
Od ponad roku mieszkańcy Tallinna nie muszą płacić za przejazdy komunikacją miejską. Rewolucyjna zmiana miała doprowadzić m.in. do ograniczenia ruchu samochodowego, ale tego celu nie udało się osiągnąć, mieszkańcy wciąż chętnie korzystają ze swoich aut. Władze Tallinna zapewniają jednak, że miasto nie straciło na niecodziennym eksperymencie.
REKLAMA
Wprowadzenie bezpłatnej komunikacji miejskiej miało m.in. ulżyć portfelom mieszkańców Tallinna, ograniczyć ruch samochodowy i poprawić przez to jakość powietrza.
Po przeanalizowaniu skutków uruchomienia darmowego transportu Królewski Instytut Technologiczny w Sztokholmie stwierdził jednak, że w stolicy Estonii nie wystąpił duży wzrost liczby pasażerów korzystających z komunikacji miejskiej (wzrost osiągnął poziom 1,2 procent). Nie odnotowano także ograniczenia ruchu samochodowego.
Władze Tallinna, których stanowisko przytacza portal M20.waw.pl, zapewniają, że większe dopłaty do systemu komunikacji zostały zamortyzowane wzrostem przychodów podatkowych. Ten był efektem przeniesienia się do Tallinna osób i firm chcących korzystać z bezpłatnej komunikacji (osoby niezameldowane w Tallinnie muszą płacić za przejazdy).