Grupa naTemat

Mieli pomóc, a wpędzili w spore problemy finansowe. Spece od odszkodowań są poza wszelką kontrolą, więc na nas żerują

Firmy odszkodowawcze to często twory prowadzone przez bardzo nieuczciwych [url=http://shutr.bz/17EIovj]biznesmenów[/url].
Firmy odszkodowawcze to często twory prowadzone przez bardzo nieuczciwych biznesmenów. Fot. Shutterstock.com
Masz problem z uzyskaniem odszkodowania i rozważasz zwrócenie się o pomoc do fachowców? Uważaj! Ogłoszeń specjalistów w tym zakresie nie brakuje, a ich wizytówki wręczają nawet agenci towarzystw ubezpieczeniowych. Niestety, większość z nich szybciej wpędzi nas w naprawdę spore problemy niż pomoże zdobyć pieniądze. Takim "fachowcom" uwierzyła nasza czytelniczka. Dziś zamiast pieniędzy z odszkodowania ma do zapłacenia koszty przegranego procesu. O którym nikt jej nawet nie poinformował...

– Najpierw lekarz orzekł, że mam nieodwracalne straty na zdrowiu, a we wniosku do ubezpieczyciela wpisał coś innego – mówi naTemat pani Katarzyna z Białegostoku, która w wypadku doznała poważnego urazu ręki i z tego tytułu zamierzała dochodzić odszkodowania. Z powodu lekarskiego błędu w dokumentowaniu jej problemów ze zdrowiem towarzystwo ubezpieczeniowe odmówiło jednak wypłaty pieniędzy, których się spodziewała.


– Odwołałam się, wskazując na opinię jeszcze dwóch innych lekarzy – wspomina. To niestety nie pomogło. Jednak w towarzystwie ubezpieczeniowym pani Katarzyna nie została bez pomocy. Tak jej się przynajmniej wówczas wydawało. – Pan z towarzystwa ubezpieczeniowego wskazał mi kancelarię, która miała mi pomóc – mówi o momencie, w którym... zaczęły się naprawdę spore problemy.

Ubezpieczeniowa zasadzka
Co prawda, gdy skontaktowała się z poleconą (przez agenta towarzystwa, z którym walczyła o odszkodowanie) kancelarią, wszystko zapowiadało się bardzo dobrze. Pani Katarzyna przekazała fachowcom swoje pełnomocnictwo i od tej chwili miała spokojnie czekać na rozwój wydarzeń. Czekała bardzo długo. Nie mając w tym czasie pojęcia, że reprezentowaniem jej nie zajmuje się już kancelaria, a działająca przy niej spółka z ograniczoną odpowiedzialnością.

W czasach postępującego kryzysu na rynku usług prawniczych, prawnicy powołują do życia takie twory, by zyskać prawo do reklamy i wyrwać się niektórymi usługami (szczególnie z zakresu ubezpieczeń) spod wszelkiego nadzoru i po prostu obniżyć koszty. Chodzi zwłaszcza o te związane z kadrami, bo w "kancelariach odszkodowawczych" wykształceniem prawniczym zwykle legitymuje się co najwyżej właściciel. Pozostali "eksperci" to zbieranina przypadkowych osób.

Tego typu spółek nie brakuje na rynku. Reklamują się na każdym rogu, ale często na wspaniałych zapewnieniach rozwiązania każdego problemu z ubezpieczeniem się kończy. Nie inaczej było w przypadku naszej czytelniczki. Powierzyła swoją sprawę polecanej przez profesjonalistę kancelarii, więc spodziewała się, że brak wiadomości musi być znakiem, iż wszystko idzie po jej myśli. Tymczasem w firmie, która miała wywalczyć należne jej odszkodowanie po prostu nikt się nią nie przejmował.

Zapłać i o nic nie pytaj
Została jedynie zaproszona na rozmowę na temat okoliczności wypadku, w którym ucierpiała. Później nastąpiło długie milczenie. W tym czasie nikt nie poinformował jej, iż zmienił się podmiot prowadzący sprawę, a osoba za nią odpowiedzialna sama trafiła na długo do szpitala. Nikt nie dał jej znać również o tym, że jej przypadkiem zajął się sąd. I... że w tym sądzie przegrała. – W lutym 2013 dowiedziałam się, że sprawa odbyła się w październiku 2012. Nie z kancelarii. To z sądu przyszło pismo z kwotą kosztów procesu do uiszczenia – opowiada pani Katarzyna. Minął termin odwołania - 7 dni.

