybko zakochała się. Jednak specyfika pracy zarówno prezenterki, jak i żeglarza oraz dorastające dzieci z poprzednich związków nie ułatwiały spokojnego, wspólnego życia. To nadeszło dopiero w 2000 roku, po dziesięciu latach znajomości. Od tej pory są nierozłączni.

Swoją pracę przerwała nagle w 2002 roku. W wywiadach tłumaczyła, że nie odpowiadał jej ani ówczesny szef TVP Robert Kwiatkowski, ani ścieżka, którą zaczęła podążać telewizja publiczna. Pęd za informacją, często sensacyjną, ciągłe zmiany personalne i zawirowania mające podłoże polityczne zniechęciły ją do dalszego współtworzenia TVP.



Polecamy: Buractwo i chamstwo, czyli Polak w kinie. Roman Gutek: Popcorn nie jest najgorszy, zmorą są telefony komórkowe

Krystyna „Boska” Loska

„Loska jest boska!” – głosi popularne w TVP powiedzenie. Trudno nie przyznać mu racji, Krystyna Loska swoją boskość udowodniła wielokrotnie. Zaczęła już w latach 50., gdy tylko pojawiła się w telewizji. Jej kariera w TVP nie była taka oczywista – słynna prezenterka bardzo chciała zdawać na studia teatralne, jednak jej ojciec jasno wyraził się co sądzi o pracy na deskach teatru i zachęcił ją do kariery na wizji.

Szybko załapała bakcyla. Jej legendarny uśmiech nie tylko nadawał cenzurowanej telewizji bardziej ludzką twarz, podobno spikerka przynosiła też szczęście polskim sportowcom – jej zapowiedzi przed występami piłkarzy miały zwiastować sukces reprezentacji. Sport przyniósł szczęście także jej: w postaci działacza piłkarskiego Henryka Loski, który został jej mężem.

Słynęła z tego, że potrafiła z pamięci przedstawić telewidzom program telewizyjny, a jej często zabawne komentarze cieszyły się taką popularnością, że zapraszano prezenterkę do udziału w filmach komediowych. Zawsze w roli swojego życia – spikerki.
W latach 70. „na Loskę” czesała się połowa Polek, mężczyźni spekulowali jakie nogi ma prezenterka (ujęcia kamer były zwykle od pasa w górę), a jej ubrania szeroko komentowano. Oczywiście za szyk i klasę – w końcu stroje spikerki szyła krawcowa z rodzinnego Śląska, przedwojenna współpracowniczka Diora.

W lipcu tego roku, gdy kończyła 75. urodziny zawitała do studia TVN24. Po rozmowie o swojej pracy na wizji Loska z wdziękiem i jak zwykle wyśmienitą dykcją zapowiedziała popołudniowe wydanie „Faktów”: – W jutrzejszych "Faktach" będziecie państwo mogli usłyszeć o wszystkim tym, o czym rano, w południe i po południu przeczytacie na tym właśnie pasku – usłyszeli widzowie.

Spikerka w typowy dla siebie celny i zabawny sposób przedstawiła mechanizmy serwisów informacyjnych. Ta bezpośredniość zapewniła jej stałe miejsce w sercach widzów mimo że Loska wycofała się z regularnej pracy prawie 20 lat temu, w 1994 roku. Nie pozostawiła swoich wielbicieli samych wprowadzając na ekrany swoją córkę, Grażynę Torbicką. Ta jako jedna z niewielu zdaje się w pełni rozumieć na czym polega zawód prezenterki: nie goni za sensacją, nie stara się na siłę rozśmieszać widzów, lecz kulturalnie przeprowadzić przez program lub galę, które często prowadzi. Klasę wyssała z mlekiem matki.

Polecamy: „Mamo jestem wampirem”. TVN-owski program Ukryta Prawda bije rekordy głupoty


Loska wraz z Bogumiłą Wander powróciły wiosną na ekrany telewizorów. Tym razem legendy TVP zaprezentowały perły z archiwów telewizji publicznej. Wczytując się w historie dawnych twarzy telewizji można być pewnym, że było z czego wybierać.

– Pani Krystyna Loska jest osobą wyjątkową: niesamowicie ciepłą, roztaczającą urok osobisty. Praca z nią była prawdziwą przyjemnością – mówi Monika Dąbrowska, która pracowała ze spikerką przy programie „Archiwizja”. Dodaje: – Zarówno pani Wander i pani Torbicka są w pełni profesjonalne, ich klasa jest niepodważalna.
ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
MediaTelewizja
Skomentuj