
Pomimo bardzo intensywnych poszukiwań ABW nie znalazła broni, materiałów wybuchowych i samochodu, których Brunon Kwiecień miał użyć do zamachu na Sejm. Zresztą sam oskarżony odwołał akcję na miesiąc przed zatrzymaniem go przez policję, bo domyślił się, że jego współpracownicy to przedstawiciele służb.
Tego zamachu miało nie być. To nie ABW zapobiegła zamachowi Brunona Kwietnia, ale sam niedoszły terrorysta z niego zrezygnował – informuje „Gazeta Wyborcza”. Z zeznań jednego z funkcjonariuszy wynika, że naukowiec krakowskiego Uniwersytetu Rolniczego domyślił się, że współuczestnicy spisku są funkcjonariuszami służb i odwołał akcję na miesiąc przed swoim głośnym zatrzymaniem.
Być może to właśnie jest powód zmniejszania środków bezpieczeństwa wokół Kwietnia. Na początku śledztwa przetrzymywano go w izolatce dla niebezpiecznych więźniów, gdzie przez cały czas śledziły go kamery. Później jednak trafił do zwykłej, wieloosobowej celi. Zniknęli też uzbrojeni strażnicy w kamizelkach kuloodpornych, hełmach. Ale ABW zapewnia, że ich działania wobec Brunona Kwietnia były uzasadnione, a prokurator uznał je za „nienaganne”.
czytaj także:
Źródło: "Gazeta Wyborcza"
