
Warszawski sąd o połowę obniżył kwotę odszkodowania, o które ubiega się Bogusław Seredyński, były prezes Wydawnictw Naukowo-Technicznych i negatywny bohater akcji CBA z 2009 roku. „Dziś jestem nikim, a moi prześladowcy pławią się w luksusach” – skarży się mężczyzna.
REKLAMA
Seredyński został zatrzymany przez CBA we wrześniu 2009 roku pod zarzutem korupcji przy prywatyzacji Wydawnictw Naukowo-Technicznych. Celem akcji, którą prowadził funkcjonariusz Tomasz Kaczmarek znany jako „agent Tomek”, był jednak nie on, a celebrytka Weronika Marczuk, która jako prawniczka zajmowała się procesem prywatyzacyjnym. Po dwóch latach prokuratura umorzyła ich sprawę i nie dopatrzyła się przestępstwa. Jak się okazało, Seredyński został upity przez agentów CBA, po czym wręczono mu łapówkę.
Były prezes WNT po tamtej prowokacji nie może sobie ułożyć życia. Bezskutecznie szuka pracy i wciąż czeka na odszkodowanie. W kwietniu 2013 roku sąd co prawda przyznał mu prawie pół miliona złotych, ale w apelacji uznano, iż ten wyrok został wydany "zbyt pospiesznie". Właśnie odbyła się ostatnia rozprawa nowego procesu, podczas której sąd zaproponował niższe kwoty: 70 tys. zł odszkodowania za stracone pobory Seredyńskiego i 120 tys. zł za krzywdy. Potwierdzono, że mężczyznę spotkały rzeczy "upokarzające, złe i niegodziwe", a obowiązkiem państwa jest to naprawić.
Sam zainteresowany ma wątpliwości, czy państwo mu w tej sprawie pomaga. "Nie wiem, co mam dalej robić. Ostatnie pięć lat to była męczarnia na granicy wyczerpania. Mam całkiem zszarganą reputację. Dziś jestem nikim, a moi prześladowcy pławią się w luksusach, są posłami i mają wszystko. Rolą państwa jest ochrona obywatela a ja od swojego państwa dostaję tylko cięgi" – mówi.
Wciąż nie wiadomo, kiedy może spodziewać się odszkodowania. Póki co pozostaje bez pieniędzy, a adwokat reprezentuje go na kredyt. "Każdy człowiek, gdy przychodzi na świat, dostaje rodzaj bezcennego zasobu: czas. Mój czas już minął, ja już nie mam czasu" – podkreśla.
Źródło: "Gazeta Wyborcza"
