GUS wliczy do PKB dochody z prostytucji, narkotyków i przemytu. Eksperci nie pozostawiają na pomyśle suchej nitki

GUS wliczy do PKB dochody z prostytucji, narkotyków i przemytu. Eksperci nie pozostawiają na pomyśle suchej nitki.
GUS wliczy do PKB dochody z prostytucji, narkotyków i przemytu. Eksperci nie pozostawiają na pomyśle suchej nitki. Fot. Piotr Augustyniak / Agencja Gazeta
Główny Urząd Statystyczny zacznie wliczać do PKB szacunkowe dochody z nielegalnych działalności, takich jak prostytucja, sprzedaż narkotyków oraz przemyt. Tłumaczy się to tym, że chodzi o wykazanie realnego dochodu Polaków. Eksperci twierdzą jednak, że z realizmem ten zabieg nie ma wiele wspólnego. – To nie wpłynie na poprawę życia Polaków, chyba że producentów i dilerów amfetaminy, bo jak wiadomo Polska jest pod tym względem liderem i ma taką specjalizację europejską – mówi Andrzej Sadowski, wiceprezydent Centrum im. Adama Smitha.

Każdy sposób jest dobry, aby poprawić notowania rządu, a nic nie działa lepiej niż dobre wyniki gospodarcze. Te z pewnością będą lepsze (przynajmniej na poziomie statystyk), gdy doprowadzą do "zmniejszenia" długu publicznego.



Z informacji na stronie internetowej GUS wynika, że konieczność uwzględnienia nielegalnej działalności w szacunkach PKB to obowiązek, który nałożyła na nas Unia Europejska. Ten zabieg może powiększyć (statystycznie) nasz PKB o jeden procent.

Wiceprezes Business Center Club Zbigniew W. Żurek jest zaskoczony tą informacją. – Pachnie mi to kreatywną księgowością, która ma po prostu poprawić wskaźniki. Ta działalność faktycznie przysparza dochodu narodowego, ale moim zdaniem, rzeczy zakazanych nie powinno się wliczać do dochodu narodowego w żadnym wypadku. Ale z drugiej strony zapłacony mandat to też dochód z działalności nielegalnej... – mówi Żurek.

Politycy potrzebują sztuczek
Andrzej Sadowski, wiceprezydent Centrum im. Adama Smitha, ironizuje z kolei, że żadna praca nie hańbi, ale każda męczy. Stąd praca zakwalifikowana jako przestępcza nagle jest uważana również za pracę, którą buduje PKB. – Jest to rozpaczliwa próba poprawy, przynajmniej statystycznie poziomu rozwoju gospodarek europejskich. Nie ma żadnego innego powodu, aby działalność przestępcza była kwalifikowana do działalności legalnej – mówi ekonomista.

Sadowski podaje również przykład Niemców, którzy do swojego PKB doliczyli również produkcję rakiet i czołgów. – To kolejny element wskazujący, że chyba perspektywy gospodarcze niemieckie nie są dość dobre, stąd zmiana metody liczenia. Jak kiedyś zauważono, są kłamstwa, bezczelne kłamstwa, a ostatnim stadium jest statystyka. To, co dzieje się w Europie ma w tym wypadku pełne zastosowanie – stwierdza mój rozmówca.

Wyniki prawdziwej gospodarki, która jest oficjalna i legalna będą znacznie skromniejsze, niż dane, które będzie podawał GUS, wliczając działalność przestępczą. – Problem jest z politykami, którzy do rządzenia potrzebują sztuczek księgowo-statystycznych. Mamy do czynienia z Enronem, gdzie wszystko było kwestią kreacji księgowej – stwierdza Andrzej Sadowski.

Ukłon w stronę przestępców?
Czy społeczeństwo skorzysta na nowym sposobie prowadzenia statystyk? Zdaniem mojego rozmówcy, tylko jego część. – Kiedy rządził Leszek Miller, to powiedział, że Polska odniosła sukces makro ekonomiczny, ale niestety nie przekłada się on na życie zwykłych obywateli. Tak wykreowana statystyka, którą proponuje rząd, nie będzie miała żadnego realnego przełożenia na życie ludzi, którzy będą żyć tak, jak do tej pory – uważa ekspert.

Kto zatem skorzysta na zmianach? – Polska osiągnęła wysoki pułap w Europie, ale tylko dlatego że rośnie u nas szara strefa czy wręcz przestępczość. Takie przepisy nie wpłyną na poprawę życia, chyba że producentów i dilerów amfetaminy, bo jak wiadomo Polska jest pod tym względem liderem i ma taką specjalizację europejską – mówi wiceprezydent Centrum im. Adama Smitha.

Trwa ładowanie komentarzy...