FOT. SLAWOMIR KAMINSKI / AGENCJA GAZETA

"Gdyby detektyw został ministrem, politycy by się go bali" - pisze dziś Robert Mazurek w "Rzeczpospolitej". - To jak by Dodę uczynić ministrem kultury - ripostuje dr politologii Rafał Chwedoruk. Czy Rutkowski ma przed sobą polityczną przyszłość?

REKLAMA
Po wczorajszej akcji w Berlinie (o której pisaliśmy TUTAJ) Krzysztof Rutkowski po raz kolejny - w ciągu ostatnich dni - stanął w świetle jupiterów. Robert Mazurek w dzisiejszym felietonie dla "Rzeczpospolitej" stara się przeanalizować fenomen medialnego bohatera, jakim stał się były detektyw. Pisze między innymi, że "Polacy go kochają i potrzebują, nawet jeśli o tym nie wiedzą", bo "wprowadza pokój tam, gdzie panuje chaos".
dr Rafał Chwedoruk
doktor politologii na Uniwersytecie Warszawskim

Kryzys sprzyja takim politycznym szarlatanom.

Według publicysty "RP", pytanie o karierę polityczną Rutkowskiego jest jak najbardziej na miejscu - wszak detektyw był już posłem. "Nie polubiliście go jeszcze? To się pospieszcie, bo to może być Wasz premier!" - rzuca do Polaków Mazurek. Czy naprawdę ten półnagi twardziel z sesji dla "Newsweeka" ma jakieś szanse na polityczną karierę? Rozmawialiśmy o tym - prawie poważnie - z doktorem Rafałem Chwedorukiem, politologiem z Uniwersytetu Warszawskiego.

Partia Rutkowskiego - jest miejsce na taki twór w polskiej polityce?
Kryzys zdecydowanie sprzyja takim politycznym szarlatanom. Na szczęście, każda demokracja ma bariery dla gwałtownych zmian w systemie partyjnym: 5% próg w wyborach, wymogi finansowania. Rutkowski raczej nie miałby szans na pokonanie tych barier. Zdarzają się, co prawda, takie ruchy społeczne skupione wokół poważnych problemów. Tak było z Samoobroną. Ale Rutkowski takimi problemami się nie zajmuje. Sprawa z Sosnowca to dramat rodzinny, ale nie problem społeczny.
A gdyby Rutkowskiemu udało się przekuć, zabiegami marketingowo-pijarowymi, dramat w problem?
Nie jest to niemożliwe, ale prawdopodobne też nie. Zresztą, ta nisza jest już zajęta - przez Janusza Palikota. Palikot zrobił dokładnie takich ruch: skupił grupę niezadowolonych ludzi wokół pewnych spraw, które na skutek jego działań urosły do rangi problemów. Wątpię, by drugi raz się to udało. Poza tym, Rutkowski nie ma żadnych zasobów i zaplecza i to byłaby jego główna przeszkoda. Mógłby jedynie dołączyć do innej partii, ale nie rządzącej.
Uważa Pan, że Donald Tusk nie mógłby złożyć detektywowi takiej propozycji? W celu, chociażby, podniesienia wyników sondaży?
Nie. Dla Platformy to byłby gwóźdź do trumny. Tzw. twardy elektorat PO - ten który głosuje na nich niezależnie od okoliczności - to elektorat wielkomiejski, zamożny, wykształcony. Rutkowski wprowadziłby do Platformy wartości niezgodne z wizją jej elektoratu. Poza tym, polityka partii Tuska opiera się na pewnej estetyce, do której Rutkowski po prostu nie przystaje.
Robert Mazurek, w swoim felietonie dla "RP", roztacza zupełnie inną wizję: Krzysztof Rutkowski jako minister sprawiedliwości. Polacy polubiliby taką władzę?
Kiedyś w Hiszpanii był minister-anarchista, Garcia Oliver, który przed objęciem władzy okradał banki. Kompetencji za grosz, ale przynajmniej miał jakieś poglądy. A czy Rutkowski ma jakieś poglądy? Ma kompetencje, czy jego działania są etyczne i nieskazitelne moralnie? Minister sprawiedliwości powinien taki być, więc jest to abstrakcyjna spekulacja. To tak, jak by Dodę uczynić ministrem kultury.
Krzysztof Rutkowski

Wolę być Robin Hoodem niż ministrem.

Abstrakcja czasem staje się prawdą - co gdyby jednak, jakimś cudem, Rutkowski został szefem resortu?
Jako odpowiedź mogę przytoczyć tylko wypowiedź Jacka Kuronia z czasów, kiedy sam został ministrem. Powiedział wówczas: "Nie wiem, czy dzięki mnie będzie lepiej, ale na pewno będzie weselej". To samo można powiedzieć o detektywie Rutkowskim - na pewno z nim w rządzie byłoby śmieszniej i ciekawiej.
Sam Krzysztof Rutkowski nie przejmuje się takimi opiniami, bo deklaruje, że kariera polityczna go już nie interesuje.
- Moje działania nie mają podtekstów politycznych i karierowych. Chcę pomagać ludziom i robię to dla nich. Tam, gdzie ktoś nie może sięgnąć klamki, by otworzyć drzwi, ja przychodzę je wyważyć. Wolę być Robin Hoodem niż politykiem - powiedział nam detektyw.