Krew i włosy papieża trafiają do setek parafii na całym świecie. Kiedy relikwia staje się gadżetem

Ampułki z krwią papieża Jana Pawła II przyjęło w Polsce ponad 100 parafii
Ampułki z krwią papieża Jana Pawła II przyjęło w Polsce ponad 100 parafii Fot. Michał Lepecki / AG
Tylko w Polsce krople krwi zmarłego papieża Jana Pawła II przechowywane są w co najmniej stu parafiach, a niektóre kościoły mogą poszczycić się nawet jego włosami. Kult relikwii rośnie w siłę, a za nim frekwencja w wyróżnionych szczątkami świątyniach. Jedynie nieliczni przypominają, że jeszcze kilka lat temu kardynał Dziwisz zapewniał, iż o takim rozdawnictwie nie będzie mowy. Ale zaraz dodają: "Przecież biznes is biznes".

Ostatni raz o relikwiach Jana Pawła II usłyszeliśmy ledwie kilka dni temu. We włoskim mieście L'Aquila skradziono skrawek sutanny papieża z kroplą jego krwi z dnia zamachu 13 maja 1981 roku. Do złodzieja zaapelował z Polski metropolita krakowski kardynał Stanisław Dziwisz. "Choć historia Kościoła jest pełna kradzieży obiektów sakralnych, po raz pierwszy ukradziona została relikwia umiłowanego papieża Wojtyły. To ciężki cios dla nas wszystkich" – powiedział. Po kilku godzinach fragment materiału z krwią papieża na szczęście jednak odnaleziono.

Pielgrzymka krwi
Biorąc pod uwagę skalę kultu papieskich relikwii, rzeczywiście można się dziwić, że to pierwszy tego typu problem. Od momentu beatyfikacji Karola Wojtyły, która miała miejsce w maju 2011 roku, do parafii w Polsce i za granicą trafiło zarówno wiele ampułek z krwią papieża, czyli relikwii I stopnia, jak i niżej klasyfikowanych "przedmiotów należących do zmarłego"..

Ile dokładnie? Ciężko stwierdzić, ale w 2012 roku Katolicka Agencja Informacyjna podawała, że krople krwi przyjęło około 100 kościołów i kaplic (niektóre, m.in. w Wadowicach, Tarnowie i Radomiu więcej niż jedną). Są jeszcze włosy i ząb (lewa dolna trójka), który kardynał Dziwisz, wieloletni osobisty sekretarz, papieża, podarował parafii z Legionowa. To Polska, a krew Wojtyły powędrowała także do Stanów Zjednoczonych, Austrii, Włoszech, Francji, Meksyku, Kanady czy Niemiec.


W mediach chyba najgłośniej było o niej jednak nie przy okazji pielgrzymek do kolejnych parafii. W lutym 2011 roku kard. Dziwisz zaprosił dziennikarzy i niespodziewanie ogłosił, że zdecydował się podarować kroplę wraz z fragmentem szaty papieża kierowcy rajdowemu Robertowi Kubicy, który uległ ciężkiemu wypadkowi. Wtedy za "rozdawnictwo" relikwii skrytykował go Tomasz Terlikowski, przypuszczając, że Kubica na taki dar jednak nie zasłużył.

Kardynał nie odmawia
Dziś trudno uwierzyć, ale nawet po śmierci Jana Pawła II niewiele wskazywało na to, że relikwie w ten sposób będą wykorzystane. W testamencie papież polecił, by to właśnie kardynał Dziwisz "czuwał" nad sprawami związanymi z zagospodarowaniem rzeczy, które pozostawił po sobie. Sekretarz Wojtyły na tej podstawie otrzymał dwie pojemniki z krwią, którą pobrano do transfuzji w ostatnich dniach życia Ojca Świętego i szybko wypowiedział się publicznie, czego nie zamierza z nią zrobić.

"Zasada nasza będzie taka, by za bardzo nie rozszerzać czci krwi Jana Pawła II. Są też inne relikwie, II stopnia" – przekonywał w miesiącu beatyfikacji. Wtedy przypominano też słowa rzecznika Dziwisza ks. Roberta Nęcka, który dwa lata wcześniej mówił, że "Kościół odchodzi od dosłownego traktowania religii". Co się więc takiego stało, że kardynał odszedł od tej polityki?

– Siłą rzeczy to on jest jest kustoszem tych relikwii w Polsce, To do niego z wielu parafii spływają prośby, by je udostępnić. Myślę, że na początku wyszedł z pewnego założenia, a potem docierały do niego kolejne zapytania i już nie chciał odmawiać. To sprawiło, że dziś mamy relikwie rozsiane po całym kraju – komentuje w rozmowie z naTemat Marek Zając, dziennikarz "Tygodnika Powszechnego".

"Średniowieczne praktyki"
Postać kard. Dziwisza jest kluczowa w kontekście boomu na papieskie relikwie. Często, choć po cichu, z samego Kościoła dobiegają wątpliwości, czy sposób, w jaki nimi dysponuje, jest właściwy. Dobrze obrazują to okoliczności, w jakich zrodził się pomysł umieszczenia ampułki z krwią Wojtyły w Sanktuarium Jana Pawła II w krakowskich Łagiewnikach (wprowadzenie relikwii odbyło się w czerwcu 2011 roku). Najostrzej tę propozycję komentował wówczas ojciec Krzysztof Mądel.

"To powrót do średniowiecznych praktyk Kościoła. Wtedy wierni nie czytali, nie pisali, niewiele wiedzieli o świecie. Potrzebowali innych bodźców religijnych. Czasy się jednak zmieniły, a kontekst kulturowy podpowiada, że krew jako relikwia może być negatywnie oceniana. Gdyby budowniczowie Centrum skoncentrowali się na edukowaniu społeczeństwa myślą Jana Pawła II, byłby z tego większy pożytek niż z epatowania nawet najbardziej autentycznymi relikwiami" – stwierdził w rozmowie z "Gazetą Wyborczą".

Co do tej "negatywnej oceny", hipotezę jezuity potwierdził sondaż przeprowadzony w 2008 roku. 54 proc. ankietowanych stwierdziło, że fragmenty szczątków Jana Pawła II nie powinny służyć jako relikwie (33 proc. było innego zdania).

– W Kościele różne są zdania i różne wrażliwości. Kult relikwii bliższy jest pobożności ludowej i ja to szanuję. Dla wielu ludzi możliwość kontaktu z relikwiami ma duże znaczenie. Problem pojawia się wtedy, gdy stają się fetyszem i gadżetem, który ma przyciągnąć pielgrzymów i nic poza tym. – zaznacza Marek Zając. – A w wielu przypadkach niestety tak się dzieje...

Interes na pielgrzymach to jednak tylko część prawdy o "rozdawnictwie" papieskich relikwii. Faktem jest przecież, że dla wielu wiernych relikwie to inspiracja do naśladowania świętego. – Kryje się za tym oczywista potrzeba z ich strony. Tyle że nawet bez tego duchowni chcieliby mieć coś takiego w kaplicach czy świątyniach – podkreśla dziennikarz "TP".

Trwa ładowanie komentarzy...