
A miałem nadzieję, że będziesz mnie porównywał do poważnych pięściarzy (śmiech).
Nie ma innej drogi. Jeśli pokłócisz się w domu, nie wygrasz, bo masz w głowie inne sprawy. Boks to nie jest pranie po pyskach. to szachy, tyle że w ruchu. Musisz stale mieć w głowie kilkanaście ruchów do przodu, w różnych wariantach.
Jest z nimi źle?
Słuchaj, ja od szóstego roku życia marzyłem o tym, by wystąpić na takiej walce. Jedynym błędem był może termin tej walki. Przez cały czas przygotowywałem się pod mańkuta, a tu nagle dowiaduję się, że walczę z praworęcznym Kazachem. I mam 5 tygodni do walki. To było za mało. Ale wyciągnę z tej walki niezbędne doświadczenie.
Lubisz tańczyć?
Szanuję Andrzeja, zresztą wydaje mi się, że on już zrozumiał, dlaczego walczę w ten sposób. Mój styl jest unikalny jak na polski boks, a każda nowość ma to do siebie, że potrzebuje czasu. Że komuś może się podobać, a komuś nie. Tak jak ja teraz mogę powiedzieć, że podoba mi się kolor brązowy, a ty możesz stwierdzić, że tobie nie.
W boksie siedzę już kilkanaście lat i wydaje mi się, że potrafię właściwie, obiektywnie ocenić, kiedy walkę wygrałem. Tutaj po ostatnim gongu wydawało mi się, że byłem lepszy. Inna rzecz, że tutaj boksowałem w Anglii, przeciwko Anglikowi, przy czterech angielskich sędziach. Wiadomo jak jest. Po werdykcie był wielki ból. Czułem, jakby mi rozerwało serce.
To był ból, którego się nie da opisać słowami. Ja przynajmniej nie umiem. Być może nie jestem tak elokwentnym człowiekiem i brakuje mi zasobu słów, by to opisać. Pamiętam, że wtedy wstawałem i zdarzały się spacery w środku nocy po Węgierskiej Górce.
W tej przegranej walce doszło do zderzenia głowami, po którym nic nie widziałeś na jedno oko. Gdyby nie to, wygrałbyś przed czasem?
Ja do niego mówiłem.
Nie lubisz Niemców?
Leciała cała płyta "Dżemu". "Naiwne pytania" były na pewno, potem "Złoty paw" był grany. "Sen o Victorii" nie, bo pamiętam, że przełączyłem, uznałem, że jest zbyt wolny. Wszyscy w szatni wtedy śpiewali. U mnie zawsze przed walką musi być wesoło i śmiesznie. Totalne rozluźnienie, wygłupy, najlepiej jeszcze nie myśleć o walce. To, co mogłeś zrobić, zrobiłeś już na treningu. Nic nowego nie wymyślisz. Nie oszukasz samego siebie.
Mówisz o "Dżemie". A inne piosenki?
Ciężko mi o tym mówić, bo Armstrong przez długi czas był dla mnie inspiracją. Lata 90., to on, ale też przede wszystkim Miguel Indurain, taki Hiszpan, jeździł w grupie Banesto. Fantastyczny był. Później był Bjarne Riis, Duńczyk, był Eric Zabel, który był świetnym sprinterem. I później ten Armstrong, i ta jego książka "Liczy się każda sekunda". Niesamowita rzecz, o pokonywaniu barier, o walce z ludźmi, którzy są wszyscy przeciwko. A to, że brał doping? To na pewno przykre i oburzające. Ale zobacz, oglądasz Tour de France?
No to jak widzisz ten niezbędny wysiłek i znasz się trochę na rzeczy, to wiesz, że na samym makaronie się tego nie wyjedzie. Trzeba brać jakieś środki dożylne, jakieś kroplówki, bo to jest mordęga. Z własnego doświadczenia to wiem, bo startowałem kiedyś w wyścigu amatorskim i gdyby nie gościu z oscypkami na jednym punkcie, to nie wiem, czy bym w ogóle cholera dojechał.
Tak mam.