Monika Kuszyńska

28 maja minie osiem lat od wypadku jeepa, którym jechali członkowie zespołu Varius Manx. W jego wyniku wokalistka zespołu została sparaliżowana od pasa w dół. Od tego czasu często angażuje się w pomoc innym i dziwi ją, że to zdrowi ludzie bywają jakby sparaliżowani w obliczu potrzeby drugiego człowieka. I choć twierdzi, że egoizm jest naturalną częścią ludzkiej natury, jej zdaniem jeśli coś może nas wyrwać z codziennego zaganiania, to właśnie działanie na rzecz bardziej potrzebujących.

REKLAMA
Chętnie angażuje się pani w akcje społeczne, nie każdego dziś na to stać. Czym jest dla pani wolontariat?
Monika Kuszyńska: Staram się w miarę możliwości jak najczęściej pojawiać tam, gdzie mnie potrzebują. Podczas licznych spotkań często przyglądam się wolontariatowi i kojarzy mi się on z ludźmi, często bardzo młodymi, którzy masę swojego czasu przeznaczają na cele społeczne. Patrzę na to z podziwem i jest to dla mnie piękne, że im się po prostu chce. W jakiś sposób udaje im się znaleźć pozytywne wzorce, wbrew temu, co mówi się dziś o młodzieży.
A co się mówi?
Że jest skupiona wyłącznie na sobie i na własnej karierze. Raczej takie są trendy. Tymczasem okazuje się, że bardzo wielu młodych ludzi angażuje się w pomoc dla innych. Staram się wspierać takie inicjatywy i bardzo je doceniam. A czasy nie są łatwe, duża konkurencja na rynku pracy, niepewna przyszłość. Trudno znaleźć dobrą pracę, trudno ją utrzymać. To wymaga wielu umiejętności i ogromnego zaangażowania czasowego i emocjonalnego. I gdzie w tym wszystkim znaleźć miejsce na wolontariat? A jednak poznałam wiele "dzieciaków", którym się chce. Czują potrzebę życia nie tylko dla siebie, ale i dla innych. Choć przecież nie ma w tym nic nadzwyczajnego i nagannego, że młodzież jest skupiona na sobie, taka jest specyfika tego wieku.
Napisałem kiedyś artykuł pt. "Czas egoistów". Był to efekt moich obserwacji świata, który często wymaga od nas, abyśmy byli egoistami. Chyba że komuś nie zależy na tzw "sukcesie". Zgadza się pani z tym?
Egoizm jest naturalną cechą człowieka, jest instynktowny i nie sposób się go w całości wyzbyć. Nie trzeba go demonizować, grunt to zdrowy bilans. Musimy dbać o siebie, czuć się dobrze z samym sobą, to potrzebne dla zdrowego funkcjonowania z innymi. Przecież pomaganie innym ma również znamiona zdrowego egoizmu. Sprawiając radość drugiemu człowiekowi, sprawiamy ją także sobie. Nie chodzi oczywiście o to, że mamy oczekiwać wzajemności, nie na tym to polega (choć to trudne zadanie-nie oczekiwać). Jednak czy jest coś przyjemniejszego niż wyraz uznania ze strony drugiego człowieka, niż świadomość, że się zrobiło coś dobrego? Każdy z nas potrzebuje docenienia, chce się czuć potrzebny, chce mieć poczucie sensu w życiu. A do tego niezbędny jest nam drugi człowiek.
Często pytam młodych ludzi, co im daje wolontariat. Odpowiadają, że radość i satysfakcję. W tej nieustannej pogoni, drobne gesty, takie jak uśmiech, przytulenie, mają dla nich ogromne znaczenie. Myślę też, że bycie w takiej wolontaryjnej wspólnocie daje poczucie bezpieczeństwa i oparcie. Bo wbrew pozorom stawianie tylko na siebie, często wiąże się z samotnością i smutkiem. Uczucie satysfakcji z pomagania potrafi uzależnić.
Pani również potrzebowała pomocy...
Tak, nadal zresztą jej potrzebuję. W swoim trudnym czasie nauczyłam się, że przyjmowanie pomocy nie jest niczym uwłaczającym, choć na początku tak nam się wydaje. Myślimy, że owszem możemy pomóc, ale nie za bardzo chcemy, aby nam pomagano, bo ze wszystkim poradzimy sobie sami. Przynajmniej chcielibyśmy poradzić sobie sami, bo wyciąganie ręki po pomoc to zdaniem wielu okazywanie słabości, czyli coś negatywnego.
Pani też tak myślała?
Oczywiście, ja też borykałam się z takim przeświadczeniem, że nagle stałam się słabsza, uzależniona od innych. Długo walczyłam z tym demonem. Ale przyszedł czas, kiedy zrozumiałam, że tak to działa, raz ja potrzebuję pomocy, a innym razem ktoś potrzebuje jej ode mnie. To jest taka wspólna wymiana energii. Ktoś to bardzo sensownie wymyślił... Oczywiście nie można wciąż czerpać od kogoś nic nie dając w zamian i ta myśl mobilizuje do działania. Bo skoro mnie ktoś pomógł i dzięki temu zrobiłam krok na przód, to pojawia się poczucie, że teraz ja muszę się w jakiś sposób zrewanżować.
