Grupa naTemat

"Dubaj – mój raj na ziemi". Polka rozprawia się z mitami o życiu w Emiratach Arabskich

Marcelina, czyli "Marcy Shan"
Marcelina, czyli "Marcy Shan" Fot. archiwum prywatne
Kilkadziesiąt tysięcy złotych na miesiąc, piękne widoki, 40-stopniowe upały – tak wygląda życie w Dubaju. O tym, dlaczego jest to najlepsze miejsce do życia, jakie mity o nim krążą i dlaczego kobiety to tam świętość mówi w rozmowie z naTemat Marcelina, Polka mieszkająca w Dubaju od kilku lat, autorka bloga "Dubajland".

Marcy Shan, czyli kto?


Czyli Marcelina. Marcy Shan to mój pseudonim, którym posługuję się w świecie wirtualnym i pod którym tworzę materiały video i wpisy na blogu.

No właśnie - skąd pomysł na bloga, a potem vloga?

Na początku, tak jak chyba u większości blogerów, którzy piszą zza granicy, był formą kontaktu z rodziną i ze znajomymi. Z czasem spotkało się to z większym zainteresowaniem, a sam blog stał się też mini przewodnikiem ze wskazówkami przydatnymi np. w podróży. Z videoblogiem historia jest trochę inna, bo długo dojrzewałam do decyzji o nagraniu pierwszego filmiku. Sama uzależniłam się od oglądania vlogów, a że polskie YouTube dopiero raczkuje w tym temacie, to postanowiłam, że zacznę kręcić luźne filmy o Dubaju.

Skąd się pani wzięła w Dubaju?

Trafiłam do Dubaju ponad dwa lata temu za sprawą męża, który tu pracował. Wcześniej mieszkaliśmy we Wrocławiu. Studiowałam i jednocześnie pracowałam, między innymi jako agent nieruchomości i w firmie zajmującej się oprogramowaniem komputerowym, a więc typowo biurowa praca. Mąż pracował w IT. Nie szukał pracy w Emiratach. Po prostu dostał propozycję, by wyjechać tam i zostać branch managerem, bo mają tam bardzo duże zapotrzebowanie na wykwalifikowane kadry. Teraz na przykład poszukują inżynierów.

Wyobrażam sobie, że to nie była łatwa decyzja. Czego się pani bała: odległości, która nie pozwala często wracać do Polski, nowej kultury?

Tak, bardzo ciężko było mi się zdecydować. Odległości się nie obawiałam, bo moja rodzina od kilku lat mieszka za granicą. Strach był właśnie przed tak dużymi zmianami, przed szokiem kulturowym. Dopiero potem zdałam sobie sprawę, że wystarczy otwartość na świat, tolerancja, szacunek i zrozumienie dla czegoś, co na początku wydaje się jak z innego świata. Dość szybko się zaaklimatyzowałam i zrozumiałam zasady, jakie tu panują. Potem pozostało już tylko cieszenie się niewiarygodnym słońcem i uśmiech od ucha do ucha.


Wysiadła pani z samolotu i jakie było to pierwsze wrażenie?

To był październik, kiedy w Polsce już zbliżała się zima. Pamiętam jak dziś uderzenie gorącego powietrza po wyjściu z samolotu, kobiety ubrane w abaje, mężczyzn w dishdashe, czyli narodowe stroje Emiratczyków, i drogę z lotniska do domu pośród drapaczy chmur. Oczy miałam bardzo szeroko otwarte.

Płacz?

Nic z tych rzeczy, choć pamiętam, że w sumie najbardziej tęskniłam za naszym pieskiem, który doleciał do nas miesiąc później. Nie było płaczu ani jakiejś chęci powrotu do domu. Szybko poznaliśmy nowych ludzi i tak naprawdę wystarczyły 2-3 miesiące, żeby poczuć się jak w domu.

Co panią najbardziej zaskoczyło w Dubaju?


