W klubie nie znajdziesz miłości życia. Jeśli nie tam, to gdzie?

W klubie nie znajdziesz miłości życia. Jeśli nie tam, to gdzie? Na zdjęciu Emilia i jej mąż Paweł.
W klubie nie znajdziesz miłości życia. Jeśli nie tam, to gdzie? Na zdjęciu Emilia i jej mąż Paweł. Fot. Archiwum własne
Młodzi, inteligentni, dobrze zarabiający. Nie brakuje im na waciki ani tym bardziej poczucia humoru. Nie do śmiechu im jednak, gdy zapyta się ich o dziewczynę lub chłopaka. Czy znalezienie drugiej połowy w miejskiej dżungli to dziś zadanie zbyt trudne?

"Jestem wkurzona" napisała sfrustrowana czytelniczka "Wysokich Obcasów". Autorka listu nie rozumie jak to możliwe, że ktoś taki jak ona, nie jest w stanie znaleźć sobie partnera. Twierdzi, że niczego jej nie brakuje i każdego dnia poznaje nowych ludzi. Nie jest też pracoholiczką i potrafi znaleźć w swoim życiu czas na realizowanie pasji, którymi chciałaby wreszcie zacząć się dzielić z kimś bliskim. Tylko z kim?

35-latka
List nadesłany do "Wysokich obcasów"

Przez ostatnie trzy lata nie poznałam żadnego faceta, który byłby wykształcony, rozgarnięty, niebrzydki, miał poczucie humoru, pracę, pasję itd., był normalny i sam.


Autorka listu przyznaje, że specjalnie nie szuka drugiej połowy, gdyż wydaje jej się to bez sensu. W weekendy chodzi w "fajne miejsca", do kina i na koncerty. Nie poznała też żadnego pływaka na basenie, rowerzysty, ani zwolennika górskich wędrówek, czyli osoby i podobnych zainteresowaniach.

35-latka
Fragment listu nadesłanego do "Wysokich Obcasów"

Gdzie się pochowaliście, wszyscy wykształceni, rozgarnięci, niebrzydcy, z poczuciem humoru, fajną pracą i pasjami, normalni faceci po trzydziestce! (...) Jesteście czy mam sobie odpuścić i zająć myśli czymś bardziej pożytecznym?


Wiele osób udaje się na poszukiwania do klubów. Mnóstwo ludzi i statystycznie duża szansa na nowe znajomości. Panuje jednak opinia, że nie jest to najlepszy adres, gdy staramy się znaleźć kogoś na całe życie. Gdzie więc można spotkać kogoś wartościowego?

Skręcone kostki

Sposobów na poznanie kogoś fajnego jest nieskończenie wiele. Kasia z Chorzowa poznała swojego chłopaka w liceum. Ich związek trwa już ponad dziesięć lat, a w sierpniu wezmą ślub. – Niektórzy twierdzą, że mamy łatwiej, bo nie musimy teraz szukać. Z drugiej strony jednak nie jest łatwo być z jednym człowiekiem tyle lat i patrzeć, jak wszyscy dookoła rozstają się, schodzą, przeżywają nowe fascynacje. My nigdy nie będziemy tego mieli – mówi Kasia. Przyszła panna młoda cieszy się jednak, że ma już kogoś, z kim mogła sprawdzić się niemalże w każdej życiowej sytuacji. – Myślę, że Adam nie złamie mi już serduszka – mówi szczęśliwa Kasia.

Wiele par poznaje się tak jak Kasia i Adam jeszcze w liceum. Choć w ich przypadku zdecydowanie nie było to klasyczne poznanie się. – Trafiliśmy do jednej grupy na angielskim. Adam miał ogromną swobodę w mówieniu, ale robił mnóstwo błędów. Ja nie miałam z nimi problemów, ale za to bałam się otworzyć buzię. Nauczycielka ciągle go chwaliła, co mnie irytowało. Nie lubiliśmy się. Nasza wojna trwała blisko rok, do czasu, gdy jednocześnie skręciliśmy nogi w kostce. Nie mogliśmy dojeżdżać do szkoły autobusem, więc nasze mamy odwoziły nas na zmianę. A potem jakoś poszło... – wspomina Kasia z Chorzowa.

Byłam ostatnia...

Emilka nigdy nie szukała chłopaka. Wychodziła z założenia, że jak się "trafi, to będzie". I choć nie trafił się w liceum, spotkała swoją połówkę już na studiach. – Paweł spotykał się ze wszystkimi dziewczynami na roku. Na zajęciach raczej rzadko bywał, a jak już się pojawił, to przeszkadzał i podrywał dziewczyny. Rzucał się w oczy, ale ja nie zwracałam na niego uwagi. Nie lubię kobieciarzy – wspomina Emilka.

