
Pewien spóźnialski mieszkaniec Kielc tak bardzo chciał pójść z pielgrzymką na Jasną Górę, na którą się spóźnił, że... ukradł rower. Nie zdążył nawet dogonić pątników, a policja już go ujęła. Za marzenia o udziale w pielgrzymce może zapłacić teraz nawet kilkuletnim pobytem za kratami.
REKLAMA
Przesadna, źle rozumiana pobożność może doprowadzać do różnych absurdów. Potwierdził to pewien mieszkaniec Kielc chcący ubiegłą środę za wszelką cenę dołączyć do pątników, którzy wyruszyli w pieszą drogę do sanktuarium maryjnego na Jasnej Górze w Częstochowie. We Włoszczowej kielczanin zorientował się jednak, że mocno się spóźnił i pielgrzymka uciekła mu już sporo kilometrów. Nie stracił jednak wiary i natychmiast wpadł na pomysł, w jaki sposób jednak znaleźć się przed cudami słynącym obrazem.
Mężczyzna po prostu ukradł pierwszy rower, który stał w pobliżu. I na nim rozpoczął pościg za wymarzoną pielgrzymką. Kradzież szybko zauważył jednak właściciel jednośladu i błyskawicznie poinformował o niej policję. A funkcjonariusze popisali się tym razem wyjątkową skutecznością. Rozmodlony złodziej cieszył się swym łupem zaledwie kilkadziesiąt minut. Gdy z całych sił pedałował, by dogonić pątników, zatrzymali go policjanci.
Mała szkodliwość społeczna
Ktoś z ministerstwa sprawiedliwości wpadł na pomysł, by odciążyć sędziów i prokuratorów. Muszą sądzić i oskarżać jakichś małych złodziejaszków, którzy okradają staruszki zwijając im z portmonetek poniżej 200 złotych. CZYTAJ WIĘCEJ
Niedoszły pielgrzym nie kłamał. Natychmiast przyznał się do winy i wtedy zdradził powody, które pchnęły go do kradzieży. Zamiast na Jasną Górę trafił jednak na komisariat. Postawione mu zarzuty zagrożone są karą pozbawienia wolności do 5 lat. Teraz pobożnemu złodziejowi pozostaje więc tylko modlić się o jak najniższy wymiar kary i łagodność sądu.
Źródło: TVP.info

