POPULARNE: "Wyznania hieny". Były dziennikarz tabloidu ujawnia kulisy pracy

Narodowcy chcą wziąć udział w rozbiorze Ukrainy. To nie tylko niemożliwe, ale i szkodliwe dla naszych stosunków

Narodowcy chcą wykorzystać niepokoje na Ukrainie, by dokonać rozbioru tego państwa.
Narodowcy chcą wykorzystać niepokoje na Ukrainie, by dokonać rozbioru tego państwa. Fot. Marcin Stępień / Agencja Gazeta
Narodowcy z zainteresowaniem patrzą na Ukrainę. Ale nie po to, by kibicować im w uwalnianiu się spod rosyjskiej kurateli, ale by wspomóc… jej rozbiór. Oficjalnie politycy Ruchu Narodowego nie są już tak wojowniczy, ale z ich komentarzy można wywnioskować, że polska flaga nad Lwowem to jedno z ich marzeń.

Związane z narodowcami media przyniosły swoim sympatykom radosną wiadomość: Lwów znowu może być nasz. Według portali kresy.pl i narodowcy.net niepokoje na Ukrainie mogą zakończyć się nie zmianą władzy czy przebudową systemu politycznego, ale rozbiorem Ukrainy. Powołując się na rosyjskie i rumuńskie media przekonują, że Rumunia i Węgry już przygotowują się, by zbrojnie zająć zamieszkiwane przez mniejszości części Ukrainy.

W samej Rumunii rumuńska prasa centralna przygotowuje opinię publiczną do takiego wariantu rozwoju wydarzeń. Wykorzystując bieżące wydarzenia na Ukrainie, 25 stycznia prawie wszystkie główne media rumuńskie zaczęły wygłaszać wezwania do interwencji wojskowej przeciw Ukrainie w celu "obrony dawnych rumuńskich terytoriów". CZYTAJ WIĘCEJ


Pod tekstami nie brakuje komentarzy przychylnych inicjatywie. "Skoro Rumuni chcą odebrać co swoje to może i Polska się upomni o Kresy" – pisze czytelnik na kresy.pl. "Wbrew pozorom Rumunia ma realne możliwości realizacji takiego wariantu, niestety my Polacy ze smutkiem i goryczą w sercu możemy tylko patrzeć na ich działania (…)" – dodaje kolejny.

Marsz Niepodległości na Lwów?
Na oficjalnym fanpage'u Marszu Niepodległości artykuł udostępniono z komentarzem: "Możemy być świadkami bardzo ciekawej historii, niestety tylko świadkami". – Fan page prowadzi pan Witold Tumanowicz [prezes Stowarzyszenia Marsz Niepodległości – przyp. naTemat]. To zwykła zajawka, nie wyciągałbym na jej podstawie żadnych wniosków – mówi Artur Zawisza, jeden z organizatorów Marszu Niepodległości. Nie mogliśmy dodzwonić się do Tumanowicza, by spytać go o to, jak należy rozumieć jego wpis na Facebooku Marszu Niepodległości.

Również Zawisza zgrabnie unika mówienia o swoim stosunku do ewentualnego rozbioru. Ale daje do zrozumienia, że powinniśmy mocniej angażować się na zachodnich rubieżach Ukrainy. – Polska powinna już w trakcie negocjacji umowy stowarzyszeniowej postawić warunek ustanowienia autonomii samorządowej dla jednostek, gdzie przeważają Polacy – postuluje Zawisza.

"Każdy gra o swoje"
Pytam, czy podobnej autonomii powinni domagać się Niemcy wobec gmin na Opolszczyźnie i Śląsku. – Proszę pana, nie jestem Niemcem. Każdy naród powinien troszczyć się o swoje. Polska i tak już przyznała Niemcom duże przywileje – przekonuje Zawisza, były poseł PiS, dzisiaj jeden z liderów Ruchu Narodowego.

Argumentuje też, że nie należy porównywać dyskusji pod artykułem w internecie z pojawiającymi się w debacie publicznej postulatami ukraińskich nacjonalistów. Narodowcy chcą przyłączenia do Ukrainy kilkunastu polskich powiatów z takimi miastami jak Sanok, Zamość czy Przemyśl. Jak widać w wypowiedziach Zawiszy polscy nacjonaliści wystrzegają się tak ostrej retoryki.

Ale nie ich sympatycy, co aż bije po oczach z komentarzy w internecie. A jak wiadomo politycy mówią to, co usłyszeć chcą ich wyborcy. Wydaje się więc tylko kwestią czasu, by również liderzy Ruchu Narodowego zaczęli wzywać do powrotu Lwowa do Polski.

Monachium 2014
Budzenie nacjonalistycznych demonów to niebezpieczny sposób walki o głosy wyborców. Raz rozbudzone demony przeszłości mogą być niemożliwe do uspokojenia. To obosieczna broń, która może dotkliwie pokaleczyć nie tylko posługujących się nią narodowców, ale wszystkich, którzy stoją wokół.

Poza tym same nasuwają się skojarzenia z jednym z najbardziej haniebnych epizodów w historii Polski – udziałem w rozbiorze Czechosłowacji w 1938 roku. Dzisiaj niebezpieczeństwa powtórki z Monachium nie ma, ale sama dyskusja o scenariuszu rozbioru niepodległego państwa jest dalece niestosowne.

Tak jak nie chcielibyśmy, aby Niemcy mówili o zwrocie Szczecina, Wrocławia czy Opola, tak powinniśmy porzucić mrzonki o Lwowie, Wilnie czy Kownie. To wizja może i romantyczna, przywołująca czasy potęgi Rzeczypospolitej Obojga Narodów, ale zupełnie oderwana od realiów. Trzeba pamiętać, że nasza unia z Wielkim Księstwem Litewskim była oparta na partnerstwie, a nie zbrojnym podporządkowaniu jednych drugim.

Wzajemny szacunek, nie wrogość
Dlatego dzisiaj powinniśmy oczekiwać zarówno od władz Litwy, jak i Ukrainy szacunku dla polskiej mniejszości, respektowania jej prawa do zachowania tożsamości i wyrzekania się ksenofobii. Ale sami powinniśmy postępować tak samo. Tymczasem nie brakuje u nas rozważań nad możliwością odzyskania Kresów, co z uśmiechem na twarzy rozważał Mariusz Max Kolonko.

Gdy na sile przybierały protesty na kijowskim Majdanie idol polskiej prawicy zaczął zastanawiać się, jak można doprowadzić do przyłączenia zachodniej Ukrainy. Krytykował go nawet znany z prawicowych sympatii ks. Tadeusz Isakowicz-Zalewski.

Bo tylko ostra krytyka jest odpowiedzią na tak absurdalne pomysły. Niestety znając polską prawicę będziemy musieli ich wysłuchiwać często, bo kampania wyborcza do Parlamentu Europejskiego dostarczy ku temu wielu okazji. Oby skończyło się tylko na gadaniu.

ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
UkrainaNarodowcy
Skomentuj