Odpowiedziała na ogłoszenie o pracę, oszuści ukradli jej tożsamość i wzięli na nią kredyty

Finansowi oszuści znaleźli nowy sposób na kradzieże. Tym razem wyłudzają dowody osobiste.
Finansowi oszuści znaleźli nowy sposób na kradzieże. Tym razem wyłudzają dowody osobiste. fot. Radosław Jóźwiak / Agencja Gazeta
M. miała pracować przy obsłudze dużego wydarzenia. Odpowiedziała na ogłoszenie, ale zamiast kilkuset złotych, zaczęła dostawać polecenia zapłaty zaciągniętych na jej nazwisko kredytów - chwilówek. Tylko w naTemat opisujemy mechanizm, który pozwala oszukać każdego, kto wystarczająco desperacko potrzebuje pracy.

M. nie chce wypowiadać się publicznie o tej sprawie – boi się, że trafiła na przestępców, którzy mogą jeszcze wykorzystać zdobytą o niej wiedzę. Śledztwo wolała oddać w ręce policji, która bada kto i jakim sposobem ukradł jej tożsamość. Sprawą zajmuje się także prawnik, który pisze pozwy w procesach o odszkodowanie od banków. W tym tekście nie pojawią się więc szczegóły: miejsca i daty – te zastrzegła M. Nie pojawią się też nazwy firm, które ją oszukały. Nie wiadomo bowiem, czy przestępcy nie ukradli ich tożsamości z równą łatwością, co danych M.



W tej historii ważny jest mechanizm, który pozwala wykorzystać każdego, kto w poszukiwaniu pracy jest już na tyle zdesperowany, by zignorować kolejne lampki ostrzegawcze. Przeczytaj, zanim będziesz następny.

Młodzi, bezrobotni, zdesperowani
Od dziesięciu lat w corocznej ankiecie internetowej niemiecki Trendence Institut pyta studentów o oczekiwania i preferencje związane z rynkiem pracy. Z ostatniego badania przeprowadzonego przez instytucję wynika, że w Polsce o pracę obawia się aż 66,5 proc. absolwentów wyższych uczelni. I nic dziwnego. Nie dość, że na pierwszą posadę po studiach (według statystyk) trzeba czekać około pięciu miesięcy, to i tak nie wszyscy mają nawet to szczęście, by ją wówczas znaleźć W styczniu tego roku Polskie Stowarzyszenie Zarządzania Kadrami policzyło, że stopa bezrobocia wśród absolwentów może wynieść nawet 30 proc.

Nadziei na lepsze nie widać – nieśmiałe prognozy mówią o tym, że sytuacja dla młodych może poprawić się w 2016 roku. Nikt jednak nie zamierza dawać na to gwarancji. Zwłaszcza, że w ich przypadku brak pracy niekoniecznie związany jest z recesją – analitycy już od dawna trąbią o tym, że absolwenci po szkole są niedostosowani do wymogów pracodawców. Dla wielu jedyną szansą złapania pracy po studiach jest więc jak najszybsze gromadzenie doświadczenia.

Cenny wpis w CV
Dla M. to były najdłuższe wakacje życia. Zamiast wydawać pieniądze rodziców na wyjazdy, przynajmniej część postanowiła spędzić próbując dostosować się do wymogów rynku. Bardziej po ludzku: tyrając w knajpie. Choć pensja zarobiona w lokalu w centrum wojewódzkiego miasta przypominała bardziej kieszonkowe, M. była zadowolona. Pierwszy wpis w CV.

Kolejny miał pojawić się, kiedy znalazła w internecie ogłoszenie firmy organizującej duże wydarzenie. Firma potrzebowała młodych kobiet do pracy – chodziło o pomoc przy obsłudze. Wynagrodzenie? Równowartość połowy miesięcznej pensji M. W zgłoszeniu trzeba było wysłać jedynie swoje podstawowe dane.

M. dane wysłała, w odpowiedzi dostała e-mail, w którym poproszono ją o skan dowodu osobistego. Po co? Ponoć dla weryfikacji. M. uwierzyła, bo nikt nigdy nie powiedział jej, że dowód osobisty powinien być jedną z najpilniej strzeżonych przez nas tajemnic. Urząd wydając kartę nie dołącza instrukcji obsługi. W liceum uczą co prawda podstaw przedsiębiorczości, ale nie ma tam ani słowa o tym, czego ma prawo żądać pracodawca. Klasa poznaje za to sposób działania giełdy i dowiaduje się wiele o etyce w przedsiębiorstwie. Jeśli tylko na PP nie ćwiczy tańczenia poloneza.

