Długi sen to strata czasu? "Śpię 4,5 h na dobę, mam więcej czasu wolnego"

Fot. Business Insider
Eugeniusz Dubowoj od dwóch lat śpi po 4,5 godziny na dobę i zapewnia, że czuje się znakomicie. – Największą zaletą takiego rozwiązania jest to, że każdego roku zyskuję około dwóch miesięcy dodatkowego czasu – podkreślił 22-letni Rosjanin, który należy do zwolenników koncepcji snu polifazowego.

Dubowoj powiedział portalowi Business Insider, że każdej nocy przesypia 3,5 godziny. Później, już w ciągu dnia, 22-latek urządza sobie trzy 20-minutowe drzemki. Stosowany przez niego schemat jest wariantem tzw. snu polifazowego. Większość ludzi pogrąża się we śnie tylko raz w ciągu doby, by przespać za jednym zamachem siedem, osiem godzin. Jest to tzw. sen monofazowy. Sen polifazowy rozbija natomiast dobowy odpoczynek na kilka oddzielnych drzemek.



Taka parcelacja ma skłaniać organizm do "skupiania się" na fazie snu określanej skrótem REM (Rapid Eye Movement), podczas której występują szybkie ruchy gałek ocznych, wysoka aktywność mózgu oraz sny. Odpowiednio wytrenowana osoba potrafi wejść w fazę REM kilka minut po rozpoczęciu drzemki, pomijając znaczną część innych faz.

Zwolennicy snu polifazowego – w tym Dubowoj – podkreślają, że zabiera on znacznie mniej czasu od snu monofazowego, pozwalając przy tym na równie dobry, o ile nie lepszy, wypoczynek. – Zawsze przepełnia mnie energia, nigdy nie jestem senny. Nie potrzebuję żadnych napojów energetycznych. Kiedy spałem monofazowo, sen zajmował mi od siedmiu do dziewięciu godzin, a i tak nie mogłem sobie wyobrazić poranka bez kubka kawy – powiedział Rosjanin.

Dubowoj przyznał, że przestawienie się na sen polifazowy nie było łatwym zadaniem. Jego przejście składało się z trzech oddzielnych etapów. Najpierw Rosjanin podporządkował swój monofazowy sen ścisłemu planowi. Następnie podzielił sen na dwa 4-godzinne bloki, oddzielone od siebie 2-godzinną przerwą, podczas której np. czytał książki. Ostatnim etapem było zastąpienie drugiego bloku trzema 20-minutowymi drzemkami.

Do pracy z poduszką i zatyczkami do uszu
Pierwsze "polifazowe" doby nie należały do przyjemnych, ponieważ Dubowoj nie potrafił jeszcze szybko zasypiać w ciągu dnia – drzemki nie zapewniały więc wystarczającego odpoczynku. W końcu jego organizm przywykł jednak do nowego harmonogramu. Przejście od snu monofazowego do polifazowego zajęło Rosjaninowi trzy tygodnie.

Według niego konieczność ucinania drzemek w pracy nie jest żadnym problemem. – Niektórzy ludzie idą zapalić albo zjeść lunch. Ja po prostu idę spać – oświadczył Dubowoj, który wychodząc z domu, zabiera ze sobą zestaw składający się z maty, poduszki, przeciwsłonecznych okularów, telefonu z budzikiem oraz zatyczek do uszu.

Sen polifazowy, przy wszystkich przypisywanych mu zaletach, ma jednak dość poważną wadę – wymaga ścisłej dyscypliny. Usypiać należy o precyzyjnie wyznaczonych godzinach, nie można również pomijać zaplanowanych drzemek. Odejście od schematu "rozreguluje" bowiem organizm, a powrót do polifazowego cyklu może zająć nawet kilka dni. Nie należy także drzemać po spożyciu alkoholu, ponieważ może on zakłócić fazę REM.

Sen polifazowy nie jest dla wszystkich
Dubowoj, który pracuje obecnie nad aplikacją SmartSleep, ułatwiającą przestawienie się na sen polifazowy, zaznaczył, że poleca go wyłącznie osobom nieposiadającym żadnych problemów zdrowotnych.

O tym, że sen polifazowy nie jest dobrą ofertą dla wszystkich, powiedział także dr Matt Bianchi z Harvard Medical School. – Każdy jest inny. Niektórzy wypijają napój z kofeiną i zostają pobudzeni, podczas gdy inni nie doświadczają takiego efektu. Zatem jedna osoba może być dobrze przystosowana do snu polifazowego, a kogoś innego może on przyprawić o senność – zaznaczył dr Bianchi.


źródło: Business Insider
Trwa ładowanie komentarzy...