Grupa naTemat

Sprzedają kursy szybkiego uczenia się, ale naciągają rodziców na kredyt. Firma "Erasmus" z Olsztyna działa w całym kraju

Centrum Edukacyjne "Erasmus" oferuje kursy szybkiego uczenia się, ale przy okazji naciąga rodziców na drogie kredyty.
Centrum Edukacyjne "Erasmus" oferuje kursy szybkiego uczenia się, ale przy okazji naciąga rodziców na drogie kredyty. Fot. Mateusz Baj / Agencja Gazeta
Centrum Edukacyjne "Erasmus" prowadzi kursy technik szybkiego uczenia się, na które namawia rodziców uczących się dzieci. Procedery jest wyjątkowo sprytny, bo wcześniej odwiedza szkoły i pozyskuje adresy rodziców. Ci, którzy zdecydują się na kurs, dowiadują się, że... wzięli kredyt bankowy i będą musieli zapłacić 600 złotych odsetek. Kuratoria oświaty są bezsilne, policja umywa ręce, a zastrzeżenia ma bank i Inspektor Ochrony Danych Osobowych.

Działająca w całej Polsce firma sprzedaje kursy technik szybkiego uczenia się. Pracownicy Centrum Edukacyjnego "Erasmus" oferują dyrektorom szkół przeprowadzenie darmowych lekcji, które mają pomóc dzieciom efektywniej się uczyć. Podczas zajęć rozdają ankiety, na których dzieci wpisują adresy i numery telefonów – opisuje "Gazeta Wyborcza". Po kilku dniach ludzie z Centrum Edukacyjnego "Erasmus" odwiedzają ich domy i namawiają na dwuletni kurs "Odyseja wiedzy", który ma pomóc dzieciom w nauce.

Erasmus złowił w ten sposób klientów m.in. w wielkopolskim Kole i Grzegorzewie oraz w Jabłonce na Orawie. Rodzice opowiadają, że zaufali, bo firma dotarła do nich przez szkołę. - Synowi nie szło w nauce. Miałam nadzieję, że dzięki kursowi się podciągnie - mówi pani Anita z Jabłonki. Miesiąc od wypełnienia przez nią deklaracji uczestnictwa dostała zawiadomienie o... udzieleniu kredytu bankowego. CZYTAJ WIĘCEJ

Źródło: "Gazeta Wyborcza"

A to dodatkowe 600 złotych kosztów, więc rodzice zastanawiają się co zrobić, by uniknąć płacenia. Nie pomogły doniesienia na policję, która przekonuje, że nie można wziąć kredytu nieświadomie. Bezsilne są też kuratoria, które mają władzę nad szkołami, a nie nad firmami świadczącymi usługi edukacyjne. Umowę z firmą zerwał za to Getin Bank, który udzielał kredytów na kursy. Jednak "Erasmus" współpracuje jeszcze z kilkoma innymi bankami. Zastrzeżenia do zbierania danych od dzieci ma też Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych.

Czytaj też: W Gdańsku powstała szkoła tylko dla chłopców. "To nie ma nic wspólnego z XIX-wieczną szkołą"

Niedawno na swoim blogu Katarzyna Hall, była minister edukacji, pisała jak ważne jest zaufanie między rodzicami a szkołą. "Do społecznościowego tworzenia, zarządzania, finansowania, potrzebny jest pewien kredyt wzajemnego zaufania. Nowa, innowacyjna szkoła to szkoła wzajemnego zaufania przede wszystkim" – czytamy. Niestety takie inicjatywy jak Centrum Edukacyjne "Erasmus", choć ze szkołą mają niewiele wspólnego, ciążą na wizerunku całego systemu edukacji.

Źródło: "Gazeta Wyborcza"
ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
PolicjaSzkołyDzieci
Skomentuj