Benedyktyni grzeszą kłamstwem? Klasztorne produkty wprost ze zwykłej fabryki

Choć to temat z tabloidu, z pewnością warto zwrócić na niego uwagę. Grzeszą kłamstwem bowiem ci, którym chcielibyśmy ufać bez cienia wątpliwości. A na wszystkim cierpią nasz brzuch i portfel. Mowa o miodowym skandalu wykrytym przez "Fakt", który niestety potwierdza zarzuty od dawna padające pod adresem produktów - rzekomo - benedyktyńskich.

Otwarcie sklepu benedyktyńskiego w Warszawie
Otwarcie sklepu benedyktyńskiego w Warszawie Fot. Wojciech Surdziel / Agencja Gazeta
Produkty opatrzone logo "Benedicite" od kilku lat cieszą sporym zainteresowaniem. Konsumenci wierzą, iż zostały przygotowane tak, jak nakazują tradycyjne receptury, w ciszy i spokoju klasztornych murów. Z dala od bezdusznych linii produkcyjnych wielkich koncernów spożywczych. Jedząc benedyktyński miód, czy klasztorne słodycze większość z nas z pewnością wyobrażała sobie, jak mnisi z modlitwą na ustach pieczołowicie wytwarzali je zgodnie z najlepszymi przepisami.

I niestety tu ta spożywcza bajka się kończy. Ustępuje brutalnej rzeczywistości biznesu. Jak się okazuje, benedyktyni nie robią nic innego, niż wielkie hipermarkety sprzedające produkty pod własną marką. Czyli kupują towar od przedsiębiorstw oferujących najbardziej korzystne dla nich warunki. To normalni, produkujący na skalę przemysłową producenci. Benedyktyni dodają jedynie swoje logo. No i marżę. Jak informuje "Fakt", benedyktyńskie produkty od tych z Biedronki, czy Tesco odróżnia jednak to, że na etykiecie brakuje informacji o prawdziwym producencie. Postanowiliśmy sprawdzić, jak wygląda sprawa.

Taki biznes

GordBene11
na forum franchising.pl

Wszystkie sklepy zadłużone po uszy. Ten dług przenosi się na dostawców, którzy produkują dla sieci, wg własnych a nie jak się wmawia wszystkim klasztornych receptur(...).

Żeby wszystko było jasne, nie jest to kolejna tabloidowa nagonka, a informacja poparta ustaleniami Wojewódzkiego Inspektoratu Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych. Te potwierdzają spekulacje, jakie pojawiały się na temat produktów benedyktyńskich od dłuższego czasu. Całkiem jednak smaczne jedzenie nie wzbudzało większych wątpliwości konsumentów, ale pogłoski o jego prawdziwym pochodzeniu zaczęły pojawiać się po stronie dystrybutorów.

Tradycyjne produkty benedyktyńskie to bowiem potężna sieć oparta na zasadzie franczyzy. Na której nie wszyscy robią dobry interes. - Siedziałem w tym biznesie niecały rok, po czym wyszedłem, bo zacząłem do niego dokładać. Przez pierwsze kilka miesięcy nowy sklep cieszył się dużym zainteresowaniem, potem niestety coraz gorzej i gorzej. Biznes w ogóle nie ma szansy na jakikolwiek zwrot, nawet w przeciągu 10 lat. Marże na produktach są bardzo niskie, a ceny wysokie, jak diabli - pisał na forum franchising.pl w listopadzie były właściciel sklepu benedyktyńskiego.

Skąd się bierze ekologiczne jedzenie i dlaczego jest takie drogie?

- Ja mam już bankructwo w sieci benedyktyńskiej za sobą. Lista problemów z tą siecią jest gruba jak instrukcja obsługi pralki. Rentowność ujemna - marże ustalane przez klasztor dla sklepów są śmiesznie niskie i nie wystarczą na opłacenie kosztów stałych. Stąd wszystkie sklepy zadłużone po uszy. Ten dług przenosi się na dostawców, którzy produkują dla sieci, wg własnych a nie jak się wmawia wszystkim klasztornych receptur - dodawał inny.

