
Polska katolicka w teorii i w praktyce: biskupi w Sejmie i prymas w rządzie – z przymrużeniem oka sprawdzamy, co zmieniłaby dziś w kraju Konstytucja 3 Maja.
REKLAMA
1. Katolicyzm oficjalnie panujący
Wielu powiedziałoby pewnie, że przecież już dziś Kościół katolicki pełni w Polsce przewodnią rolę. Gdyby obowiązywała Konstytucja 3 Maja, byłoby to pewne „jak amen w pacierzu”. „Religią narodową panującą jest i będzie święta wiara rzymska katolicka ze wszystkimi jej prawami” – stoi czarno na białym w jej pierwszym artykule. A to oznacza, że mielibyśmy z głowy wiele dyskusji, które dziś wzbudzają wielkie emocje. Konwencja o przemocy wobec kobiet, aborcja, in vitro – kiwnięciem biskupiego palca niekatolickie, czyli niepolskie pomysły, lądowałyby na śmietniku.
2. Niekatolicy wyklęci
Płacz i zgrzytanie zębów słychać by zaś było u ateuszy: Palikotów, Hartmanów i innych, którym panowanie Kościoła się nie widzi. „Przejście od wiary panującej do jakiegokolwiek wyznania jest zabronione pod karami apostazji” – grzmi Konstytucja 3 Maja. Choć dalej głosi, że wyznawcom innych religii „gwarantuje się pokój i opiekę rządową”, nie uspokoiłoby to pewnie obaw o prześladowania za odstępstwo od panującej religii. Panowie Terlikowski, Pięta i o. Rydzyk już by się o to postarali.
3. Senator Hoser
Jak panowanie katolicyzmu, to na całego. Zgodnie z przyjętą 3 maja konstytucją Izba Senatorska składa się z wojewodów, kasztelanów, ministrów i… biskupów. Przełóżmy to na dzisiejsze warunki i wyobraźmy sobie, że w wyższej izbie parlamentu zasiadają np.: abp Sławoj Leszek Głódź, bp Antoni Pacyfik Dydycz i abp Henryk Hoser. Dzięki nim Senat z pewnością przestałby być nieco nudnawą „izbą refleksji”. Tym bardziej, gdyby ten ostatni zaczął forsować swój pomysł opodatkowania ateistów. Akurat wpisałby się w poetykę XVIII-wiecznego zapisu o zabronionym odejściu od „wiary panującej”.
4. Prymas w rządzie
Kolorytu dodałby też polskiej polityce przewodniczący Komisji Edukacji Narodowej, a zarazem członek rządu, czyli rady królewskiej. Takie właśnie funkcje pełnił prymas Polski. Dodatkowo, w razie małoletności króla i niedyspozycji królowej, miał stać na czele Rady Regencyjnej, czyli faktycznie rządzić w kraju. Konstytucja 3 maja zrobiłaby więc prymasostwo, które dziś sprawuje abp Józef Kowalczyk, jedną z najbardziej pożądanych fuch w Polsce.
5. Święty Komorowski na tronie
Tyle o Kościele, bo nie mniej ciekawe jest to, że ustawa, której święto właśnie obchodzimy, przeniosłaby nas w epokę monarchii dziedzicznej (przed 3 maja 1791 roku obowiązywał system elekcyjny). Jeśli przyjąć, że król odpowiada prezydentowi, rządziłaby więc dynastia Komorowskich, na czele z Bronisławem. „Osoba króla jest święta i bezpieczna od wszystkiego. Nic sam przez się nie czyniący za nic w odpowiedzi być nie może. Nie samowładcą, ale ojcem i głową narodu być powinien i tym go prawo i Konstytucyia niniejsza być uznaje i deklaruje”. Komorowski na króla-ojca by pasował. Tylko co na to Korwin?
6. Oszczędnie w rządzie i Sejmie
"Tanie państwo" – przynajmniej w teorii Konstytucja 3 Maja do tego hasła się dostosowała. Dziś z rzadka padają głosy, by ograniczyć liczbę posłów i senatorów, tymczasem akt ten potwierdził, że w skład izby poselskiej wchodzi jedynie 204 posłów, a w senacie zasiada 132 senatorów. Dodatkowo, dzięki tej konstytucji oszczędniej byłoby w rządzie. Może trudno sobie to wyobrazić, ale król rządził z pomocą tylko pięciu ministrów: policji (MSW), pieczęci (sprawiedliwości), skarbu, spraw zagranicznych i wojny (MON). Gdzie podzialiby się w takim razie spece od administracji i cyfryzacji czy od rozwoju regionalnego?
7. Nowa konstytucja co ćwierć wieku
Przykładając Konstytucję 3 Maja do dzisiejszych realiów, trzeba by jednak dojść do wniosku, że właśnie musielibyśmy ją zmieniać (zakładając, że została uchwalona tuż po 1989 roku). "Zapobiegając z jednej strony gwałtownym i częstym odmianom konstytucji narodowej, z drugiej, uznając potrzebę wydoskonalenia onej, po doświadczeniu jej skutków co do pomyślności publicznej, porę i czas rewizyi i poprawę konstytucji co lat dwadzieścia pięć naznaczamy" – napisano. A może właśnie taki zapis powinien się znaleźć we współczesnej ustawie zasadniczej?
