
Jak daleko może zajść konflikt, który od kilku lat rozpala polskie społeczeństwo i dzieli je równo na pół? Na przykład tak bardzo, że czytając na mieście niewłaściwą w mniemaniu drugiej strony gazetę można dostać w twarz. I to inną gazetą.
Przed chwilą jechałam tramwajem czytając Duży Format, podszedł facet i uderzył mnie Naszym Dziennikiem w twarz. Gratuluje, Narodzie.
Agresja nasza powszednia?
Wyznajemy zasadę "jestem tym, co czytam". I to jest właśnie źródłem narastającego napięcia między odbiorcami różnych mediów. Napięcia, które - jak widać - przekracza dziś wszelkie sensowne granice.
W świecie zachodnim każda gazeta ma określoną, powszechnie znaną afiliację partyjną lub choćby ideologiczną. Wszyscy wiedzą do kogo jest bliżej brytyjskiemu "Guardianowi", a do kogo "The Times", czy "Le Figaro" i "Le Monde" po drugiej stronie kanału La Manche. To tylko my żyjemy wciąż jakąś złudą pozytywistyczną z XIX wieku.