Były właściciel sklepu benedyktyńskiego
na franchising.pl

Benedyktyni naklejają tylko swoje logo i dorzucają marżę. Takie same produkty można kupić w innych sklepach , które kupują bezpośrednio u producentów 20,30 a czasem 40% taniej(...).

Biznesmeni, którzy weszli w interesy z benedyktynami i nie odnieśli sukcesu, nie żałują gorzkich słów na temat oferowanych wcześniej produktów. - Benedyktyni niestety dbają tylko o swój interes. Prawda jest też taka, że nie ma mowy o żadnych starych recepturach benedyktyńskich. Wszystko produkowane jest w na zlecenie Jednostki Gospodarczej BENEDICITE przez znanych w Polsce producentów i mniejsze firmy - czytamy na franchising.pl. Z relacji byłego dystrybutora produktów wynika, że logo Benedicite oferowane są produkty, które w zwykłym spożywczaku można kupić od 20 do 40 proc. taniej.

Milczenie jest złotem?

Dotąd słysząc tego typu informacje można było mieć jeszcze nadzieję, że producenci, od których benedyktyni kupują towar, by dodać swoją etykietę, przygotowują dla nich zupełnie inne produkty, niż oferują pod własną marką. Podczas kontroli jakości trzech współpracujących z Benedicite wytwórców przyznało jednak, że to, co trafia do benedyktyńskich sklepów niczym nie różni się od ich zwyczajnej produkcji.

Obiady w szkolnych stołówkach. Trzy razy droższe, a mimo to gorsze

"Fakt" twierdzi, że w rozmowie z nimi opactwo w Tyńcu odmówiło wyjaśnień w tej sprawie. Także naTemat nie było łatwo uzyskać komentarz. Kontaktując się z tynieckimi benedyktynami kilkakrotnie odsyłano nas do różnych osób, które nie potrafiły pomóc w sprawie. Ostatecznie obiecano nam, że na pytanie złożone pocztą elektroniczną odpowie jednostka gospodarcza klasztoru - Benedicite. Jak dotąd odpowiedzi tej nie uzyskaliśmy. Cały czas na nią czekamy i opublikujemy, gdy dostaniemy.
ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
Benedyktyni

PROMOWANE

  • Poznawanie ciekawych ludzi - praktyczne narzędzia cz.1

    Większość Polaków, starając się nawiązać ciekawe relacje stosuje różne, często nieefektywne strategie. Jedna z nich polega na podświadomym traktowaniu nieznajomych jako potencjalnych wrogów, a potem na przyczynianiu się własnym postępowaniem do tego, aby ta przepowiednia się spełniała. To często kończy się posiadaniem wąskiego kręgu przyjaciół i szarpaniną z resztą świata, co z kolei prowadzi do stresu, agresji i kiepskiej jakości życia. Jak rozejrzymy się wokoło siebie, to znajdziemy mnóstwo takich przypadków. czytaj więcej

  • Dwa widoki

    Homo malcontentus i Homo optymictus czytaj więcej

  • Wychowaliśmy takie pokolenie mężczyzn

    Wsiadłam kilka dni temu do pociągu. - Przepraszam pana, czy mógłby pan pomóc mi włożyć walizkę na półkę? Walizeczka mała na jeden dzień, ale jednak, dla mnie i wysoko i stoi obok mężczyzna... - Nie. Mam chory kręgosłup. Ani przepraszam, ani pani wybaczy… Nic. Wcześniej włożył swoją wielką walizę bez wysiłku. Wstała obok siedząca pani i powiedziała:- Pomogę pani. Wzięła moją walizkę zanim zdążyłam zaprotestować i wrzuciła na górną półkę. czytaj więcej

  • Nie wrzucajcie mnie do jednego worka!

    Długo zbierałem się do tego wpisu. Wolałem jednak poczekać i sprawdzić, jak rozwinie się sytuacja. Od kilku dni obserwuję spektakl pod tytułem „strajk matek dzieci/osób niepełnosprawnych w Sejmie”, na którym korzystają wyłącznie politycy. Wbrew słowom organizatorów, nie pomaga on społeczności ludzi chorych, a wręcz im szkodzi. Nie chcę być – a z tego co wiem, moi znajomi również – wrzucany do jednego worka z obywatelami okupującymi Wiejską. czytaj więcej