Czy polski konsument ma jakikolwiek wpływ na to, w jakich warunkach [url=http://shutr.bz/142NiPs]powstają produkowane w Azji[/url] towary?
Czy polski konsument ma jakikolwiek wpływ na to, w jakich warunkach [url=http://shutr.bz/142NiPs]powstają produkowane w Azji[/url] towary? Fot. Shutterstock.com / 1000 words

We wtorek internet poruszyła historia nieudanego samobójstwa chińskiej pracownicy fabryki produkującej elektronikę. Niektórzy twierdzą, że kupując sprzęt Apple'a, Samsunga czy Della, przykładamy rękę do takich tragedii. Pytanie tylko, co mamy w takim razie zrobić? Bo nie ma żadnej gwarancji, że inni producenci są bardziej uczciwi. Czy powinniśmy np. w ogóle nie używać smartfonów? To absurd.

REKLAMA
Historia 17-letniej Tian Yu, która kilka lat temu usiłowała popełnić samobójstwo nie mogąc znieść warunków pracy w chińskiej fabryce Foxconn, rozbudziła na nowo dyskusję o etycznych zakupach.
Powróciły te same spory i pytania, które niedawno przetoczyły się przez media w związku z tragedią w fabryce w Bangladeszu. Wiele osób twierdzi, że to dyskusje pełne hipokryzji, bo tak naprawdę nie chcemy (a często nie możemy) nikomu pomóc. Czy rzeczywiście tak jest? Czy w zglobalizowanej gospodarce nie da się już etycznie kupować?
Problem polega na tym, że nieważne, jak bardzo byśmy się starali, nasze zakupy zawsze będą z jakiegoś punktu widzenia “złe”. Nie kupimy smartfona produkowanego w fabryce Foxconn? Źle: zakład upadnie, robotnicy wylądują na bruku. Przestaniemy jeść mięso przerzucając się na nabiał? Źle: bydło mleczne żyje w jeszcze gorszych warunkach niż to przeznaczone do rzeźni. Rezygnujemy z odzieżowych sieciówek na rzecz ekologicznej bawełny? Źle: zapominamy, że transport tej bawełny z drugiego końca świata niszczy środowisko.
Gdyby konsekwentnie iść tym tropem można dojść do wniosku, że nasze “etyczne” wybory konsumenckie nie mają znaczenia, bo “suma zła” na całym świecie pozostanie mniej więcej niezmienna. Problem jest tym większy, że często nie mamy nawet szansy sprawdzić, czy kupując rzekomo “odpowiedzialnie”, nie dajemy się nabrać takiemu czy innemu lobby, które na naszej naiwności zbija po prostu kasę. I jak tu być “fair”?
Czy Fair Trade jest fair?
Zbigniew Szalbot z Koalicji Sprawiedliwego Handlu twierdzi, że powinniśmy zaufać certyfikatom takim jak Fair Trade. – Dzięki temu możemy oczekiwać, że pewne podstawowe wartości i zasady są w przypadku procesu produkcji danego towaru respektowane – mówi. Sam jednak przyznaje po chwili, że gwarancji nie mamy właściwie nigdy: – Często jest tak, że właściciele fabryk przygotowują się na zapowiedzianą kontrolę firmy certyfikującej i ukrywają wszelkie przejawy łamania praw pracowniczych – mówi Szalbot.
Jeszcze gorzej jest w takich branżach, gdzie żadne tego typu certyfikaty nie funkcjonują – tak jest np. w przypadku telefonów komórkowych. Jaki produkt mamy wybrać, jeśli media niemal ciągle donoszą o nadużyciach i łamaniu prawa u konkretnych producentów?
– Nawet gdybyśmy w ogóle przestali kupować komórki, możemy w ten sposób wyrządzić wiele szkód – tłumaczy Szalbot. Taki hipotetyczny konsumencki bojkot zachwiałby rynkami pracy i gospodarkami licznych krajów, skazując wiele osób na biedę. – Trudno więc jednoznacznie powiedzieć, że np. kupując smartfony czynimy źle – ocenia Szalbot.
"Zło dobrem zwyciężaj". Ale jak?
Licząc na bardziej jednoznaczne stanowisko o etyczne zakupy spytaliśmy pastora Mateusza Wicharego, przewodniczącego Rady Kościoła Chrześcijan Baptystów w RP. Czy chrześcijańska etyka może być drogowskazem w tej kwestii?
– Rzeczywiście, w Biblii znajdziemy wiele odniesień do spraw pieniędzy czy ekonomii. Wystarczy wspomnieć, że ⅓ przypowieści Jezusa porusza właśnie te zagadnienia – mówi pastor Wichary. Przyznaje jednak, że trudno mówić o bezpośrednich wskazaniach Pisma, na których można by się oprzeć.