Chyba to, w jaki sposób traktuje się tutaj kobiety. Wyobrażałam sobie coś zupełnie innego, a tu nagle okazało się, że jesteśmy na uprzywilejowanej pozycji i mamy pierwszeństwo w wielu kwestiach. Mamy swoje ladies night, gdzie w klubach całą noc kobiety mogą bawić się za darmo - wszystko na koszt lokalu. Możemy też korzystać z szybszych kolejek w sklepach, w urzędach.



Czyli pewna "segregacja" płciowa paradoksalnie jest wygodna dla kobiet…

Nie nazwała bym tego segregacją. Raczej wyborem, z które można, ale nie trzeba korzystać. To mężczyźni nie mogą przebywać w niektórych miejscach, a nie odwrotnie. Bycie kobietą w Emiratach jest więc bardzo wygodne. Panują tutaj inne zasady niż w popularnych egipskich resortach turystycznych. Kobieta to w Dubaju świętość. Ta dyskryminacja kobiet to zresztą jeden z wielu mitów na temat życia w tym kraju.

A więc co jeszcze?

Mitem jest chociażby, ze kobiety muszą chodzić zakryte od stóp do głów. Dodam jeszcze, że one głosują w wyborach i pełnią tutaj bardzo ważne funkcje. Poza tym mitem jest to, że nie ma dostępnej wieprzowiny czy alkoholu. Kolejny to kwestia "niewiernych" i ich traktowania. Ostatnio przechadzałam się po publicznym parku i byłam świadkiem sceny, jak grupa chrześcijan modliła się, a obok muzułmańska rodzina spędzała popołudnie przy grillu. W Dubaju jest też kilka kościołów katolickich, a na święta do Emiratów przyjeżdża nawet polski ksiądz. Nigdy nie spotkałam się z wrogimi hasłami wobec niemuzułmanów.

Jeden z internautów zapytał panią: "jak przekonać dziewczynę do wyjazdu do Dubaju?". W odpowiedzi przeczytał, że wystarczy pokazać jej parę zdjęć i pięknych widoków. Widzę, że dla pani Dubaj to taki raj na ziemi.

Dla mnie absolutnie tak, ale wiem, że nie wszyscy są tak entuzjastycznie nastawieni. Trzeba być otwartym, tolerancyjnym, bo żyje się w maksymalnie multikulturowym mieście. No i oczywiście trzeba lubić ciepły klimat – temperatury potrafią w lecie osiągać zawrotne wartości.

Ładne widoki to trochę mało.

Ale to też nie wszystko. Cena benzyny to w Dubaju 1,5 złotego za litr. O połowę niższe są też ceny samochodów, sprzętu elektronicznego czy markowych ubrań. Do tego dodać trzeba komfort i wygodę życia, bo zarobki potrafią być tutaj naprawdę wysokie: wykwalifikowani pracownicy umysłowi zarabiają przeciętnie od 10 do 50 tys. złotych na miesiąc. Jeszcze bym zwróciła uwagę na tanie bilety lotnicze do Azji, bo za 400 złotych można wyskoczyć na weekend do Indii czy Nepalu. Właśnie to wszystko daje mi obraz takiego idealnego miejsca do życia.

Koszty życia w Dubaju
http://dubajland.blogspot.com/2012/02/praca-i-koszty-zycia-w-dubaju.html

Idąc na codzienne zakupy w Carrefour 24h, który znajduję się w naszym budynku wydajemy dziennie ok. 100 zł na 2 osoby. W tym zawierają się produkty na obiad, śniadanie, kolacje, napoje, słodycze, środki czystości. Bez alkoholu bo to oddzielna wyprawa z oddzielnym budżetem :) Tak czy inaczej wydaje mi się że, ceny są zbliżone lub kilka procent większe niż w Polsce. Oczywiście dotyczy to części artykułów. Tak na przykład produkty importowane (z Polski i z Europy), są o wiele droższe: kiełbasa śląska 0,5 kg – 30 zł, mały pasztecik pomidorowy 9 zł, kiszona kapusta z Krakusa 1kg – 16 zł., ser żółty i szynka z indyka 100 g - 15 zł., 100 gr kasztanów jadalnych - 8 zł. CZYTAJ WIĘCEJ


A to prawda, że w Emiratach prawie w ogóle nie ma przestępczości?


