Tomasz Terlikowski i Janusz Palikot zajęli różne stanowiska w sporze o lustrację papieża Franciszka
Tomasz Terlikowski i Janusz Palikot zajęli różne stanowiska w sporze o lustrację papieża Franciszka Fot. Agnieszka Sadowska / Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

"Ręce precz od życiorysu papieża" – mówią prawicowi dziennikarze. Ci sami, którzy nie mieli skrupułów, by lustrować polskich duchownych. "Przeszłość papieża trzeba dokładnie zbadać" – przekonują na to lewicowcy. Ci sami, których lustracja brzydzi...

REKLAMA
Wszystko zaczęło się od niewinnej notki w życiorysie Jorge Bergoglia na Wikipedii. Konkretnie zaś jej fragmentu, w którym przeczytaliśmy, że "podczas trwania w Argentynie junty wojskowej i tzw. brudnej wojny donosił on wojskowym na lewicujących księży i zakonników, z których niektórzy potem znikali". Informację szybko podchwyciły światowe media, a w Polsce m.in. Janusz Palikot oskarżył nowego papieża o donosicielstwo.
I choć rywalizacja na źródła, argumenty i świadków trwa w najlepsze, trudno nie ulec wrażeniu, że role już zostały obsadzone: jedni pozostaną pewni, że papież ma brudne ręce, inni już zawsze będą wielbić jego kryształową uczciwość. A prawda? – Bardzo trudno dociec – mówił nam ostatnio Lech Miodek, ekspert Centrum Studiów Latynoamerykańskich UW.
W konflikcie o przeszłość Franciszka, jaki rozgrywa się na naszym podwórku, nie chodzi jednak o prawdę, ale o metody. Prawicowi dziennikarze zgodnym oburzeniem zareagowali na sugestie, by przyjrzeć się roli Jorge Bergioglia w czasie rządów argentyńskiej junty. No bo jak to tak grzebać w papierach i wyciągać brudy z zakamarków przeszłości?
"Dzisiaj zarzuty o kontakty z władzami są równie ahistoryczne jak zarzucanie biskupom polskim, że nie zerwali stosunków z ekipą Jaruzelskiego w latach stanu wojennego. Zarzuty o firmowanie systemu zbrodni to zazwyczaj element wojny lewicy z kardynałem z racji jego sprzeciwu wobec dzisiejszej rewolucji obyczajowej obozu pani prezydent de Kirchner" – pisze publicysta "Do Rzeczy" Piotr Semka.
Wtóruje mu na Fronda.pl Tomasz Terlikowski: "Lewica próbuje zniszczyć autorytet Ojca Świętego. Było niemal pewne, że antykościelne psy gończe zaczną węszyć i wynajdą jakieś zarzuty wobec nowego Ojca Świętego. I nie będzie miało dla nich najmniejszego znaczenia, czy są one czystym kłamstwem, czy może zawierają ziarno prawdy. Bez dowodów i dokumentów oskarżono go o współpracę z juntą wojskową i wydawanie współbraci".
Ten, kto nie zna tematu "lustracja po polsku", po tych komentarzach mógłby odnieść wrażenie, że Terlikowski, Semka i im podobni to szlachetni obrońcy dobrego imienia papieża, a już na pewno przeciwnicy lustracyjnych "psów gończych". To wyobrażenie skutecznie zderzyła z rzeczywistością dziennikarka "Gazety Wyborczej" Katarzyna Wiśniewska. "Nowy papież - nowy problem. Przynajmniej dla prawicy, która musi błyskawicznie rozmontować swoją teologię lustracji i sklecić ją na nowo na potrzeby Franciszka" – pisze, zwracając uwagę, że to prawicowcy byli do tej pory mistrzami w grze teczkami.
Dalej punktuje Semkę i Terlikowskiego. Jakoś Semka nie zastanawiał się nad "niełatwą sytuacją" ks. Michała Czajkowskiego, gdy lustrował go przed laty. (…) Nie uważał, że atakuje abp. Życińskiego, gdy powtarzał, że jest TW, podczas gdy dokumentów o współpracy lubelskiego metropolity z bezpieką nie było żadnych. (…) Niedawno, gdy w Polsce hulała dzika lustracja, Terlikowski zadowalał się "informacjami, które posiadamy", wszak były - jak to nazywał - "wstrząsające". Wyliczając nazwiska czołowych polskich hierarchów, m.in. abp. Muszyńskiego i abp. Życińskiego, kwitował, że "to jest statystycznie niemożliwe, by niewinni byli wszyscy".
Zaskakujące, jak lustracja - w rękach prawicy szlachetne narzędzie walki o prawdę, w rękach lewicy staje się nagle haniebnym instrumentem szerzenia kłamstwa (trochę tak jak na obrazku poniżej). Warto o tym pamięć przy następnej okazji, kiedy lustratorzy wezmą na warsztat kolejną ofiarę.

Z drugiej strony warto pamiętać także o tym, jak łatwo sytuacja może się odwrócić i zamienić z "haniebnego instrumentu" w "narzędzie walki o prawdę". Tak właśnie jest w tym przypadku, co odnotowała dziennikarka TVN Katarzyna Kolenda-Zaleska.
"Zapał domorosłych lustratorów już dawno opadł - teraz ich ofiarą jest właściwie wyłącznie Lech Wałęsa. Ale - jak się okazuje - lustracyjne skłonności wciąż w nas tkwią i co więcej, rozchodzą się po świecie. Bo oto gdy Jorge Mario Bergoglio został papieżem Franciszkiem, natychmiast rzucono się na jego przeszłość. (…) Nieważne, że ksiądz Bergoglio zaprzeczał tym oskarżeniom - ofiary polskiej lustracji też zaprzeczały, ale kto by ich tam słuchał" – ubolewa w ostatnim felietonie dla "GW".
logo
Fot. Twitter
logo
Fot. Twitter

Jak się przekonaliśmy, w opinii przedstawicieli lewicy, którzy ochoczo "wzięli się" za Franciszka, lustracja nie jest jednak aż tak odrażająca, jeśli może posłużyć do własnych celów.
W sprawie Franciszka paradoks goni paradoks: lewica lustruje, prawica się oburza. Lewica mówi: jak to prawica przeciwko, skoro normalnie za? Prawica na to: jak to lewica za, skoro zwykle przeciwko? Pogubić się w tym łatwo, ale wniosek jest prosty: lustracja to po prostu nasz sport narodowy. A grać tutaj można i lewą i prawą nogą.