Na ostatnim roku Paweł zmienił taktykę. Zaczął zapraszać do kina pięć dziewczyn na raz. Wiedział, że wśród nich znajdzie się Emilka, na którą od pewnego czasu spoglądał w szczególny sposób. Okazało się jednak, że pozostałe cztery były zajęte tego dnia i w omówionym miejscu spotkali się we dwoje. – Później przyjeżdżał na uczelnię już tylko po to, aby spędzić czas ze mną. Byłam ostatnią dziewczyną na roku, z którą się spotykał i ostatnią w życiu – śmieje się szczęśliwa, 26-letnia mężatka.


Hot-dog, kawa i miłość

Praca często przekłada się na nasze życie osobiste. W przypadku 24-letniej Natalii nie oznacza to zabierania pracy do domu, tylko... chłopaka. – Widywaliśmy się na korytarzu i zerkaliśmy na siebie. Nie było jednak okazji, aby się poznać. W świątecznym nastroju, tuż przed sylwestrem, rzuciłam mu się na szyję i powiedziałam: Szczęśliwego Nowego Roku! Następnego dnia napisał do mnie na Facebooku – wspomina pracownica branży medialnej.

Przełom roku okazał się dla Natalii przełomem również w życiu. – Podczas rozmowy przez internet powiedziałam mu, że moja lodówka świeci pustkami i zostały mi jedynie hot-dogi na pobliskiej stacji benzynowej. Zaproponował spotkanie na hot-doga z kawą, a później spacerowaliśmy wzdłuż Wisły – wspomina Natalia.

Spuszczona głowa? Zerowe szanse na miłość

Kasia, Emilka i Natalia znalazły swoich partnerów na długo przed trzydziestką. Są szczęśliwe, że nie muszą opisywać swoich problemów w listach do redakcji. Kasia twierdzi, że nie wyobraża sobie dziś poszukiwań kogo pasującego do niej równie dobrze, co Adam. Twierdzi jednak, że problem leży nieco gdzie indziej, niż tylko w braku interesujących ludzi.

– Ja i Adam praktycznie razem się wychowywaliśmy i uczyliśmy życia we dwoje. Obserwuję jednak, że wielu znajomych nie potrafiłoby zrezygnować z siebie i nastawić na drugą osobę. To ich problem, a nie otoczenia – uważa Kasia. – Największym problemem samotnych osób jest to, że chodzą ze spuszczoną głową i patrzą w chodnik, zamiast dookoła – twierdzi zaś Emilka. Wtedy nikt nie zwróci na ciebie uwagi. Ja jestem zakochana, chodzę w z głową w chmurach i do tej pory zaczepiają mnie faceci na ulicy – dodaje 26-letnia mężatka.

Kasia jest w stanie wyobrazić sobie problemy trzydziestoletnich singli. Obserwuje znajomych i widzi, że samotność osób atrakcyjnych może być prawdziwym problemem. – Im jesteś starszy, tym trudniej kogoś poznać. Miejsca do których chodzisz to głównie praca i knajpa. Moja znajoma prowadzi podobne poszukiwania, ale są one raczej plastrem na chwilową samotność, niż sposobem na znalezienie miłości – twierdzi Kasia.

Miłość w rytmach disco

Czy da się poznać kogoś sensownego w klubie? Wiele osób twierdzi, że nie. Panuje teoria, że do klubu idziesz się zabawić i ewentualnie zakochać, niż znaleźć miłość życia. – Ludzie raczej chodzą tam, by się napić i potańczyć. A po wszystkim jest dziękuję, do widzenia, i tyle. Klub nie jest miejscem do znajdowania porządnego mężczyzny, za którego możesz wyjść i mieć z nim dziecko. To wygląda trochę tak: Biorę ekipę i idę na polowanie. Klub jest dobry do poznawania ludzi – twierdzi Emilka.

– Miłość w klubie? Patrzę na to raczej sceptycznie – mówi z kolei Natalia. – Faceci najczęściej zwracają na mnie uwagę, gdy jestem w krótkiej sukience i w makijażu. Spodziewam się po nich jak najgorszych intencji – mówi naTemat Natalia, która poznała swojego chłopaka dzięki pracy i wspólnym zainteresowaniom.

Z pewnością odezwą się pary, którym udało się poznać na imprezie i tworzą szczęśliwy związek. – Myślę, że jest to możliwe – mówi Kasia z Chorzowa. – W klubie jest tak dużo ludzi, że musi się tam znaleźć osoba, która będzie dla ciebie interesująca. Problem polega na tym, że trzeba się na coś zdecydować. Problem jest raczej w osobie, która rozpaczliwie szuka – twierdzi Kasia.
A co Wy o tym myślicie? Gdzie można poznać miłość? Czekamy na ciekawe podpowiedzi.

Czytaj także:


"Nie udawajmy, że można kolegować się z byłym". Przyjaźń po związku to mit?

Dlaczego warto pracować w korporacji? PWC: Możesz poznać przyszłą żonę / męża
Trwa ładowanie komentarzy...