Ale czasem nie wystarcza nam odwagi nawet na to, aby odezwać się do drugiej osoby.
Jako społeczeństwo jesteśmy bardzo nieufni wobec siebie. Boimy się zapytać o coś na ulicy, poprosić o pomoc oraz ją zaproponować, bo nie wiemy, jaka będzie reakcja drugiej strony. Ja podjęłam to wyzwanie i nauczyłam się otwierać na ludzi. Kiedy potrzebuję pomocy, staram się prosić. Ludzie reagują bardzo pozytywnie, są uczynni jeśli tylko się im na to pozwoli. Staram się także docenić każdy gest zaoferowanej pomocy, nawet jeśli jej nie potrzebuję. To bardzo ważne, byśmy się poznawali, oswajali ze sobą. Do tego nie potrzeba specjalnej wiedzy, a jedynie odrobiny życzliwości. To nas rozwija jako społeczeństwo.
Do takich wniosków dochodzi się często w momencie, gdy przeżyjemy coś szczególnie ważnego w życiu. Jak duży wpływ na dzisiejsze spojrzenie na świat miał pani wypadek?
No cóż, wypadek faktycznie wiele zmienił w moim życiu. Znalazłam się w rzeczywistości, która dużo rzeczy mi uświadomiła, zmieniła priorytety, otworzyła oczy na sprawy, o których nie miałam pojęcia. Zastanawiam się nieraz, czy zawsze musi się wydarzyć w naszym życiu coś trudnego, byśmy mogli stać się lepsi, bardziej wrażliwi. Kiedy patrzę na młodych ludzi, myślę, że przecież skądś muszą czerpać dobre wzorce. Może z domu, ze środowiska w którym przebywają? Zdają się być czasem tak mądrzy i wrażliwi, a przecież nie mają wielu doświadczeń. Mają po prostu otwarte umysły i serca, podziwiam ich za to. Moja sytuacja była nagła i trudna, ale szybko mogłam dzięki niej poukładać sensownie swoje priorytety. Takie wydarzenia paradoksalnie ułatwiają sprawę. A ponadto potrzeba pomocy drugiego człowieka, uczy pokory i sprawia, że zaczynamy doceniać innych.
Wydaje mi się że pokora to właśnie to, czego nam często brakuje. Narzekamy na swoją codzienność, której przecież pozazdrościłoby nam miliony ludzi na świecie. Tymczasem po zastanowieniu, te problemy są naprawdę błahe i powinniśmy być szczęśliwi. Czy, tak po ludzku, nie irytuje pani taka krótkowzroczność?
Irytuje to złe słowo. Zwyczajnie żal mi ludzi, którzy nie potrafią się cieszyć życiem. Wiele przez to tracą. Kiedy zaczynamy dostrzegać to co mamy, radykalnie zmienia się jakość naszego życia. Ja tego doświadczyła i wiem, jak może się dużo, dużo lepiej żyć, gdy widzimy i doceniamy to, co jest nam dane. Zawsze powtarzam ludziom, aby choć próbowali to dostrzec, bo na pewno będzie im lepiej. Naprawdę nie wiele nam potrzeba do szczęścia. Właściwie wszystko mamy w zasięgu ręki. Trzeba tylko najpierw to zauważyć, a potem sięgnąć. Natura ludzka jest jednak dość oporna w tej materii, dopóki czegoś nie stracimy, trudno nam to docenić.
Gala Fundacji "Świat na Tak", w której weźmie pani udział, będzie odbędzie się równo osiem lat po wypadku. Czy ma to dla pani znaczenie symboliczne?
Ja szczerze mówiąc nie przywiązuję się do dat. Czas upływa mi szybko i go nie liczę. Bardziej jestem skupiona na obecności w teraźniejszości. Doceniam każdą chwilę w swoim życiu i to, co mam dziś. Nie rozpamiętuję, nie wracam do wypadku. Czerpię jak najwięcej mogę z rzeczywistości.
A ja mam wrażenie, że jest pani trochę za mało w tej rzeczywistości, przynajmniej jej scenicznej części. W jaką stronę zmierza pani artystycznie?
Czy za mało? Nie wiem... Ja nie czuję aby tak było. Mam w sobie umiar i nie odczuwam głodu, aby brać coraz więcej. Wokół mnie dzieje się dużo przyjemnych rzeczy, o których nie zawsze słychać. Przeżywam to na co dzień i nie mam potrzeby chwalić się wszystkim wokół. Zresztą to, co robię nie zawsze jest popularne, nie krzyczą o tym media. Pojawiam się często w konkretnych kręgach, na przykład fundacyjnych. To daje mi bardzo wielką radość, nie narzekam na brak zajęć.
A myśli pani o nowej płycie? Ostatnią wydała pani w czerwcu 2008 roku.
Powoli zabieram się za nową płytę, to faktycznie najwyższy czas [śmiech].
Czyli nowa płyta jest na razie na etapie postanowienia?
Być może ukaże się w przyszłym roku, przynajmniej taki mam plan, pomimo, że staram się niczego nie planować. Będzie to płyta o tym, co dzieje się w moim życiu. Chciałby, aby odzwierciedlała to, na jakim jestem etapie. Poprzednia mówiła o rozdziale, który został już zamknięty przez mnie. Ta nowa będzie pełna radości i spokoju.