![[url=http://shutr.bz/1jsMD6E] Pot[/url], smród i impreza](https://m.natemat.pl/a9cd1390ce9995e6b0ce6d9265057563,1500,0,0,0.jpg)
Temat niezbyt przyjemnie pachnących ludzi w komunikacji miejskiej jest maglowany od zawsze – zarówno w mediach, jak i w rozmowach prywatnych. Chociażby wczoraj, znajomy opowiedział mi historię o tym, jak w zatłoczonym autobusie dziecko zmuszone do stania obok mocno śmierdzącego alkoholika po prostu zwymiotowało, a późniejszą scenę ucieczki pasażerów można było z powodzeniem określić jako dantejską. „Śmierdzący kelnerzy”, dzięki Magdzie Gessler, także mieli swoje pięć minut mediach, pot w urzędach również, jednak mam wrażenie, że o cuchnącej kulturze i rozrywce jeszcze nie wspominano. Bo to pewien paradoks, prawda?
Ten klub był dla mnie „inspiracją”. Zdziwiłam się, że w ubiegłą sobotę już czwarty raz przydarzyła się sytuacja, kiedy ktoś okropnie spocił się w trakcie imprezy i trzeba było po prostu wyjść. Co dziwi tym bardziej w momencie, kiedy lokal nie jest podrzędnym barem, speluną, albo sklepem z wódką, a stanowi jedną z lepszych propozycji na wieczór.
Zatem śmierdzi nie tylko rozrywka, ale i kultura, co potwierdza także Wojtek, dwudziestolatek z Warszawy. – Wybrałem się ostatnio na koncert, który odbywał się Miejscu Projektów Zachęty. Sala była niewielka, a wydarzenie bardzo kameralne. Bezpośrednio z podwórza wchodziło się do pomieszczenia, w którym grał zespół. Ktoś z ekipy organizatora uporczywie przytrzymywał drzwi tak, żeby były uchylone, przez co wszystkim gościom wiało po plecach – opowiadał Wojtek.
Co zatem robić w sytuacji, kiedy czyjeś towarzystwo na imprezie jest nie do wytrzymania? Jarek, ochroniarz w jednym z warszawskich klubów zapytany o to, czy zdarzyło mu się kogoś wyprosić z powodu nieprzyjemnego zapachu, odpowiada, że niejednokrotnie był do tego zmuszony. Na ostatnie słowo kładzie szczególny nacisk.
Obsługa wyprasza "pachnących" delikwentów nie tylko z klubów. Agnieszka, pracująca w niewielkim, studyjnym kinie na Żoliborzu, dwukrotnie wypraszała nieprzyjemnie pachnących widzów z seansu. – Naprawdę przykro jest mówić obcej osobie, że jej zapach sprawia problem, jednak trudno dziwić, że ktoś prosi o interwencję. Sala kinowa nie jest ogromna i klimatyzowana, jak w multipleksach, przez co smród dochodzi do wszystkich widzów.
Fakt, iż problem jest poważny, potwierdza nasz bloger, Piotr Kłyk, trener w "Szkole Dobrych Manier", znawca savoir-vivre. – To kwestia bardzo dotkliwa i my, jako osoby dbające o higienę, możemy sobie nie zdawać sprawy z tego, jak często pojawia się taki problem. Zasady dotyczące higieny wynosi się z domu, lecz niestety nie wszystkim było dane odpowiednio się z nimi zapoznać – twierdzi.