Polecenie zapłaty
Kilka dni po tym, jak M. przesłała wymagane dokumenty, przyszedł do niej kolejny e-mail z firmy. Tym razem z prośbą o przelanie na konto drobnej kwoty pieniędzy, która zresztą natychmiast miała zostać zwrócona (cel: żeby na pewno wynagrodzenie doszło na dobre konto). I kolejny mail z linkiem do potwierdzenia rejestracji pracownika w internetowym systemie firmy.

Kiedy M. w niego kliknęła, została przeniesiona na... stronę banku. Link potwierdzał założenie konta internetowego. Dopiero wtedy nabrała wątpliwości. I zaczęła o dziwną rekrutację podpytywać znajomych.

Pracy oczywiście nie dostała, firma nigdy więcej nie wysłała jej żadnej wiadomości. Zamiast kilkuset złotych za obsługę wydarzenia, M. zaczęła natomiast dostawać polecenia zapłaty z firm oferujących pożyczki – chwilówki.

Odsetki rosną
W Polsce pracy nie ma już więcej niż co dziesiąta osoba aktywna zawodowo – stopa bezrobocia wynosiła w sierpniu 13 proc. To i tak mniej niż w miesiącach zimowych – bezrobotnych od wiosny do jesieni wysysają z urzędów prace sezonowe. Najgorzej, już tradycyjnie, jest w województwie warmińsko-mazurskim, gdzie w zimie pracy nie miało 22 proc. mieszkańców. W tym Robert.

Do niego też przyszły w tym roku pisma z firm zajmujących się szybkimi pożyczkami. On zemsty „firmy” się nie obawia, a jedyne, czego chce, to uwolnić się od kredytów. „W tamtym roku miał miejsce incydent wyłudzenia moich danych osobowych. Nieznajoma mi osoba podszyła się pod firmę mieszczącą się w pobliżu mojego miejsca zamieszkania i wyciągnęła ode mnie skan dowodu osobistego” - pisze mieszkaniec Giżycka z dramatycznym apelem na forumprawnym.org. - „Sprawę zgłosiłem na policji, ale ona nic z tym nie robi, a odsetki rosną”.

Jak to w chwilówkach. „W dzisiejszym, dynamicznym świecie wszystkim nam zależy na czasie, na szybkim rozwiązywaniu kryzysowych sytuacji. […] W dobie wszechobecnego Internetu i rozwiniętej telekomunikacji można wziąć szybką pożyczkę bez zaświadczeń online lub poprzez SMS” - reklamuje się jeden z serwisów oferujących podobne pożyczki. I zapewnia, że po to, by dostać pieniądze wystarczy jedynie dowód osobisty, konto w banku oraz ukończone 18 lat. Dla nowych klientów firma oferuje 500 zł od ręki. Rzeczywista stopa oprocentowania – ponad 30 proc.

Naiwniacy?
Główną obawą Roberta jest w tej chwili to, że będzie musiał spłacić nieswoje zobowiązania. Podobnie jak M. jest przerażony kwotą, do której może urosnąć powiększony o odsetki dług. Zwolnić z jego spłaty może tylko glejt od policji. Oboje zgłosili sprawy.

O całą sytuację trudno jednak winić firmy pożyczkowe (choć i te swoje mają za uszami - przed oszustwami, które stosują ostrzega m.in. UOKiK). Złodzieje, którzy ukradli tożsamość Roberta i M. posługiwali się zapewne wszystkimi wymaganymi przez nie danymi. Trudno też oceniać banki – niektóre z nich wprowadziły ostatnio usługi pozwalające na założenie konta internetowego zaledwie w kilka minut. Wystarczą podstawowe dane z dowodu osobistego i, jako potwierdzenie transakcji, przelew z innego rachunku, którego jesteśmy właścicielami. Główny argument: wygoda użytkowników.

Głównym podejrzanym w kwestii problemów Roberta i M. wydaje się więc ich własna naiwność. Pytanie brzmi jednak, ile podobnych osób nabierze się na atrakcyjne oferty dorywczej pracy, zanim policja zajmie się sprawą na poważnie. Bo potencjał dla oszustów, który tkwi na styku bezrobocia i desperacji powiększa się z każdym kolejnym procentem w statystykach GUS.

Trwa ładowanie komentarzy...