
Choć w przeszłości hierarchowie kościelni działali bardzo opieszale, to ze sprawą księdza Wojciecha Lemańskiego uporali się błyskawicznie. Ledwie co wydali decyzję o odwołaniu go z funkcji proboszcza parafii w Jasienicy, a już wysyłają następcę. Tymczasem do dziś pozostają nierozwiązane sprawy byłego Franciszkanina Romana Komaryczki, Piotra Natanka, czy całego szeregu księży pedofilii.
Za naszą wschodnią granicę trafił ksiądz Roman Komaryczko. Znany z głośnej sprawy sióśtr Betanek w Kazimierzu Dolnym. Właśnie odkryliśmy, że prowadzi parafię w Bursztynie w dekanacie Iwano-Frankowskim. Przypominamy, że ksiądz został skazany na sześć miesięcy więzienia w zawieszeniu na dwa lata za zakłócenie miru domowego w klasztorze.
Po tym skandalu Komaryczko wraz z częścią sióstr trafił do diecezji Łomżyńskiej. Tam ślad po nim się urwał. Jednak po jakimś czasie odnalazł się w parafii Św. Rocha w Długosiodle, gdzie był wikariuszem. Prokuratura zdołała postawić mu siedem zarzutów. Jednak ostatecznie na podstawie jednego z nich - zakłócanie miru domowego - został skazany na pół roku więzienia w zawieszeniu na sześć.
Komaryczko jednak nie jest jedynym duchownym, który znalazł schronienie na Ukrainie. Jak się okazuje Arcybiskup Mokrzycki przyjął więcej takich księży i polecił im prowadzenie wiernych w Archidiecezji Lwowskiej.
Zrobiłam sobie mapę Polski, która jest najeżona podobnymi przypadkami jak ks. G. Wydaje się, że teraz Ukraina jest utkana z księży, którzy zostali tam zesłani za dzieci, które płodzą, lub którym pomagają nie przeżyć po urodzeniu CZYTAJ WIĘCEJ
Już w 2009 roku kardynał Stanisław Dziwisz powołał specjalną komisję teologiczną, by zbadać sprawę księdza Piotra Natanka. Duchowny głosił wiele rzeczy sprzecznych z naukami Kościoła. Komisja nakazała mu zamknięcie prowadzonej przez niego Pustelni Niepokalanów w Grzechyni i zabroniła publicznych wystąpień. Do tego dostał zakaz rozpowszechniania nowych i starych wystąpień. Sam zainteresowany krytykuje stanowisko przełożonych.
Anno Domini 2011. Hitem internetu staje się kazanie... ks. Piotra Natanka. Dwa lata minęły i jakoś ksiądz wciąż siedzi w Pustelni Niepokalanów. Choć biskupi oficjalnie krytykują jego działalność, to ks. Natanek się nimi nie przejmuje. 20 lipca 2011 roku nałożono na niego suspensę. Jednak mimo nawoływań nie opuszcza pustelni. Mieszka tam do dziś. Żadne instytucje kościelne nie starają się go usunąć. A już na pewno w ciągu kilkunastu dni nie wysyłają pod drzwi nikogo z administracji. Pewnie dlatego, że z Natanka mainstream się co najwyżej śmieje, a na Lemańskiego patrzy z podziwem i sympatią.
Kościół na ogół długo nie zajmował się problemami spowodowanymi przez księży. Tak było na pewno w sprawie pedofilii. Można przytoczyć dziesiątki spraw zarówno z Polski, jak i całego świata. Choć Kościół wiedział o przewinieniach swoich kapłanów, które są grzechami ciężkimi, to przez długie lata nic z tym nie robił. Ba, często nawet to tuszował lub ignorował.
Ksiądz Lemański staje się chyba wyjątkiem na miarę światową. Wystarczy spojrzeć, jak Kościół reagował na występki duchownym za granicą. Jednym z głośniejszych przypadków w Stanach Zjednoczonych był ksiądz John Geoghan. Władze kościelne zdawały sobie sprawę z tego, że kapłan wykorzystywał młodych chłopców. Jednak zamiast odpowiedniej reakcji, przerzucano go do innych parafii. Kardynał Bernard Law czynił to pomimo skarg jednego z biskupów pomocniczych, Johna D'Arcy'ego, który wyraził swoje zaniepokojenie całą sytuacją.
Samokrytyka australijskiego Arcybiskupa
Jakiś czas temu w Australii arcybiskup Melbourne Dennis Hart złożył samokrytykę w sądzie. Stwierdził, że Kościół za wolno reagował na problemy związane z pedofilią. – Zbyt długo dochodziliśmy do tego, co się dzieje. Ci przestępcy są niezwykle cwani. Winnym tego był ówczesny arcybiskup Little, który zamiast reagować, przesuwał pedofilii z parafii do parafii – dodał Hart.
Tak samo przez długi czas Kościół pomagał w ukrywaniu się przed międzynarodowymi organami prawnymi księdzu Athanasemu Serombie. Duchowny był przez długi czas poszukiwany za pomoc w zamordowaniu Tutsi w Rwandyjskim kościele podczas ludobójstwa w 1994 roku. Hierarchowie zamiast wydać go władzom, ukrywali pod fałszywym imieniem jako Anastasio Sumba Buro. Przez kilka lat pracował jako ksiądz pomocniczy w podflorenckich parafiach. Duchowny został ostatecznie skazany na dożywocie.

