
Reklama.
Cleo, choć bez Donatana, wystąpiła na kopenhaskiej scenie w półfinale konkursu Eurowizja. To dlatego, że producent utworu wolał, aby zamiast niego na scenie wystąpiła dodatkowa tancerka. Zdaniem Donatana dzięki temu ruchowi przekaz piosenki "My Słowianie" był mocniejszy. I rzeczywiście ten ruch podziałał, gdyż po raz pierwszy od sześciu lat mamy swojego reprezentanta w finale Eurowizji.
To co wyróżniło nasz występ od większości pozostałych krajów był motyw ludowy. Cleo na scenie pojawiła się w minisukience w ludowe wzory. Towarzyszyły jej tancerki Zespołu Pieśni i Tańca Mazowsze oraz dwie modelki. Wszystkie ubrane były w stroje ludowe. Dzięki temu występ Polek jeszcze bardziej mógł zapaść w pamięć widzów Eurowizji, którzy potrafią docenić oryginalność kostiumów (vide Lordi, czy Rusłana).
Zresztą nie tylko telewidzowie (co pokazali za pomocą głosów), ale i samej publiczności w Kopenhadze podobał się występ Cleo. Kiedy tylko wokalistka skończyła śpiewać w towarzystwie tancerek oraz modelek (ubijających masło i piorąc pranie) widownia nagrodziła ją oklaskami. To dobra wróżba przed sobotnim finałem. Może po raz pierwszy od 2003 roku, kiedy to Ich Troje zagrało „Żadnych Granic” znajdziemy się przynajmniej w pierwszej dziesiątce Eurowizji.