Myślisz "fitness" i od razu na myśl przychodzi królowa polskiego fitnessu Mariola Bojarska-Ferenc. To ona uczyła – i uczy – Polaków, jak o dbać o swoją formę i zdrowie. Myślisz Ewa Chodakowska, która w krótkim czasie zdobyła liczne grono wyznawczyń. Na Facebooku jest ich ponad milion. Kiedy jednak mowa o męskim fitnessie, skojarzenia nie są tak oczywiste. W Polsce – jak mówią eksperci – jest wielu fantastycznych trenerów, nie ma jednak kogoś, kto byłby w stanie zmobilizować do wysiłku setki tysięcy mężczyzn. Dlaczego?

REKLAMA
– Z mężczyznami sprawa jest o tyle skomplikowana, że wydaje im się, że sami wszystko najlepiej wiedzą – najlepiej więc się wytrenują, najlepiej wyglądają... – uważa trener personalny Tomasz Brzózka, autor książki "Fitness dla mężczyzn". – Trudno się przez tę strefę ego przebić. Faceci po prostu nie czują zajęć grupowych, bo nie lubią, kiedy ktoś jest od nich lepszy, a kicanie w grupie często uważają za niemęskie – dodaje.
Ćwiczenia z GROM-em
Jego zdaniem, żeby mężczyzna zechciał wziąć udział w ćwiczeniach prowadzonych w grupie, musiałby je prowadzić ktoś naprawdę wyjątkowy. – Sądzę, że to musiałby być ktoś pokroju żołnierza GROM-u; ktoś, kto jest autorytetem –mówi Brzózka.
Nie jest tak, że w Polsce nie ma utalentowanych trenerów – z doświadczeniem i wiedzą, takich, którzy wciąż się rozwijają. Chodzi raczej o podejście – tu jesteśmy daleko za Zachodem.
– W Polsce rynek fitness, którym zajmuję się od 20 lat, dopiero się rozwija - kiedy na świecie pilates był już bardzo popularny i święcił triumfy zarówno wśród kobiet, jak i mężczyzn, w Polsce dopiero się pojawiał – wyjaśnia Mariola Bojarska – Ferenc.
logo
Mariola Bojarska Ferenc podczas jednego ze szkoleń, które prowadzi mariolabojarskaferenc.pl

Trenerka i dziennikarka, która spopularyzowała w Polsce fitness, zwraca uwagę na dwie kwestie: fakt, że popularność nie świadczy o kompetencjach, oraz że mężczyźni wciąż nie pozbyli się pewnych zahamowań.
Mariola Bojarska-Ferenc
dziennikarka, trenerka i populizatorka fitnessu w Polsce, autorka m.in. "Sztuki dobrego życia"

Po pierwsze, fakt, że ktoś nie prowadzi bloga czy nie ma strony na Facebooku nie oznacza, że jest słabym fachowcem czy że jest mało znany w środowisku. Znaczy to raczej tyle, że jest skupiony na rzetelnej pracy, a nie promowaniu siebie. Po drugie, w Polsce mężczyźni wciąż się krępują – choć na blisko 40 światowych kongresach, na których miałam okazję być na całym świecie, ćwiczą i mężczyźni, i kobiety, a ci pierwsi są naprawdę wybitnymi fachowcami.

Panowie ćwiczą pilates, tańczą zumbę, praktykują jogę - fakt, że w Polsce te rodzaje aktywności są postrzegane jako niemęskie, wynika z wciąż małej wiedzy Polaków na temat fitnessu. Istnieje ponad 200 rodzajów aktywności fizycznej i zapewniam, że jest z czego wybierać.


