"Zostałam zwolniona. To był kop, który dał mi determinację". Spełniła marzenie i razem z mamą założyła kawiarnię

Dominika Szaniawska z mamą. Założycielki "Ente Cafe".
Dominika Szaniawska z mamą. Założycielki "Ente Cafe". Fot. Ente Cafe
Została zwolniona po sześciu latach spędzonych w korporacji. Postanowiła pójść za głosem serca i spełnić swoje dziecięce marzenie o własnej kawiarni. Po pół roku od otwarcia małej, rodzinnej firmy, mówi o sobie: "Dominika Szaniawska – szczęśliwy człowiek".

“Dominika Anna Szaniawska – szczęśliwy człowiek” – głosi opis jej konta w biznesowym portalu Goldenline.pl. Ale nie zawsze było tak różowo.



Kop od życia
– W Agorze spędziłam sześć lat. Choć przez długi czas świetnie mi się tam pracowało, bo miałam fajny zespół i ciekawą pracę, w pewnym momencie straciłam do niej serce. Przeszkadzało mi to, że z różnych powodów nie mogę już w pełni utożsamiać się z tym, co robię. Każdego kolejnego miesiąca było gorzej. Widziałam, że z tego, czym się zajmuję, nic konkretnego nie wynika, że ludziom dookoła zależy na zupełnie innych rzeczach niż mnie – wspomina.

Dominika Szaniawska

Prowadzenie kawiarni jawi się jako przyjemne zajęcie, przy kawie i z wpadającymi na ciastko przyjaciółmi. To oczywiście złudzenie.


Jej pasją jest internet. “Project Manager”, “Business Development Manager”, “Kierownik rozwoju&e-commerce” – to kolejne nazwy stanowisk w jej zawodowym CV. Że zostanie zwolniona przeczuwała od pewnego czasu: – Spodziewałam się tego. O otworzeniu własnej kawiarni myślałam od kilku lat, na poważnie kilka miesięcy przed zwolnieniem. Jednak dopiero, gdy zostałam zwolniona, dostałam takiego "kopa", który dał mi determinację do realizacji tego pomysłu.


– Następnego dnia po zwolnieniu obudziłam się i pomimo ogólnego poczucia smutku, pomyślałam: “fajnie, że już tam nie muszę wracać”. To był potężny impuls – mówi. I tak zaczęła się historia Ente Cafe na warszawskiej Woli.

Pieczenie w genach
Jej znajomi z Agory do dziś wspominają ciasta, które przynosiła do pracy z okazji urodzin. Z biegiem czasu szło jej coraz lepiej, a koledzy i koleżanki prosili, by piekła także bez okazji. – Zamiłowanie do kulinariów odziedziczyła po mnie i po mojej mamie – mówi pani Anna, mama Dominiki, która razem z nią prowadzi dziś kawiarnię. Przez pierwsze trzy miesiące nie spały po nocach, załatwiając formalności, wybierając wyposażenie i organizując działanie firmy.

Dominika Szaniawska

Następnego dnia po zwolnieniu obudziłam się i pomimo ogólnego poczucia smutku, pomyślałam: “fajnie, że już tam nie muszę wracać”. To był potężny impuls.


– Nie zdawałam sobie sprawy, jakim to będzie wyzwaniem. Wiedziałam, że kawiarnia wymaga pracy, ale nie wyobrażałam sobie, ile jej będzie i jak zniknie "życie po pracy". Prowadzenie kawiarni jawi się jako przyjemne zajęcie, przy kawie i z wpadającymi na ciastko przyjaciółmi. To oczywiście złudzenie. – mówi Dominika Szaniawska. Ale przyznaje, że dziś, po pół roku jest już spokojniejsza. Natomiast w pierwszych tygodniach lekko nie było: dostawy, pracownicy, formalności, koncesje, pozwolenia, papierki, kolejki.

Czytaj też: Ciepłe kapcie korporacji. "Nie wyobrażam sobie pracować gdzie indziej"

W biznesie pomaga jej nie tylko mama, ale okazjonalnie także mąż oraz tata. Ona zajmuje się logistyką i marketingiem, mama formalnościami, księgowością. W kawiarni pracują na zmianę. Same obsługują klientów, opowiadają im o produktach, poznają gusta i upodobania. – A jeśli chodzi o kulinaria, Dominika jest bardziej "słodka", a ja "wytrawna" – tłumaczy pani Anna, “specjalistka w pieczeniu chlebów, bułek i chałek”, jak czytam na ich stronie internetowej.

Trzy nóżki
Biznes ma, jak mówi moja rozmówczyni, trzy nóżki. Po pierwsze kawiarnię, gdzie oprócz ciast kucharze przyrządzają śniadania, przekąski i sałatki. Po drugie, pracownię cukierniczą, która produkuje ciasta dla innych kawiarni, indywidualnych klientów i dla firm cateringowych. Trzecim elementem jest oczko w głowie Dominiki – internetowy sklep z ciastami. – Może pan w nim zamówić ciasto nawet z dnia na dzień – zachwala moja rozmówczyni. To właśnie w tym aspekcie działanie sklepu najbliżej łączą się jej dwie pasje: pieczenie i internet.


Wypieki w Ente Cafe powstają tylko z naturalnych składników. Masło zamiast margaryny, belgijska czekolada, świeże lub mrożone owoce, śmietana. – Nawet bułki i chleb do kanapek robimy sami – tłumaczy założycielka kawiarni. Przepisy oparte są na domowej tradycji, ale także na propozycjach Nigelli Lawson oraz własnych poszukiwań obu pań. Rzut oka na ceny wypieków, zamieszczone na stronie firmy, uświadamia jednak od razu, że ta wysoka jakość musi swoje kosztować.

Kulka się toczy
Czy nie tęskni czasem za pewną posadą i stabilizacją, jaka towarzyszy pracy na etacie, w korporacji? – Czasem tak. Nie jest tak, że praca w korpo to samo zło. Cały czas dopuszczam taką możliwość. Po prostu w pewnym momencie postanowiłam, że jeśli mam pozostać w branży, to muszę zmienić pracę na coś, co naprawdę będzie mi odpowiadać. Pracę idealną. Bez kompromisów – mówi. Nic takiego nie znalazła, więc postanowiła zaryzykować.

Zobacz:
Rzucili pracę w korporacji, by podróżować z dziećmi. Teraz jedzą śniadania przed przyczepą, na Florydzie

– Córka bardzo lubi wyzwania, nakręca ją taki rodzaj adrenaliny. Poza tym od zawsze kawiarnia była jej marzeniem. Mam sporą satysfakcję, że poszła właśnie w tym kierunku. Choć spędzając tyle czasu razem, czasem się spieramy, to tworzymy naprawdę fajną, rodzinną firmę – mówi pani Anna.

Choć pierwsze miesiące były mordercze, dziś jest lepiej. I spokojniej. – Widzę, że ta kulka zaczyna się toczyć – przyznaje Dominika i mówi o coraz większym gronie wiernych fanów ich wypieków. – Niedawno na weekendowe śniadanie wpadli do nas klienci aż z Pruszkowa, a w Tłusty Czwartek jedna klientka przyjechała do nas z Białołęki. Tylko po cztery pączki.To już coś znaczy – śmieje się.
Trwa ładowanie komentarzy...