Grupa naTemat

Tomasz Lis pyta o ochronę Jarosława Kaczyńskiego, PiS odpowiada, czemu tak drogo

Czemu podatnicy muszą płacić 1,1 miliona złotych rocznie za ochronę Jarosława Kaczyńskiego?
Czemu podatnicy muszą płacić 1,1 miliona złotych rocznie za ochronę Jarosława Kaczyńskiego? Fot. Mieczysław Michalak / Agencja Gazeta
Ochrona Jarosława Kaczyńskiego kosztuje ponad milion złotych rocznie, czyli około sto tysięcy miesięcznie. PiS nie chce wystąpić o ochronę BOR, woli płacić prywatnej firmie, której stawki są ponadstandardowe, to znaczy: wysokie jak na tę branżę. Czemu podatnicy, bo to zapewne oni finansują ochronę prezesa, muszą za to robić?

O rozdmuchanej ochronie Kaczyńskiego pisaliśmy już kilka miesięcy temu. Kordon ludzi w czarnych garniturach zawsze towarzyszy prezesowi, pilnowana jest też żoliborska willa prezesa. Partia wynajęła nawet drugą połowę bliźniaka, w którym mieszka Kaczyński – teoretycznie po to, by stworzyć tam izbę pamięci Lecha Kaczyńskiego. Póki co jednak izby nie widać, a według plotek wynajęcie domu ma służyć właśnie polepszeniu ochrony – dzięki temu prezes nie ma sąsiadów, których trzeba by pewnie dodatkowo pilnować. Kaczyńskim, w porywach, zajmuje się nawet do dwudziestu ochroniarzy.

Droga ochrona prezesa
Teraz zaś "Newsweek" opisuje, ile Prawo i Sprawiedliwość wydaje na ochronę swojego prezesa. Ponad milion złotych rocznie, czyli około stu tysięcy miesięcznie – tyle kosztują PiS usługi firmy Grom Group. Firmy szerzej nieznanej, założonej przez dwóch emerytowanych snajperów GROM-u. Pracują byli komandosi, oficerowie służb specjalnych i funkcjonariusze BOR. Jak opisuje "N", "pieniądze z PiS stanowią podstawę egzystencji" przedsiębiorstwa. Firma bowiem powstała w 2010 roku i "nie narzeka na nadmiar klientów".

A PiS płaci Grom Group słono, bo 1,1 miliona złotych rocznie. W 2011 roku przychody całej firmy wyniosły ok. 1,8 miliona złotych, więc znakomita część tej kwoty to pieniądze z Prawa i Sprawiedliwości. Według "Newsweeka" zaś taka kwota jest wyższa, niż standardowe stawki w tej branży. Prezes Grom Group twierdzi, że nie wie, czemu cena jest tak wysoka, nie chce też ujawnić ile płacą im inni zleceniodawcy.

Lis pyta o ochronę
W związku z tymi doniesieniami Tomasz Lis pytał wczoraj o to, jak Prawo i Sprawiedliwość wydaje – czyli nasze, podatników – pieniądze.

1. 1,1 miliona rocznie na ochronę pana prezesa. To prawie sto tysięcy miesięcznie. Co uzasadnia takie wydatki?

2. Według standardów rynkowych ta suma jest ponadstandardowa. Dlaczego PIS wybrało akurat tę firmę, która poza PIS-em ma bardzo nielicznych zleceniodawców?

3. Jeśli pan prezes ma taką ochronę, to znaczy, że według prezesa lub według PIS-u istnieje zagrożenie jego zdrowia i życia. Ale jeśli tak, to dlaczego nie wystąpiono o ochronę BOR-u? Jeszcze raz - milion sto tysięcy złotych - spora suma. Dlaczego aż tyle? CZYTAJ WIĘCEJ


Odpowiedzieć na te pytania nie jest łatwo, bo członkowie PiS nie chcą mówić o ochronie prezesa. Posłowie, tak jak Jerzy Polaczek, odpowiadają krótko: – Nic nie wiem na ten temat, więc nie mogę nic powiedzieć.

Posłanka Iwona Arent na pytanie o wydawanie publicznych pieniędzy odsyła nas do rzecznika partii Adama Hofmana. I podkreśla: – Jeśli mamy płacić za ochronę prezesa z naszych składek, to ja bardzo chętnie. Nawet jeszcze dołożę pieniędzy, jeśli będzie trzeba. Wiemy przecież, że prezes może być zagrożony.

