Obrona humanizmu. Bez myślenia o człowieku nie byłoby Google ani Yahoo

Bez humanistycznego podejścia nie byłoby Google?
Bez humanistycznego podejścia nie byłoby Google? Shutterstock
Co chwila czytam, że humaniści są w dzisiejszym społeczeństwie niepotrzebni, że nie zbudują dróg i autostrad. Że wiedza o tym, kim byli Kochanowski i Kościuszko, nie da w dzisiejszych czasach pracy. Wreszcie, że społeczeństwu bardziej przydatny jest spawacz niż politolog. Jako osoba, która odebrała humanistyczne wykształcenie, czuję się nieco obrażona. Ale może niesłusznie?

Może faktycznie wiedza humanistyczna i humanistyczna wrażliwość nie są już do niczego potrzebne?



Kościuszko niepotrzebny?
Violetta Rymszewicz pisała w weekend na swoim blogu, że jest dla niej ważniejsze, by jej dzieci zdobyły konkretny i mierzalny zawód, niż to, by znały fraszki Kochanowskiego i wiedziały, kim jest Tadeusz Kościuszko. Przytoczyła liczby, z których wynika, że 27 proc. absolwentów uczelni pozostaje bezrobotnymi (w domyśle: absolwentów kierunków niekonkretnych, humanistycznych). Dodała, że wykształceni mieszkańcy starego kontynentu patrzą na nas ze zdumieniem i lekką pogardą, gdyż jesteśmy aż nadto wykształceni humanistycznie, jesteśmy wyposażeni w pokłady wiedzy "skrajnie niepraktycznej". Violetta Rymszewicz postulowała, by najpierw zająć się warunkami bytowymi, a humanistycznie rozwijać się dopiero, kiedy stać nas już na zakładanie rodziny i mieszkanie.

Pod tekstem rozgorzała burzliwa dyskusja. Bartłomiej napisał: "autorka ma rację. Bo rzeczywiście rzesza humanistów nie wybuduje autostrad, nie stworzy CERNu, nie odkryje leku na raka". Aleksander dodał: "Tak było od zawsze. Dzieci uczono francuskiego i gry na fortepianie, a gdy przyszła pora na studia, posyłano je na np. prawo, medycynę, studia techniczne". Konrad dodał: "Nieszczęście Polski po 1989 roku polega na tym, że rządzą nami humaniści. A humaniści zbyt łatwo popadają w doktrynerstwo. To nie przypadek, że jedynym premierem, który odważył się podjąć poważniejsze reformy - udane lub nie - był prof. Buzek".

Inni komentatorzy dziwili się głosom oskarżenia i starali się ripostować. Kto w sporze ma rację? I czy humanizm da się obronić w dzisiejszej rzeczywistości?

Jak Google i Yahoo
Kiedy pytam o to Marcina Króla, filozof i historyk idei odpowiada, że na ten temat można albo napisać książkę, albo odpowiedzieć jednym zdaniem. – Jeśli ktoś nie dostrzega związku między tym, że pada śnieg, więc droga będzie śliska, nie dostrzeże też, że jeśli nie będziemy uczyć filozofii, nie będzie innowacji – mówi. Jego zdaniem deprecjonowanie wartości humanistycznych to "europejska moda", która spowoduje, że na tle innych rejonów staniemy się niebawem "drugą klasą".

– Proszę spojrzeć na USA, tam humanistyka kwitnie – mówi.

Faktycznie, jeden z amerykańskich filozofów, Christopher T. Hill przedstawił kilka lat temu teorię, według której w związku z globalnymi przemianami Amerykanie będą dążyć od społeczeństwa naukowego do postnaukowego. W praktyce oznacza to, że zmieni się charakter innowacji, które prowadzić będą do bogacenia się społeczeństwa. Tak opisywał to na łamach "Gazety Wyborczej" Jan Szomburg Jr.:

Jan Szomburg Jr.
Instytut Badań Nad Gospodarką Rynkową

Badania podstawowe w zakresie nauk ścisłych i przyrodniczych stracą na znaczeniu na rzecz badań z zakresu nauk społecznych. Skoro światowej klasy innowacje technologiczne będzie można kupić w wielu miejscach na świecie i będą one relatywnie tanie, to kluczowa stanie się umiejętność rozpoznania odpowiednich z nich i dopasowania do potrzeb konkretnych jednostek, grup, społeczeństw i kultur. CZYTAJ WIĘCEJ


Jako przykład w tekście "Inżynier czy kulturoznawca?" podane są korporacje takie, jak Yahoo czy Google, które były kluczowymi w ostatnich latach innowacjami. U podstaw obu spółek znajdowało się myślenie o człowieku. Początkowo na poziomie tego, by łatwiej radził sobie z odnajdywaniem stron w rosnącym internecie. Dopiero później pojawił się biznes.

