
– Od ponad roku mam zdiagnozowane stany depresyjne – powiedziała Justyna Kowalczyk w niezwykle poruszającym wywiadzie. Sportsmenka przerwała milczenie na temat swojej choroby, która może przecież dotknąć każdego. Kowalczyk jeszcze do niedawna uważała bieganie za przeszkodę w układaniu sobie życia. Dziś to właśnie ono ma sprawić, że wróci na właściwe tory. Jednak dla niektórych sport nie jest lekarstwem, a jedynie ucieczką przed problemami. To nie będzie tekst o Justynie Kowalczyk, ale właśnie o zwykłych ludziach.
Muszę się czymś zająć i skoro wszystko inne mi się w życiu sypie, to skupię się na sporcie. Na tym, co zawsze dobrze wychodziło. Może dzięki biegom drobnymi kroczkami jakoś się z tego wszystkiego wyciągnę. Złapię się tego, co jest dla mnie pewne, jasne, stabilne. Już bywało tak niedawno, że wokół walił mi się świat, a na treningu biłam rekordy. I był choć jeden powód, by się uśmiechnąć. CZYTAJ WIĘCEJ
Najlepsza polska biegaczka mówi, że nie wraca do biegania z wielkiej miłości do sportu. – Teorie, że jestem uzależniona od adrenaliny czy od tego życia ciągle w drodze, to głupoty. Chcę spokoju. Walizek i pokojów hotelowych nienawidzę od dawna. Wracam, by zawalczyć o siebie – powiedziała Kowalczyk.
Czy zastanawialiście się kiedyś, dlaczego Wy tak naprawdę uprawiacie sport? Czy na pewno dla zdrowia? Pewnie tak odpowiedziałaby większość ludzi. Tymczasem dla wielu osób sport, to nic innego jak ucieczka przed własnym, nieudanym życiem. Nie oznacza to oczywiście, że każdy sportowiec cierpi na depresję. Ale porażki w pracy i życiu osobistym mogą być dla nas siłą napędową na siłowni czy na basenie. Tylko czy ucieczka w sport pomoże nam poradzić sobie z tym, co nas najbardziej boli?
Gdy powiedziałem jej, o czym chcę napisać, szybko okazało się, że jej przepełnione sportem i endorfiną życie wcale nie jest idealne, jak można by odczytywać z profilu na Facebooku. – Ćwiczę, aby nie myśleć o swoich problemach – pisze bez wahania. – Gdy wychodzę na trening to wyłączam myślenie... Sprawy, które mnie dręczą odchodzą jakby na bok. Z wylewanym potem na siłowni wyparowują ze mnie złe emocje – tłumaczy.
Gdy dźwigam ciężary, przestaję myśleć o kłótniach w mojej rodzinie i o tym, że wciąż jestem singielką. Nawet gdy kogoś poznaję, to nigdy nie jest "to". Są takie dni, że chciałabym mieć kogoś bliskiego... Chciałabym to zmienić, ale boję się zaryzykować. Wtedy mam doła i idę na siłownię.
Moja rozmówczyni od pewnego czasu rozumie, że sport to swego rodzaju ucieczka. Czuje to, ale twierdzi jednocześnie, że gdyby nie siłownia, nie poradziłaby sobie ze swoim życiem. – Gdybym nie była wkręcona w sport, dietę i treningi, mogłoby być ze mną naprawdę źle, bo siedzi we mnie niezaleczona depresja – wyznaje Kasia.
– Nie dostrzegam zjawiska uciekania w sport – mówi zaś psycholog sportowy Katarzyna Selwant. Przyznaje jednak, że dzięki aktywności fizycznej jesteśmy w stanie oderwać się od swoich problemów, ponieważ robimy to mięśniowo, a nie tylko umysłowo. – Wtedy wytwarzają nam się hormony szczęścia, dzięki którym czujemy się lepiej – wyjaśnia.
Dostrzegam zaś tendencję, że osoby które dbają o swoje szczęście, robią coś dla siebie i dbają również o swoje ciało. Czynią to także po to, aby poczuć się lepiej. Najwięcej radości sprawiają nam te ćwiczenia, które wykonujemy na świeżym powietrzu.
Kara dla samego siebie
Życiowa porażka nie ma płci ani wieku. Może ją odczuwać każdy, bo nie wszystkim pomaga powtarzanie, że "na wszystko przyjdzie czas". 32-letni Mateusz zawsze szedł własną drogą i starał się nie patrzeć na to, co robią inni. Starał się dążyć do wyznaczonych celów i liczył na to, że wraz z ze spełnieniem zawodowym, pojawi się wreszcie jego druga połowa.
Mój rozmówca nie potrafi wyjaśnić, dlaczego ćwiczy. – Z jednej strony wiem, że robię to dla siebie i dla zdrowia. Z drugiej strony zdaję sobie sprawę z tego, że robię to również dla kogoś – stwierdza Mateusz, na co dzień informatyk. Jak mówi, stara się udowodnić sobie i innym, że stać go na to, aby być docenianym i zwyczajnie po ludzku kochanym.
To nie jest ucieczka w sport. To raczej sposób, na pierwszy krok do poradzenia sobie z problemem i zajęcie się czymś innym. Robimy to samo jadąc na wakacje i wyłączając swoje komórki. Wówczas największym zmartwieniem dla nas jest to, czy zjeść frytki z majonezem czy z ketchupem.
Ćwiczę, aby uciec z domu...
Maja pracuje w branży reklamowej, a jej życie jest związane ze sportem już od kilku lat. Jak mówi, w pewnym momencie nastąpiły u niej zmiany, które wyniosły sport na pierwsze miejsce. – Stał się ucieczką od tego, co jest w pracy, w domu i tego, co złego dzieje się w mojej głowie – mówi Maja, dla której bieganie stało się codzienną medytacją.
Bieganie stało się dla Mai momentem w ciągu dnia, kiedy może spojrzeć na swoje życie z boku i przemyśleć, czy sytuacja którą ma dziś w domu powinna ulec zmianie. – Mogę zastanowić się, czy dalej powinnam żyć z partnerem z którym jestem, czy może między nami już nigdy nie będzie tak, jak kiedyś – słyszę od 25-latki.
Justyna Kowalczyk zdecydowała się wrócić do sportu wcześniej, niż zakładała. Już na początku czerwca, a nie w sierpniu. – Niech to bieganie, które przez ostatni czas uważałam za przeszkodę w układaniu sobie życia, teraz mi pomoże – mówi w wywiadzie.