Smoleńsk i Ryszard C
"Zagrożenie", zdaniem członków Prawa i Sprawiedliwości, jest na tyle duże, że warto wydawać na ochronę tyle pieniędzy. – A mamy go dać zabić? Słynny Cyba, który wbiegł do biura PiS w Łodzi, krzyczał przecież, że chce zabić prezesa Kaczyńskiego – tłumaczył się z wydatków Adam Hofman w "Jeden na Jeden" na antenie TVN24. – Przez tę atmosferę, którą PO wywołała w Polsce, takiego szaleńczego ataku na Jarosława Kaczyńskiego, musimy go chronić – podkreślał rzecznik partii.

Również były członek PiS Patryk Jaki przypomina sytuację z Łodzi. Jak zaznacza, było to realne zagrożenie. – Nie wiadomo, co by się stało, gdyby prezes tam był – podkreśla Jaki. Jeden z polityków PiS z kolei wskazuje w rozmowie z nami, że głównym powodem zorganizowania tak dużej ochrony jest Smoleńsk – prezes i partia uważają przecież, że scenariusz zamachu jest bardzo prawdopodobny.

Czemu nie BOR
Czemu jednak PiS nie poprosi o pomoc BOR, zamiast wydawać tyle pieniędzy? Hofman wyjaśniał w TVN24, że "po tym, jak państwo chroniło ś.p. Lecha Kaczyńskiego", partia woli "wynająć profesjonalistów". Były poseł PiS, a obecnie Solidarnej Polski Patryk Jaki nie uważa, by to był powód do krytyki. – Co do jednego nie ma wątpliwości: w Smoleńsku BOR zawiódł, to była sprawa priorytetowa. W przypadku ochrony podstawową kwestią jest zaufanie, a jeśli Jarosław Kaczyński nie ma zaufania do BOR-u, to nie widzę nic złego w tym, że korzysta z prywatnej ochrony – ocenia poseł.

Jeden z warszawskich polityków PiS anonimowo przyznaje, że o wyborze tej firmy zadecydowało właśnie zaufanie. – Z tego, co mi wiadomo, wybrano Grom Group, bo kierownictwo partii miało ufało tym ludziom i za to też słono płacą. O żadnych innych motywach tej współpracy mi nie wiadomo – podkreśla nasz rozmówca.

Podatnicy płacą za ochronę prezesa?
"Newsweek" nie wspomina o tym, czy PiS płaci Grom Group z pieniędzy z państwowych subwencji, czy ze składek członkowskich. Ten drugi wariant jest jednak wątpliwy. Składki członkowskie wynoszą w PiS-ie minimum 5 złotych – w przypadku emerytów bądź studentów oraz minimum 10 złotych – dla osób pracujących. Przy czym rzadko kto wychodzi poza minimum. – Ze ściągalnością tych składek też bywa różnie – podkreśla jeden z naszych rozmówców z PiS.

Czy w takim razie stać by było PiS na finansowanie ochrony Jarosława Kaczyńskiego ze składek członkowskich? Teoretycznie, tak. W Prawie i Sprawiedliwości w listopadzie 2012 było nieco ponad 21 tysięcy członków. Zakładając, że każdy z nich płaci co miesiąc składkę w wysokości 10 złotych – a to i tak założenie zawyżone – PiS mógłby rocznie ze składek uzyskiwać ok. 2,5 miliona zł. Ale to bardzo optymistyczny wariant, bo w grudniu 2012 RMF FM informowało, że tak naprawdę w partii składki płaci nie więcej, niż 50 proc. stanu. Skarbnik PiS przyznał wtedy, że o ile za swoich rządów partia nie miała problemu ze ściąganiem składek, to po przejściu do opozycji pojawiły się z tym problemy.

PiS może wydawać, na co chce
Nawet jeśli jednak PiS wydał pieniądze państwa, czyli nasze, to zdaniem Patryka Jaki – nie można czynić z tego zarzutu wobec partii. – Proszę pamiętać, że to środki przyznane z demokratycznej procedury. To ich sprawa, na co wydadzą te pieniądze. Szczególnie, że moim zdaniem wyborcom PiS-u wydawanie państwowych pieniędzy na taki cel po prostu nie przeszkadza – podkreśla poseł Solidarnej Polski. I dodaje, że nie posądzałby PiS-u o rozrzutność. – Najwyraźniej takie są rynkowe ceny – stwierdza Jaki.

Poseł SP zaznacza, że "nie robiłby z tego afery" i mówi: – Na całym świecie liderzy opozycji mają ochronę. U nas też powinno tak być, jeśli nie chcemy być jakimś państwem afrykańskim.

Czytaj także:

Schetyna straszy rządem PiS. "Kaczyński może wygrać konstytucyjną większością, co da mu ogromną władzę"

PiS odczarowany? "Przeciwnicy uważają, że wszyscy w PiS to radiomaryjni moherowcy, a to nieprawda"
ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
Polityka krajowaJarosław KaczyńskiPrawo i SprawiedliwośćBezpieczeństwo
Skomentuj