
Nieoczekiwane kontrowersje wzbudziła data rozpoczęcia organizowanego w Warszawie szczytu klimatycznego ONZ. Jarosław Kaczyński zarzucił, że to prowokacja, która ma wywołać zamieszki, bo na szczyt przyjadą alterglobaliści. Z kolei prawicowi komentatorzy szukają dowodów na poparcie słów prezesa i zarzucają premierowi kłamstwo.
Spotkanie polityków i przedstawicieli organizacji pozarządowych, którzy mają zastanawiać się nad działaniami mającymi zmniejszyć emisję gazów cieplarnianych, nieoczekiwanie stało się gorącym tematem polskiej dyskusji politycznej. Jarosław Kaczyński zarzucił, że wyznaczenie rozpoczęcia szczytu klimatycznego ONZ na 11 listopada to "jawna prowokacja".
Jarosław Kaczyński
prezes PiS
Premier przekonywał, że datę szczytu ustalono w 2008 roku i dopatrywanie się w tym jakiejkolwiek prowokacji to ocieranie się o obsesję. Jednak prawicowi dziennikarze szybko zajęli się tropieniem kulisów podejmowania decyzji o szczycie. Przytaczają depeszę PAP z grudnia 2012 r., w której mówi się o szczycie "na przełomie listopada i grudnia". Z kolei prof. Andrzej Zybertowicz, jeden z ideologów PiS przekonuje na Twitterze, że dobry zwyczaj w polityce międzynarodowej nakazuje, by nie organizować szczytów w święta państwowe. Niezależnie po której stronie leży racja wydaje się, że obie strony przyjęły za pewnik, że do zamieszek w Święto Niepodległości dojdzie.