Czy wstrzymanie się od zakupów danego towaru cokolwiek zmieni? Czy nie chodzi nam tylko o poprawę własnego samopoczucia? Byłem kiedyś w Ugandzie i wiem, że nasze europejskie pobożne życzenia dotyczące tego, jak pomagać ludziom na drugim końcu świata, często mają się nijak do rzeczywistości. Choć chrześcijanom powinna przyświecać ogólna maksyma “zło dobrem zwyciężaj”, to w tym konkretnym przypadku mądre pomaganie wymaga autentycznej i ciężkiej pracy intelektualnej.


Bez łatwego rozgrzszania
Prof. Paweł Łuków, etyk z Uniwersytetu Warszawskiego, twierdzi że choć nigdy do końca nie wiemy, jakie skutki przyniesie nasza rzekomo “etyczna” decyzja zakupowa, nie powinniśmy zbyt łatwo się rozgrzeszać. – Po pierwsze, rzadko jest tak, że dany produkt jest nam naprawdę absolutnie potrzebny do przeżycia. Co więcej, często możemy jednak wybrać ofertę konkurencji, która produkuje bardziej odpowiedzialnie – mówi etyk. Dotarcie do twardych dowodów na trzymanie standardów nie musi być wcale niemożliwe.
Zdaniem Łukowa prawdziwy problem etyczny nie polega na tym, że trudno nam być w stu procentach “fair”. – Problemem jest to, że nawet kiedy mamy przed oczami oczywiste dowody na nieuczciwość danego producenta, nic sobie z tego nie robimy – twierdzi.
Jak żyć (i być) fair?
Profesor przekonuje też do tego, by nie podchodzić do naszej odpowiedzialności zero-jedynkowo: nie jest tak, że jeśli nie wyrzucimy z szafy ubrań skompromitowanego giganta odzieżowego, czynimy źle. – Wystarczy, że więcej u niego nie kupimy – przekonuje etyk.
Również Mateusz Wichary i Zbigniew Szalbot są zdania, że wobec problemu etycznych zakupów nie jesteśmy całkowicie bezradni, niezależnie jak bardzo ta sprawa jest złożona. Godząc się z tym, że nigdy nie będziemy zupełnie “niewinni”, możemy starać się robić coś, by poprawiać los pracowników składających nasze smartfony czy zbierających tropikalne owoce.
Dobrym pomysłem może być np. udział w precyzyjnie wymierzonych bojkotach konsumenckich, które pozwalają wywierać presję na producentów. Pastor Mateusz Wichary zaznacza z kolei, że zamiast wstrzymywać się od kupowania składanych przez dzieci telefonów, powinniśmy raczej wesprzeć fundację, która tym dzieciom zapewni dostęp do edukacji. Wydaje się więc, że chcąc być odpowiedzialnym konsumentem, nie jesteśmy skazani na porażkę. Trzeba tylko chcieć.
A Wy jakie macie rady, jak kupować etycznie w XXI wieku?