
"Jestem przeciw religii w szkole", "gdyby ktoś mi zagwarantował, że poprzestaniemy na legalizacji związków partnerskich, to byłbym za", "teza, że za wszelkie zło odpowiada ideologia gender, wydaje mi się fałszywa" – m.in. takie komentarze znalazły się w ostatnim wywiadzie nowego prowincjała dominikanów ojca Pawła Kozackiego dla "Gazety Wyborczej". Kościelni konserwatyści zareagowali błyskawicznie - oskarżają zakonnika, że "w sposób szokujący" naruszył naukę katolicką i biją na alarm, że zrodził się "nowy, lepszy Lemański".
Co takiego powiedział zakonnik? List biskupów na temat gender skrytykował np. za "zbyt agresywną tonację". "Mogę namawiać kogoś, by żył w czystości przedmałżeńskiej, nie wchodził w związek homoseksualny, ale trudno mi go potępić" – stwierdził także. Pytany, czy wyobraża sobie, by kobieta żyjąca w homoseksualnym związku mogła adoptować biologiczne dziecko zmarłej partnerki, zaznaczył z kolei: "W konkretnej sytuacji dobre dla dzieci może być to, co wykracza poza zasady. W tym wypadku adopcja byłaby lepsza niż dom dziecka".
Gdyby ktoś mi zagwarantował, że poprzestaniemy na legalizacji związków partnerskich, to byłbym za. Przecież nie mogę być przeciw temu, by te osoby odwiedzały się w szpitalu czy dziedziczyły swój majątek. Nie wierzę jednak, że się w tym miejscu zatrzymamy.
Ja jestem np. przeciwnikiem religii w szkole. Kościół włożył olbrzymi wysiłek w projekt, który przyniósł nieproporcjonalnie małe owoce. Ktoś powie: ale przecież Janowi Pawłowi II na tym zależało. Zależało, ale okazuje się, że notujemy więcej strat niż zysków. Jak się popatrzy na pokolenia ludzi, którzy mieli w szkole religię od przedszkola do matury, to ich średnia wiedzy katechetycznej jest coraz gorsza.
"Szok" i "wstrząs"
Takimi słowami można by określić reakcję, z jaką spotkały się powyższe komentarze ojca Kozackiego. Choć prowincjał dominikanów bardzo wyraźnie podkreślił na przykład, że sam obawia się "radykałów likwidujących różnice między kobietami i mężczyznami" i ma "100-proc. przekonanie", co do nauki Kościoła w sprawie związków homoseksualnych, konserwatyści pominęli to i uznali wywiad za skandal.
Sam o. Kozacki w wywiadzie przyznał, że spodziewa się, iż niektórzy z braci dominikanów będą mieli żal za kontakt z "Wyborczą". Nie mógł jednak przewidzieć, że tak szybko katolicka prawica zacznie go porównywać do księdza Wojciecha Lemańskiego. "'Gazeta Wyborcza' odnalazła kandydata na stanowisko zwolnione przez księdza Lemańskiego?" – pyta portal "Polonia Christiana".
Wygląda więc na to, że dyskusja o pierwszym medialnym występie prowincjała dominikanów znów rozbija się o dylemat, co powinno być na pierwszym miejscu: doktryna czy człowiek. Umowni "liberałowie" przygarną ojca Kozackiego do siebie, a prawa strona weźmie go pod lupę i będzie wytykać wszelkie "odstępstwa". Według o. Gużyńskiego to wcale nie tak źle...

