Tam "pisiorków" lubią. To argument "Pana Miodka" dlaczego miał prawo nielegalnie powiesić plakat wyborczy
Tam "pisiorków" lubią. To argument "Pana Miodka" dlaczego miał prawo nielegalnie powiesić plakat wyborczy Fot: zrzut z ekranu tvn24.pl

Bez wiedzy Bogusławy Ludzi powieszono na należącym do niej bilbordzie plakat wyborczy Barbary Bartuś. Odpowiedzialna za to agencja reklamowa, a właściwie niejaki „Pan Miodek” oddala zarzuty. Przyznaje, że zrobił to nielegalnie, ale właścicielka powinna się cieszyć, bo na jej terenie lubią „pisiorków”.

REKLAMA
Zamiast przeprosin i wypłaty zadośćuczynienia stek wyzwisk. Tak „Pan Miodek”, właściciel rzekomej agencji reklamowej z Nowego Sącza odniósł się do skarg Lecha Ludzi, syna Bogusławy, który poskarżył się na nielegalne powieszenie plakatu wyborczego kandydatki Prawa i Sprawiedliwości do Parlamentu Europejskiego.
– Miała „pisiorka”, tam „pisiorków” lubią. Nie dałem tam Tuska, nie dałem tam nikogo, dałem tam „pisiorka”. Bo to jest „pisiorkowy” teren. Powinna się cieszyć, pani Bartuś fajna kobieta – tłumaczył dziennikarzowi TVN24 rzekomy biznesmen. „Pan Miodek” dodał, że skarżący się Lech Ludzia, jest stuknięty.
Właściciele bilbordu poskarżyli się kandydatce PiS. Posłanka twierdziła później, że ona też jest poszkodowana, gdyż musiała przez 45 minut rozmawiać z panem Ludzią. Natomiast „Pan Miodek” po rozmowie właścicieli bilbordu z Bartusiem wysłał do nich maila mówiącego, żeby przestali się w tej sprawie kontaktować z PiS-em.
Na plakacie wyborczym pani Bartuś widniał napis „Służyć Polsce, słuchać Polaków”. Ciekawe, czy w sztabie partyjnym wezmą to pod uwagę i wyciągną konsekwencje wobec swojej posłanki. W końcu jej zachowanie wydaje się być sprzeczne z dewizą promowaną przez partię podczas wyborów do Europarlamentu.

źródło: "TVN24"