Jest niemal zerowa. Samochody przed supermarketem są zostawiane z włączonymi silnikami, często nawet nie zamyka się drzwi na klucz. Kradzieże się praktycznie nie zdarzają, nie wspominając o napadach czy rozbojach. Ja się na przykład nie boję wyjść w środku nocy na spacer z psem. Kiedy gubiliśmy na ulicy czy w taksówce telefony albo portfele, zawsze prędzej czy później do nas wracały. Tak tutaj jest.

Ale na przykład pocałować na ulicy dziewczynę już nie wolno!


Rzeczywiście, nie można okazywać sobie uczuć poprzez śmielsze formy, takie jak pocałunki czy przytulanie. Na ulicy widzimy pary, które spacerują np. trzymając się za ręce. Gdybym ja namiętnie pocałowała męża, to mogłoby to kogoś urazić i ten ktoś mógłby to zgłosić. Zostalibyśmy pouczeni, że nie należy tak się zachowywać w miejscu publicznych, być może dostalibyśmy jakiś mandat, ale wystarczy się nie awanturować i wszystko kończy się dobrze.


Istnieje w ogóle coś, co jest dla pani bardzo uciążliwe w życiu w Dubaju?

Hmm, wychodzi na to, że nie ma nic takiego, co bardzo by mi przeszkadzało. Ludzie najbardziej narzekają na bardzo gorące lato i upały, bo w lipcu czy sierpniu temperatury są bardzo ekstremalne: od 40 do 50 stopni. Osobiście mi to nie przeszkadza.

Co z Polakami? Polonia w Dubaju jest liczna?


Raczej nie. Mamy swoje grupy dyskusyjne i od czasu do czasu się spotykamy. Ostatnio udało się zorganizować polską noc w klubie - imprezę na około 150 osób, z polską muzyką. Chodzą też plotki, że niebawem zostanie otwarta polska restauracja.


W sieci sporo osób pyta, jak wyjechać do pracy do Emiratów. To trudne?

Przede wszystkim rynek pracy w Emiratach jest specyficzny i różni się od tego, który znamy z Europy Zachodniej. Pożądane są osoby z wąską specjalizacją i dużym doświadczeniem. Prace niższego szczebla wykonują Azjaci, konkurencja jest bardzo duża, więc ewentualny wyjazd do pracy "na zmywaku" generalnie się nie kalkuluje. Warto wspomnieć, że pracodawca zapewnia zakwaterowanie, prywatne ubezpieczenie zdrowotne, miesięczny urlop i coroczny bilet do kraju zamieszkania. Wynagrodzenie, jak i wszystko w Emiratach, nie jest opodatkowane, wiec cała wypłata trafia do naszych kieszeni.

Tyle że nie ma tam w ogóle "socjalu", państwowego ubezpieczenia i emerytur… To chyba ciemna strona pracy i życia w Dubaju?

Powiedziałabym, że wręcz przeciwnie. Każdy sam decyduje o tym, ile i w jaki sposób będzie oszczędzał. Oczywiście żyjąc z dnia na dzień bez planu na przyszłość można się zapędzić w kozi róg, ale sprawa jest od początku do końca jasna, więc podejmujemy świadomą decyzję. Nikt nas nie oszuka przesuwając granice wieku emerytalnego czy manipulując jej wysokością.

Nie ma tęsknoty za Polską? Kiedy kolejne wakacje w kraju?

Oczywiście, że tęsknię – za Wrocławiem, za przyjaciółmi, za polskim jedzeniem. My byliśmy w Polsce sześć miesięcy temu, a więc teraz rodzina odwiedza nas w Dubaju. Do kraju przyjedziemy dopiero za rok.

A w Dubaju... jak długo jeszcze?

Jak najdłużej, bo dobrze się czujemy w tym miejscu. Marzymy o emeryturze w Toskanii albo na jakiejś tropikalnej wyspie. Jest przecież jeszcze tyle miejsc do zwiedzenia...
ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
PodróżeDubajZjednoczone Emiraty ArabskieIslam
Skomentuj