
Jarosław Kaczyński mówi w najnowszym wywiadzie o swoim zmarłym bracie. Przekonuje, że kampania prezydencka w 2010 roku wcale nie musiała być przegrana. Zarzuca też PO, że wykorzystała w kampanii parlamentarnej w 2011 roku zmanipulowany film, co przeważyło o zwycięstwie tej partii. Sporo mówi też o zaangażowaniu swojego brata w sprawy Gruzji.
Niezależnie od tego, jak bardzo jest to teraz zakłamywane, za jego czasów liczono się z nim. A co za tym idzie – liczono się z Polską. Miał opinię w amerykańskich analizach, że jest niesterowalny, ale że potrafi tworzyć koalicje, czyli że trzeba się z nim liczyć. Potrafił to robić – wymuszać na silniejszych korzystne dla nas decyzje. Pokazał, że Polska ma wystarczający do tego potencjał. Że nie trzeba prowadzić polityki takiej, jaka dziś jest prowadzona. Pewnie za to zapłacił życiem, ale to pokazał.
Według szefa PiS Lech Kaczyński mógł z powodzeniem ubiegać się o reelekcję, bo przed katastrofą smoleńską zaczęły spadać notowania rządu. Jarosław Kaczyński zapewnia, że kampania nie wcale miała się zacząć w Katyniu. Jego zdaniem wygrana Lecha Kaczyńskiego zmieniłaby także przebieg kampanii parlamentarnej z 2011 roku. PiS miało ją przegrać z powodu klipu "Nienawiść" przygotowanego przez PO. Widać na nim agresywnych obrońców krzyża, ale jak mówi Kaczyński jeden z nich to prowokator.
Źródło: "Do Rzeczy"

