Myślisz "fitness" i od razu na myśl przychodzi królowa polskiego fitnessu Mariola Bojarska-Ferenc. To ona uczyła – i uczy – Polaków, jak o dbać o swoją formę i zdrowie. Myślisz Ewa Chodakowska, która w krótkim czasie zdobyła liczne grono wyznawczyń. Na Facebooku jest ich ponad milion. Kiedy jednak mowa o męskim fitnessie, skojarzenia nie są tak oczywiste. W Polsce – jak mówią eksperci – jest wielu fantastycznych trenerów, nie ma jednak kogoś, kto byłby w stanie zmobilizować do wysiłku setki tysięcy mężczyzn. Dlaczego?
Jego zdaniem, żeby mężczyzna zechciał wziąć udział w ćwiczeniach prowadzonych w grupie, musiałby je prowadzić ktoś naprawdę wyjątkowy. – Sądzę, że to musiałby być ktoś pokroju żołnierza GROM-u; ktoś, kto jest autorytetem –mówi Brzózka.
Trenerka i dziennikarka, która spopularyzowała w Polsce fitness, zwraca uwagę na dwie kwestie: fakt, że popularność nie świadczy o kompetencjach, oraz że mężczyźni wciąż nie pozbyli się pewnych zahamowań.
Po pierwsze, fakt, że ktoś nie prowadzi bloga czy nie ma strony na Facebooku nie oznacza, że jest słabym fachowcem czy że jest mało znany w środowisku. Znaczy to raczej tyle, że jest skupiony na rzetelnej pracy, a nie promowaniu siebie. Po drugie, w Polsce mężczyźni wciąż się krępują – choć na blisko 40 światowych kongresach, na których miałam okazję być na całym świecie, ćwiczą i mężczyźni, i kobiety, a ci pierwsi są naprawdę wybitnymi fachowcami.
Panowie ćwiczą pilates, tańczą zumbę, praktykują jogę - fakt, że w Polsce te rodzaje aktywności są postrzegane jako niemęskie, wynika z wciąż małej wiedzy Polaków na temat fitnessu. Istnieje ponad 200 rodzajów aktywności fizycznej i zapewniam, że jest z czego wybierać.
Mężczyźni się wstydzą
Tę opinię potwierdza Piotr Kaczmarek, trener fitness z 20-letnim doświadczeniem. – Polscy mężczyźni wciąż myślą, że fitness to niezbyt męskie zajęcie - ba, wręcz uwłaczające. Zajmuję się fitnessem 20 lat i naprawdę różne przez ten czas zdarzały się reakcje – większość mężczyzn wciąż myśli, że skoro ktoś trenuje fitness, to prawdopodobnie jest innej orientacji. A nawet jeśli - to jakie to ma znaczenie, jeśli jest profesjonalny? Pod tym względem panuje w Polsce zaścianek – mówi.
W Polsce ćwiczy więcej kobiet niż mężczyzn. Ci, jeśli już ćwiczą, to najchętniej ze sztangą. Dużym powodzeniem cieszy się też tzw. indoor biking, spinning czy cross fit. – To dlatego, że są postrzegane jako męskie zajęcia – mówi Kaczmarek. Dodaje, że wiele zajęć grupowych odbywa się przy muzyce, co dla mężczyzn okazuje się często dość dużym wyzwaniem. – Zajęcia przy muzyce wymagają pewnego poczucia rytmu, a to dla większości mężczyzn dość trudne. Jeśli chodzi o pilates, to jest to system ćwiczeń oparty na balecie, mamy więc ściągnięte palce, obszerne ruchy ramion, specjalny system oddechu, a to się panom nie podoba, bo uważają, że nie muszą być gibcy, rozciągnięci – mówi trener.
Jeśli jednak chodzi o prowadzenie ogromnych treningów, pospolitych ruszeń na kilkaset osób, to nigdy bym się czegoś takiego nie podjął, a to z prostego powodu – uważam, że zajęcia grupowe nie spełniają założeń zajęć indywidualnych, a ja za takiego trenera się uważam. Pracując z klientem indywidualnie, dobieramy program ćwiczeń uwzględniając jego wiek, kondycję, przebyte kontuzje...60-letni mężczyzna nie może robić takich samych ćwiczeń, jak osiemnastolatka.
Celebrytom już dziękujemy
Taki pogląd bliski jest też Piotrowi Kaczmarkowi. – Panowie mają chyba po prostu mniejsze "parcie na szkło". Szczerze mówiąc, w świecie trenerów fitnessu przesadne dbanie o wizerunek i własną popularność nie jest dobrze widziane, tym bardziej, że często nie idą za tym umiejętności, wiedza i doświadczenie. Na takich aspirujących celebrytów patrzy się raczej z pobłażliwością, szczególnie wśród trenerów "seniorów". My staramy się być normalni - nasza praca mówi sama za siebie, zarówno jeśli chodzi o trenerów fitness, jak ja, jak i trenerów personalnych, jak Tomasz Brzózka – uważa trener fitness.