Mężczyźni się wstydzą
Tę opinię potwierdza Piotr Kaczmarek, trener fitness z 20-letnim doświadczeniem. – Polscy mężczyźni wciąż myślą, że fitness to niezbyt męskie zajęcie - ba, wręcz uwłaczające. Zajmuję się fitnessem 20 lat i naprawdę różne przez ten czas zdarzały się reakcje – większość mężczyzn wciąż myśli, że skoro ktoś trenuje fitness, to prawdopodobnie jest innej orientacji. A nawet jeśli - to jakie to ma znaczenie, jeśli jest profesjonalny? Pod tym względem panuje w Polsce zaścianek – mówi.
logo
- Mężczyźni się wstydzą - mówi Piotr Kaczmarek archiwum własne
W opinii wielu to właśnie on ma wszelkie predyspozycje, żeby stać się "trenerem wszystkich Polaków" – to profesjonalista i pasjonat, który ma wiedzę, doświadczenie i charyzmę. – Da wielu mężczyzn najważniejsza jest właśnie muskulatura, nie sprawność czy wytrzymałość. Myślę, że dla mężczyzn, którzy nastawieni są głównie jednak na budowanie masy, autorytetem byłby ktoś "duży". Ja jestem raczej szczupły – śmieje się on sam.
Wolą sztangi i spinning
W Polsce ćwiczy więcej kobiet niż mężczyzn. Ci, jeśli już ćwiczą, to najchętniej ze sztangą. Dużym powodzeniem cieszy się też tzw. indoor biking, spinning czy cross fit. – To dlatego, że są postrzegane jako męskie zajęcia – mówi Kaczmarek. Dodaje, że wiele zajęć grupowych odbywa się przy muzyce, co dla mężczyzn okazuje się często dość dużym wyzwaniem. – Zajęcia przy muzyce wymagają pewnego poczucia rytmu, a to dla większości mężczyzn dość trudne. Jeśli chodzi o pilates, to jest to system ćwiczeń oparty na balecie, mamy więc ściągnięte palce, obszerne ruchy ramion, specjalny system oddechu, a to się panom nie podoba, bo uważają, że nie muszą być gibcy, rozciągnięci – mówi trener.
Tomasz Brzózka uważa, że w Polsce jest wielu znakomitych trenerów – takich, którzy mają solidne podstawy do tego, żeby stać się trenerami–celebrytami, bo i znają się na rzeczy, i mają duże doświadczenie zawodowe, i dobrze wyglądają. Jednak ci, na treningi których warto chodzić, nie mają ambicji zdobywania kolejnych "lajków" na Facebooku.
Tomasz Brzózka
trener, autor książki "Fitness dla mężczyzn"

Jeśli jednak chodzi o prowadzenie ogromnych treningów, pospolitych ruszeń na kilkaset osób, to nigdy bym się czegoś takiego nie podjął, a to z prostego powodu – uważam, że zajęcia grupowe nie spełniają założeń zajęć indywidualnych, a ja za takiego trenera się uważam. Pracując z klientem indywidualnie, dobieramy program ćwiczeń uwzględniając jego wiek, kondycję, przebyte kontuzje...60-letni mężczyzna nie może robić takich samych ćwiczeń, jak osiemnastolatka.


Celebrytom już dziękujemy
Taki pogląd bliski jest też Piotrowi Kaczmarkowi. – Panowie mają chyba po prostu mniejsze "parcie na szkło". Szczerze mówiąc, w świecie trenerów fitnessu przesadne dbanie o wizerunek i własną popularność nie jest dobrze widziane, tym bardziej, że często nie idą za tym umiejętności, wiedza i doświadczenie. Na takich aspirujących celebrytów patrzy się raczej z pobłażliwością, szczególnie wśród trenerów "seniorów". My staramy się być normalni - nasza praca mówi sama za siebie, zarówno jeśli chodzi o trenerów fitness, jak ja, jak i trenerów personalnych, jak Tomasz Brzózka – uważa trener fitness.
Nad tym, że w Polsce za dobrego trenera uważa się takiego, który ma tysiące fanów na Facebooku, ubolewa Mariola Bojarska-Ferenc. A dlaczego nie ma trenerów-celebrytów? – Cóż, sądzę, że mężczyzna postrzega jako obciach epatowanie ciałem w chwili, gdy za jego popularnością nie stoi wiedza i doświadczenie. Część kobiet myśli zaś, że wystarczy, jak pokażą się w bikini – konkluduje.