Roman Giertych: Chłopcy, którzy nazywają się "Ruchem Narodowym" nie mają z nim nic wspólnego. Zagłosuję na PO

Roman Giertych nazywa Ruch Narodowy chłopcami, którzy kompromitują przedwojenną ideę.
Roman Giertych nazywa Ruch Narodowy chłopcami, którzy kompromitują przedwojenną ideę. Fot. Wojciech Olkuśnik / Agencja Gazeta
Dawny wicepremier w rządzie Jarosława Kaczyńskiego dzisiaj deklaruje, że zagłosuje na PO. I to pomimo utrzymujących się różnic światopoglądowych. – Ci chłopcy, którzy nazywają się "Ruchem Narodowym", nie mają z ruchem narodowym nic wspólnego i tylko kompromitują tradycję obozu narodowego – komentuje Roman Giertych w "Bez autoryzacji".


Jest pan jeszcze formalnie w LPR?

Roman Giertych: Nie, nie jestem.

Zgadza się pan z decyzją partii o poparciu PO w najbliższych wyborach?

Skoro nie jestem już w LPR, to nie ma żadnego znaczenia, czy się zgadzam, czy nie. Ale widzę logikę tej rekomendacji, bo teraz Platforma Obywatelska będzie najsensowniejszym ugrupowaniem, które będzie działać na rzecz Polski. Zresztą sam zamierzam także głosować na Platformę.


Logiki tej argumentacji nie zaburza fakt, że rząd przesłał do ratyfikacji kontrowersyjną konwencję o zwalczaniu przemocy wobec kobiet?

Jest wiele rzeczy, które w Platformie krytykuję - za rzeczy, które robiła i które robi, szczególnie za rzeczy światopoglądowe. Tego nie zmienię, mam zdanie, jakie mam. Ale w Platformie, a nawet w rządzie, jest wielu ludzi, którzy mają podobne zdanie jak ja. Kwestie światopoglądowe to temat sporny, także w samej Platformie Obywatelskiej. A jeżeli będę szukał na kogo oddać głos, to wybiorę ludzi, którzy mają podobne poglądy jak ja.


Ale to nie zmienia faktu, że nie ma sensowniejszego wyboru w tym głosowaniu. Często zdarza się tak, szczególnie w dojrzałych demokracjach, gdzie są partie obejmujące swoimi skrzydłami ludzi o bardzo różnych poglądach, że ta konfrontacja światopoglądowa jest bardzo ostra. Proszę spojrzeć na Republikanów czy Demokratów.


Mam jednak wrażenie, że w PO konserwatyści to outsiderzy, a nie równoprawni uczestnicy wewnętrznego sporu. Premier i władze partii przedstawiają poglądy inne niż konserwatywne.

Jest w Platformie na przykład Marek Biernacki, który ma poglądy bardzo podobne do moich i przejawia je zarówno w głosowaniach, jak i w działaniu w Ministerstwie Sprawiedliwości. Popierałem i popieram ustawę dotyczącą pornografii, którą przeforsował, i która została podpisana przez prezydenta. To bardzo pozytywna rzecz, która w pełni odpowiada moim poglądom.

Jak ocenia pan szanse Krzysztofa Bosaka i innych dawnych współpracowników, którzy budują Ruch Narodowy?

Wie pan, im ktoś dłużej żyje, tym więcej ma byłych współpracowników i po jakimś czasie niemal o każdym można powiedzieć, że to były współpracownik. Tak można powiedzieć o politykach, o dziennikarzach. Może na żywo w telewizji takie zabiegi są barwne, ale w druku trącą śmiesznością, więc proszę ich nie używać. Co to ma do rzeczy, że z kimś kiedyś współpracowałem? Takim pytaniem ustawia mnie pan do kąta.

Chciałem tylko zaznaczyć, że zapewne lepiej niż większość z nas zna pan umiejętności polityczne Boska i dzięki temu może lepiej ocenić szanse Ruchu Narodowego.

To, o czym pan mówi to nie jest ruch narodowy. Ruch narodowy był z prezydentem Komorowskim 11 listopada pod pomnikiem Dmowskiego rok i dwa lata temu. To był Ruch Narodowy, reprezentacja wszystkich jego środowisk.

Ci chłopcy, którzy nazywają się "Ruchem Narodowym" nie mają z ruchem narodowym nic wspólnego i tylko kompromitują tradycję obozu narodowego, który ma wielkie zasługi walki o polską niepodległość, który walczył z nazizmem i komunizmem podczas II wojny światowej i po jej zakończeniu. Odwoływanie się przez nich do symboli narodowych, do spuścizny Romana Dmowskiego, i sposób, w jaki to robią świadczy, że na pewno żadnego z jego dzieł nie przeczytali.

Tak samo negatywnie ocenia pan ich akcję mającą zablokować odbudowę tęczy na placu Zbawiciela?

Uważam, że trzeba tam postawić kamień z tablicą, na której wyryto by cytat z Księgi Rodzaju mówiący o tym, że tęcza to symbol pojednania ludzi z Bogiem. To zakończyłoby cały spór, bo z jednej strony nie widzę najmniejszego powodu by oddawać symbol tęczy środowiskom homoseksualnym, ich propagandystom, a z drugiej strony znając tę symbolikę, czyli przymierze ludzi z Bogiem, tęcza nikomu by nie przeszkadzała.

Czyli z jednej strony tęcza zostaje, ale trzeba dodać tablicę z cytatem?

Tak, bo inaczej temat jest w zawieszeniu. Gdyby ktoś chciał symbole propagandy homoseksualnej stawiać przed kościołami - ja byłbym przeciw. Ale mam wątpliwości czy tęcza jest symbolem propagandy homoseksualnej. Dlatego tablica może pomóc, uspokoić nastroje wokół tej tęczy.

Jak pan ocenia pomysł darmowego podręcznika i jego realizację?

Popieram ten pomysł, choć nie znam szczegółów na tyle, żebym mógł o nich mówić. Jako minister edukacji wprowadziłem zasadę, że podręcznik będzie wybierany raz na trzy lata. To ograniczyło zyski koncernów wydawniczych o ponad sto milionów złotych. Te pieniądze zostały w kieszeniach rodziców.

A to było znacznie mniej niż to, co teraz robią minister Kluzik-Rostkowska i premier. To ruch w dobrą stronę, choć zobaczymy jak to wyjdzie w praktyce i jaką cenę propagandową zapłaci za to rząd. Pamiętam, że lobby wydawnicze mocno finansowało kampanię przeciwko mnie.

To daleko idące ograniczenie wyboru narzędzi pracy przez nauczycieli. Trudno sobie wyobrazić, że rodzice zgodzą się na wybór płatnego podręcznika.

Jeśli ten podręcznik będzie dobry, to jeden wystarczy. Przecież rodzice dzieci, które idą dzisiaj do szkoły też uczyli się z jednego podręcznika "Ala ma kota" i to jest kod kulturowy, który większość ludzi rozumie. Jednolitość nie zawsze jest zła, jeśli chodzi o kod kulturowy jest dobra.

Ubolewam, że dzisiaj do takiego kodu nie należą książki Sienkiewicza. Tak było jeszcze w czasach naszych rodziców i ludzie inteligentni posługiwali się tym kodem. Później nas tego pozbawiono i pewne sposoby wyrażania, przyspieszania wymiany myśli są niedostępne. To brak współczesnej inteligencji.