"Tatuaż nie ma przecież wpływu na jakość pracy". O zdobienie ciała pytamy pracowników i pracodawców

O tatuaże w pracy pytamy pracodawców i pracowników.
O tatuaże w pracy pytamy pracodawców i pracowników. Fot.Tomasz Wiech / Agencja Gazeta
Tekst naszej blogerki Violetty Rymszewicz o tatuażach w pracy wzbudził wśród Was ogromne emocje. Pojawiały się głosy popierające wolność do osobistej ekspresji pracowników, jak i broniące prawa pracodawców do panowania nad wizerunkiem firmy i zatrudnionych w niej osób. O opinie na temat tatuaży zapytaliśmy więc obie strony: samych wytatuowanych oraz tych, którzy decydują o ich zatrudnieniu.

Nasza blogerka Violetta Rymszewicz wywołała w weekend swoim wpisem gorącą dyskusję. – Czy mamy prawo nosić wyraźne tatuaże w pracy? Gdzie leży granica pomiędzy prawem do indywidualizmu i wyrażania siebie, a koniecznością respektowania norm i zasad przyjętych w pracy? – pytała. Ile osób, tyle odpowiedź. Poniżej tylko kilka z kilkuset komentarzy internautów.



– Tatuaże to sztuka i prywatna sprawa danego człowieka. Ale w Polsce, jeszcze długo będzie brane to pod uwagę w procesie rekrutacji... taka mentalność społeczna – przekonywał Jacek Gadzinowski, bloger, przedsiębiorca, specjalista sprzedaży, marketingu i komunikacji.

Bart Krawczyk

Mam znajomego, który od lat związany jest z subkulturą metalową. Ma swoje projekty muzyczne, gra ciężkie brzmienia, ma dużo tatuaży i długie włosy. Oprócz tego zawodowo uczy dzieci w szkole. Co prawda nie może tatuaży pokazywać w trakcie lekcji, ale to, że takowe posiada nie przeszkadza dyrekcji.


– Za 5-10 lat nie będzie mowy o dyskryminacji w pracy z powodu posiadania tatuaży, gdyż stanie się to naturalne – pisał z kolei Cristiano Ka. Wiele osób wskazywało natomiast na to, że ważniejsze od samego faktu posiadania tatuażu jest to, co on przedstawia: czy jest obraźliwy, agresywny, nieestetyczny, itp.

Byli jednak i tacy, którzy twardo bronili prawa pracodawców do odrzucania kandydatów, którzy mają tatuaże.

kociłapka

Dla mnie to jest oczywiste, że firma nie chce zatrudnić kogoś, kto nosi tatuaże. Większość pracodawców wie doskonale, że wygląd pracownika to podstawa i ma prawo wymagać od swojego pracownika takiej aparycji, która nie kłóci się z profilem firmy.


A co na ten temat sądzą sami pracodawcy oraz ich wytatuowani pracownicy?

Tatuaż w przedszkolu? Czemu nie!
29-letni Janek Nowacki z Warszawy pracuje w dużej firmie medialnej i przyznaje, że zarówno w tej, jak i innych korporacjach, w których pracował, nikt nie miał problemu z jego tatuażami.

– Często mam odsłonięte przedramiona i nie spotkałem się z jakąkolwiek negatywną reakcją – mówi. Dodaje, że ma kolegę, który ma wytatuowane obie dłonie, a z zawodu jest handlowcem. I nikomu to nie przeszkadza. W jego pracy jest sporo wytatuowanych w widocznych miejscach osób. – Widuję nawet gościa z tatuażem na szyi – mówi.

Zupełnie ze swoimi tatuażami nie kryje się w pracy Karolina Wojcieszek. I to mimo faktu, że pracuje w przedszkolu. – Dzieciom bardzo się podobają, ich rodzice też nie mają nic przeciwko – mówi. Spośród swoich pięciu tatuaży trzy wykonała już podczas pracy w tej właśnie placówce. Karolina przyznaje jednak, że to dość wyjątkowe przedszkole – o profilu artystycznym.

– Wydaje mi się, że w publicznych placówkach, gdzie średnia wieku pracowników jest wyższa, a podejście do świata nieco bardziej konserwatywne, mogłoby nie być zgody na moje tatuaże – spekuluje. Dlatego też na rozmowach o pracę starała się nie eksponować obrazków zdobiących jej ciało.

Inaczej jest z pragnącym zachować anonimowość Pawłem z Krakowa, pracownikiem sektora finansów. Z tatuażami, którymi ozdobił swoje ciało, stara się w pracy nie obnosić. – W branżach bazujących na zaufaniu, takich jak np. finanse, pracownicy front-office'u z zasady powinni planować tatuaże w miejscach niewidocznych dla klientów – mówi.

Jego zdaniem z upływem lat tatuaż przestał się co prawda kojarzyć z recydywą, ale nawet jako osoba wytatuowana ma pewne zastrzeżenia: – Miałbym chyba problem z wzięciem kredytu hipotecznego od osoby z trupią czachą na grdyce – przyznaje.

Tatuaż a jakość pracy
Mecenas Mariusz Bartosiak z kancelarii Bartosiak & Wspólnicy przyznaje, że w jego branży jest podobnie jak wśród finansistów. W swojej karierze nigdy nie spotkał prawnika czy sędziego, który miałby w widocznym miejscu tatuaż.
– Trudno mi to sobie nawet wyobrazić – śmieje się dodając, że nie jest pewien, czy zatrudniłby osobę z widocznym tatuażem, np. na szyi czy dłoniach.

– W mojej pracy wizerunek jest bardzo ważny. Osoba, z którą spotyka się klient musi mieć wygląd kojarzący się z powagą, rzetelnością, zaufaniem – tłumaczy Bartosiak.

Znacznie bardziej liberalny stosunek do tatuaży wśród pracowników ma natomiast wiceprezes Zarządu Tesco w Polsce, Piotr Korek.

Pod tym względem panuje w naszej firmie pełna wolność. Jeśli tatuaże mają być lustrem duszy i ktoś uważa, że to właśnie jest sposób na wyrażanie emocji, nie będziemy go spychać na margines.


Korek zastrzega jednak, że jest tak pod warunkiem, iż ozdoby ciała nie są w jakiś sposób niestosowne, wulgarne i nie wzbudzają negatywnych emocji czy dyskomfortu po stronie klienta. – Wówczas będziemy się starać, żeby taka osoba nie pracowała z klientem, lecz gdzieś na zapleczu sklepu – mówi Korek.

Monika Marianowicz, rzeczniczka prasowa sieci Empik twierdzi, że jej firma nie ma nic przeciwko tatuażom pracowników pod warunkiem, że nie są obsceniczne, natarczywe bądź wulgarne, nie manifestują rasistowskich i ksenofobicznych poglądów, ani nie rażą uczuć religijnych innych osób.

– W naszych szeregach, czy to w centrali spółki czy w salonach, jest mnóstwo osób z tatuażami – mówi Marianowicz, podkreślając, że firma podchodzi do tego aspektu wyglądu pracowników zdroworozsądkowo. – Tatuaż nie ma przecież wpływu na jakość pracy – podsumowuje. I chyba dobrze byłoby, gdyby wszyscy pracodawcy wzięli sobie tę myśl do serca.
Trwa ładowanie komentarzy...