
- Równouprawnienie powoduje, że facet nie wstydzi się powiedzieć, że chciałby zjeść kolację, wziąć prysznic i iść spać - mówi w najnowszym "Newsweeku" seksuolog, prof. Zbigniew Izdebski. I w ten sposób próbuje zdiagnozować powody, dla których rośnie liczba polskich mężczyzn, których "boli głowa", gdy tymczasem ich kobiety pragną seksu.
REKLAMA
Stereotypowo przywykliśmy do przekonania, że mężczyźnie seksu chce się zawsze. Osławiony "ból głowy" był raczej domeną kobiet, o względy których chętnie walczyli panowie. Dziś ta walka nie wszystkich już Interesuje. A ci, których nie interesowała i wcześniej, teraz nie wstydzą się nawet odmawiać swoim partnerkom. To przestało być niemęskie.
Pozytywna zmiana, która obaliła stereotypy? Nie zdaniem ekspertów. No i przede wszystkim Polek, które coraz częściej żalą się, że ich życie erotyczne legło w gruzach. "Newsweek" przytacza wiele takich historii, w który Polki opowiadają o tym, że ich mężczyźni są zbyt zmęczeni lub zestresowani, by samem zabiegać o seks. To one ostatecznie muszą zaciągać partnerów do łóżka.
Te, które już akceptują, że mężczyznom przestaje zależeć na seksie stawiają na szeroką gamę wibratorów w sypialni. Inne z przerażeniem odkrywają, że choć ich partnerzy nie mają ochoty na seks, to pod ich nieobecność lub ukradkiem znajdują czas na oglądanie pornografii w sieci. "Jak mnie nie ma, to od razu leci do kompa i włącza to swoje porno. Sprawdziłam w historii, zobaczyłam, że to się dzieje non stop" - brzmi tylko jedna z takich relacji. A seksuolodzy, z którymi rozmawia "Newsweek" tłumaczą, że długie przesiadywanie przed laptopem, który ma pole magnetyczne, na pewno nie sprzyja aktywności seksualnej...
Jednocześnie tygodnik podkreśla, że zmiany w polskiej seksualności mają też inne oblicze. Ilustruje je zmiana w badaniach na temat życia erotycznego na świecie, które prowadzi firma Durex.
Jeszcze dziesięć lat temu pod względem częstotliwości współżycia i zadowolenia z seksu byliśmy wśród przeciętniaków. Dziś okazuje się, że od Polaków częściej kochają się tylko Grecy i Brazylijczycy. Na "przeciętnego Kowalskiego" przypada już 143 stosunków rocznie. Te statystyki śrubują podobno jednak niedawne "gimbusy".
