
Reżyser i laureat Oscara Zbigniew Rybczyński stracił posadę w Centrum Technologii Audiowizualnych we Wrocławiu, kiedy publicznie zaczął mówić o mających się tam dziać przekrętach finansowych. Teraz nie ma wyboru - wystawia na aukcję kolekcjonowane od lat dzieła sztuki, których wcześniej nie zamierzał sprzedawać. Pieniądze potrzebne mu na sądową walkę o dobre imię. Nie może podjąć pracy w Polsce i zastanawia się nad wyjazdem do Stanów Zjednoczonych.
Zbigniew Rybczyński - reżyser, operator filmowy, artysta multimedialny, programista komputerowy. Absolwent wydziału operatorskiego łódzkiej Szkoły Filmowej. W 1983 roku otrzymała Oscara za film animowany „Tango”. CZYTAJ WIĘCEJ
W ten sposób tłumaczy decyzję o wystawieniu pamiątek na sprzedaż. Wcześniej chciał je podarować jednemu z polskim pałaców lub zamków, ale w ciągu ostatniego roku sytuacja diametralnie się zmieniła. Został bez pracy, za to narobił sobie wrogów, z którymi musi walczyć w sądach.
Kozioł ofiarny?
Afera rozpętała się w październiku ubiegłego roku. Dyrektor Centrum Technologii Audiowizualnych CeTA zwolnił Rybczyńskiego ze stanowiska dyrektora artystycznego i zawiadomił prokuraturę o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Miało ono polegać m.in. na „wyprowadzaniu środków publicznych z Wytwórni Filmów Fabularnych i CeTA, podrabianiu dokumentów, niegospodarności oraz zawieraniu niekorzystnych umów”. Wszystko rzecz jasna pod rządami reżysera.
Czy to jego wersja jest prawdziwa? Rozstrzygnie to prokuratura, ale w konflikcie o CeTA po stronie Rybczyńskiego stoi wielu artystów i ludzi sztuki. Petycję w sprawie przywrócenia reżysera na stanowisko w centrum podpisali m.in. Agnieszka Holland i Joanna Kos Krauze. Powstała też strona rybczynskicase.com, gdzie zbierane są głosy poparcia.