Mogła co prawda dochodzić jeszcze swoich praw w radzie adwokackiej, ale postanowiła nawet nie próbować. Dopiero wtedy prześwietliła bowiem wszystkie okoliczności w jakich zajmowano się jej sprawą. I okazało się, że wśród właścicieli spółki, której została z kancelarii przekazana jej sprawa znajduje się wpływowy adwokat, członek tamtejszej Okręgowej Rady Adwokackiej. Pani Katarzyna mówi więc, iż nawet nie ma nadziei, że ktoś w Białymstoku zechce przyjrzeć się jej sprawie na poważnie. Czuje, że została wystawiona już w towarzystwie ubezpieczeniowym, gdy agent doradził jej zwrócenie się o pomoc do prawników.

Poza prawem
– Obawa o nieuczciwość całego środowiska jest pewnie nieco przesadzona. Poza tym, zawsze warto wyczerpać wszystkie możliwości, by mieć dalsze prawo kwestionowania rozstrzygnięć – komentuje dla na temat doświadczony prawnik specjalizujący się w problematyce ubezpieczeniowej, który prosi o zachowanie anonimowości.
– Jednocześnie tak właśnie wyglądają dzisiaj realia w tej branży. Kancelarie odszkodowawcze nie mają wiele wspólnego z prawem, a jeśli nawet zakładają je prawnicy, to zwykle ci, którzy za standard w naszym zawodzie uważają prawa naginanie lub jego obchodzenie – dodaje nasz rozmówca.

– Tymczasem doprowadzenie do tego, że sytuacja klienta staje się o wiele gorsza niż była i że wszystko dzieje się za plecami klienta jest niegodne prawnika. Niestety trzeba ostrzegać, że dzisiaj w świecie ubezpieczeń z powodzeniem działa mnóstwo osób, dla których ludzie zwracający się z problemami są jedynie źródłem łatwych pieniędzy – stwierdza prawnik.

Sytuację podobnie widzi Marcin Tarczyński z Polskiej Izby Ubezpieczeń. – Zastanawiające jest już to, że do firmy odszkodowawczej skierowano poszkodowaną w towarzystwie ubezpieczeniowym. Agenci mają bowiem świetną wiedzę na temat tego, jaki poziom usług gwarantują tego typu kancelarie. Nie ma nad nimi bowiem żadnego nadzoru, co jest ewenementem na rynku ubezpieczeniowym. Ponieważ zarówno ubezpieczyciele, agenci, jak i brokerzy jakiemuś nadzorowi zawsze podlegają. Dodatkowo taką działalność mogą obecnie zakładać właściwie wszyscy – ostrzega.

Mogło być gorzej?
Marcin Tarczyński przyznaje też, że odcięcie od wszelkich informacji jest częstą praktyką stosowaną przez firmy odszkodowawcze zaraz po podpisaniu umowy. – Bardzo często ich klienci nie są w stanie dowiedzieć się na jakim etapie jest postępowanie. Gdyby tymczasem kontaktowali się z ubezpieczycielem bezpośrednio, na każdym etapie prawo zmuszałby go do przekazanie pełnej informacji. Pełnomocnik z firmy odszkodowawczej tymczasem takiego obowiązku nie ma. Klient często ma za to obowiązek zapłacić mu bardzo wysokie wynagrodzenie. Niezależnie od tego, jak się sprawa rozstrzygnie – tłumaczy Tarczyński.

Naszą czytelniczkę pomoc fachowców wpędziła w jeszcze większe problemy niż miała przedtem. Jest owszem wielu klientów podobnych spółek, którzy ostatecznie wygrywają trudne boje o odszkodowanie jednak otrzymują jedynie część należnych pieniędzy. Reszta idzie na "zasłużone honorarium". – Takich niebezpiecznych dla poszkodowanych praktyk stosowanych przez kancelarie odszkodowawcze jest niestety bardzo wiele. A wszystkie te problemy biorą się właśnie z tego, że jest to wciąż działalność nienadzorowana i nieuregulowana – ocenia ekspert.

ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
FinansePrawo
Skomentuj