Kompetencje
Nawet jednak w korporacji humanistyczne wykształcenie i wrażliwość mogą być przydatne. Jak twierdzi Artur Florczak, prezes agencji doradztwa personalnego Human Garden, budowanie sprzeczności między humanizmem a skutecznością na rynku pracy, czy przydatnością dla systemu jest tworzeniem sztucznego podziału, który co prawda dobrze sprzedaje się w mediach, ale ma niewiele wspólnego z rzeczywistością.

– Wiedza o świecie przydaje się wszędzie. Ale ważne są proporcje. Jeśli ma ona być wartością samą w sobie, to człowiek faktycznie może się nie odnaleźć na rynku, skierowałbym go do pracy naukowej – mówi. – Ale jeśli tę wiedzę nałożymy na ciekawą osobowość, indywidualne kompetencje, to będzie doskonałym fundamentem dla działań takiej osoby. To tak, jak z samochodem. Jeśli mam świetne auto, ale nie umiem nim jeździć, moje wyniki nie będą zadowalające. Optimum to zarówno wiedza, jak i umiejętność jej wykorzystania – dodaje.

O podobnym problemie rozmawiałam kilka tygodni temu z prof. Tadeuszem Gadaczem. Powiedział mi wtedy: – To, że pracodawcy narzekają, że studenci nie są przygotowani do rynku pracy, nie jest spowodowane nadreprezentacją osób, które kończą kierunki humanistyczne. Chodzi o to, że oni w ogóle nie przeszli przez porządne studia – mówi profesor.

Orwell ostrzega
Wioletta Rymszewicz w swoim felietonie napisała, że jej dzieciom będzie wolno
"nie znać Kochanowskiego i nie wiedzieć kto to Kościuszko, ale muszą umieć porozumiewać się i współpracować z ludźmi o różnych kolorach skóry, poglądach religijnych i politycznych."

Z takim myśleniem rozprawia się w komentarzu do tekstu pisarz Jacek Dehnel. "Jest odwrotnie. Nie ma takiego przeciwieństwa, to właśnie wiedza z zakresu kultury (historia idei, literatura, sztuka, filozofia) pozwala nam "porozumiewać się i współpracować z ludźmi o różnych kolorach skóry, poglądach religijnych i politycznych." A nie wiedza informatyczna czy techniczna z innej gałęzi (choćby głęboka i przydatna). To nie jest kwestia "idealizmu", to jest kwestia podstawowego rozwoju człowieka, a zdobycze technologii często powstają dzięki zdobyczom kultury i vice versa, to się przecież wzajemnie uzupełnia i zapładnia" – napisał.

Wielu z tych komentatorów, którzy poparli Jacka Dehnela, przekonywało, że nawet w najbardziej ścisłych dziedzinach nauki potrzeba jest odrobiny humanizmu, który nadaje im sens stawiając w centrum człowieka. Bo jeśli nie dla niego, to dla kogo naukowcy opracowują kolejne leki, rozszczepiają atom, czy podejmują próby kosmiczne?

"Być humanistą nie daje gwarancji na dobrze płatną pracę i specjalizację w obsłudze maszyn. Daje gwarancję na bycie człowiekiem" – napisał Krzysztof. "Humanizm, który stawia na podmiotowość jednostki, zawsze będzie traktowany pogardliwie w korporacyjnej wizji świata (w niej to nie ludzie, a korporacje są osobami, jak wiemy z wykładni amerykańskiego prawa)" – dodał Jacek Dehnel.

Może warto więc wstrzymać się jeszcze chwilę z osądem humanizmu? Zwłaszcza w dniu śmierci George'a Orwella.
Trwa ładowanie komentarzy...