Dlaczego Niemcy stały się chłopcem do bicia Europy?
Dlaczego Niemcy stały się chłopcem do bicia Europy? 360b / Shutterstock.com
Reklama.
"Jak świat światem, nie będzie Niemiec Polakowi bratem" – mówi stare polskie porzekadło, w którym dają o sobie znać nagromadzone przez wieki negatywne (a czasami i tragiczne) doświadczenia w relacjach obu narodów. I choć w ostatnim czasie socjologowie odnotowują, że jeszcze nigdy od czasów upadku Muru Berlińskiego stosunek Polaków do naszych zachodnich sąsiadów nie był tak pozytywny jak dziś, oczywistym jest, że spora doza obaw, barier i zwykłego niezrozumienia, pozostała.
Z (auto)ironią i lekkim dystansem “O nienawiści do Niemców”, a także “niemieckich dworców, świeżych bułeczek, kawy, kwiatów, odświeżacza do powietrza i Enerefu” pisze w ostatniej “Polityce” Michał Witkowski.

Czytaj też:
Angela Merkel "córką Hitlera"? "Kanclerz Niemiec jest swoistym policjantem Europy, to w wielu burzy krew"
Michał Witkowski
"Polityka"

Dyskomfort w kontaktach z Niemcami wynika między innymi z konieczności prowadzenia konwersacji po angielsku, w której – jak niemal we wszystkim – oni są po prostu lepsi, fundując mi już na etapie mailowego omawiania warunków przyjazdu poczucie niższości. Wciskając mnie w polskiego luja. CZYTAJ WIĘCEJ


Jednak w polskich mediach nie braknie zdecydowanie mniej subtelnych i ironicznych uwag pod adresem dzisiejszych Niemiec. Łukasz Warzecha komentując dla Wp.pl ostatnie wydarzenia na Cyprze, otwarcie porównywał “okradanie Cypryjczyków” z układem monachijskim z 1938 roku, gdy Hitler pospołu z innymi europejskimi potęgami decydował o losie Czechosłowacji.
Chłopiec do bicia
Prof. Witold Orłowski twierdzi w rozmowie z naTemat, że poziom niechęci wyrażanej przez Polaków wobec Niemiec to i tak pikuś wobec tego, co dzieje się w pogrążonych w kryzysie krajach Południowej Europy. – Niemcy stały się chłopcem do bicia, a Angela Merkel wrogiem numer jeden – ocenia. Prof. Orłowski podkreśla, że w krajach takich jak Grecja, Hiszpania, Portugalia, Włochy czy ostatnio Cypr, to właśnie RFN jest obarczana przez wielu obywateli za wszystkie problemy gospodarcze kraju.

Moja wypowiedź na temat Cypru zdaje się że się niespecjalnie spodobała... Powiedziałem, że rozumiem dlaczego Niemcy żądają od Cypru dołożenia się do ratowania banków poprzez opodatkowanie depozytów. CZYTAJ WIĘCEJ


– Szczególnie kuriozalne jest oburzenie Cypryjczyków. Przecież temu, co dzieje się na wyspie, winien jest przede wszystkim ich rząd, który ostatecznie zwrócił się do UE, w tym do Niemiec, o pomoc. Trudno się dziwić, że Cypryjczykom stawia się w takiej sytuacji warunki. Przecież Berlin nie ma żadnego bezpośredniego interesu w pomaganiu Cyprowi. To przypadek inny niż sprawa Grecji, która jest “dłużnikiem” Niemiec – mówi Orłowski.
Ameryka Europy
– Niemieckie społeczeństwo i gospodarka pokazały w ostatnich pięciu latach swoją siłę i witalność – mówi dr Sebastian Płóciennik z Uniwersytetu Wrocławskiego, ekonomista specjalizujący się w problemach gospodarki niemieckiej.
– Czasem pytam moich niemieckich znajomych czy studentów o to, jak się czują jako Amerykanie Europy. Bo przecież ich kraj jest na naszym kontynencie tym, czym USA na świecie. Dlatego są jednocześnie szanowani i nielubiani – mówi Płóciennik.
Ekonomista z Uniwersytetu Wrocławskiego podkreśla, że odkąd niemiecka gospodarka odbiła się po kilku chudych latach, Merkel coraz śmielej forsuje niemiecki model społecznej gospodarki rynkowej. – Jednym z jego składników jest specyficzny model polityki budżetowej, zakładający wysoki poziom oszczędności. Południe Europy uważa, że taka recepta na kryzys to ignorancja lub objaw złej woli. To podstawowe źródło niechęci do Niemiec – mówi dr Płóciennik.
Ekonomista przyznaje, że niestety można było spodziewać się, iż ta niechęć często ozdabiana będzie historycznym ornamentem, jak miało to miejsce w Grecji, gdy Merkel powitano transparentami "córko Hitlera, won z Grecji".
Zazdrość i resentyment?
Prof. Witold Orłowski zwraca uwagę, że Grekami powoduje bezsilna wściekłość, ale w gruncie rzeczy powinni być Niemcom wdzięczni. Choć przyznaje, że niemieckim dyplomatom czasem brakuje taktu, podkreśla, że złość wobec tego kraju często podszyta jest po prostu zazdrością.
– Zadłużone przez własną rozrzutność rządy pożyczają od Niemiec pieniądze, a ich obywatele przeklinają patrząc na kwitnącą gospodarkę tego kraju – twierdzi Orłowski. – To resentyment. Cudze zalety przedstawiane są jako wady, a własne słabości stają się powodem do dumy – ocenia.
“Możliwe, że po prostu lubimy narody od nas jeszcze bardziej bałaganiarskie, jeszcze bardziej po słowiańsku rozmemłane, jeszcze mniej pracowite” – pisał w “Polityce” Witkowski zastanawiając się nad własną niechęcią do Niemców. Być może jego wytłumaczenie nie dotyczy tylko Polaków?